łikend. Zaczęty w ogrodzie. Przyroda w tym roku o jakieś dwa tygodnie do tyłu w stosunku do średniej wieloletniej. Mniej więcej tak jak jest teraz to powinno być na Wielkanoc.
Dziś w różach, purpurach i fioletach.
z drobną nutką szafirkowatości.
I, oczywiście, z widokiem na smoka.
Moja przyjaciółka smoczyca (to chyba samiczka) czuje się u mnie jak u siebie w norce. Opala się na słoneczku i w ogóle.
Miło mieć swojego prywatnego smoka...
W ogóle to jestem nie do zniesienia i sama ze sobą wytrzymuję tylko na ogrodzie. W domu na nic nie mam siły ani chęci, zmagam się z pryszczami na pysku, zatkanym nosem, pobolewającym wszystkim i napadami nieprzewidzianych stanów emocjonalnych, dziś na przykład popłakałam się na telewizyjnej reklamie pewnego banku. Nie, nie była wzruszająca :P. Po prostu rozwala mnie także od strony d*, a właściwie od strony przysadki mózgowej i takich dwóch migdałowatych gruczołków po obu stronach miednicy. Nie wiem, czy te cholerne hormony kiedyś się uspokoją, czy będzie mnie tak woziło jeszcze po drugiej stronie trumny i dalej w cholerę. Babą jest się za karę, naprawdę.
A w ogrodzie rozmawiam ze smokami, które mają w d*, czy mam na mordzie pryszcze, czy nie, i czy akurat ryczę bez powodu, czy nie. Smoki to bardzo praktyczni przyjaciele, naprawdę.
234.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.