czwartek, 2 kwietnia 2026

najlepsze życzenia

 dla Wszystkich, którzy życzeń ode mnie oczekują i którym życzeń nie wysłałam. Na usprawiedliwienie mam chorobę, z której ciągle do końca nie wylazłam. Tak więc Wszystkim Oczekującym życzeń ode mnie niniejszym życzę wszystkiego najlepszego. Trzymajcie się. 

sobota, 21 marca 2026

o kamieniach i skrutiniach

bo mi się temat tak ładnie połączył. Jakoś. 

Najpierw o kamieniach. 


 Śmieszne, że Stary Testament generalnie potępia stele jako kamienie wznoszone ku czci różnych tam bogów, a Jozue stawia właśnie stelę jako znak przymierza Boga z Izraelem. Znak na świadectwo przeciw niewierności ludu. 

I tu nie może mi się nie skojarzyć Ścieżka Umarłych, fatalna na filmie, a w książce tak samo niezgodna z całością (nekromancja po białej stronie mocy w końcu :P) jak stela Jozuego z resztą Biblii. 

Tak czy siak, kamień postawiony to to, żeby świadczyć przeciw tym, którzy nie dotrzymali przysięgi. Złamali przymierze. Well well well.


Powiedziałam: jak On mnie przez to wszystko przeprowadzi, to moja protestancka Biblia będzie relikwią. :P Moi luterscy przodkowie poprzewracają się w grobach, gdyby tak się stało. I myślę, że mój kamień działa na dwie strony. Nie tylko jest świadectwem przeciwko mnie i unkonkretyzowaniem mojej wierności. Jest wyzwaniem dla sprawdzenia wierności Boga. :P O ile rzeczywiście Chce z luterskiej Biblii Mieć relikwię. :)))

I tu kłaniają się do samej ziemi wszystkie po kolei skrutinia. Sprawdzacze wierności. W tym roku stwierdziłam, że one są robione tak, żeby było trudniej. :P Każde po kolei. Żeby było trudniej dojść z Bogiem do ładu, zaszufladkować Go, zrobić sobie z Niego pokojowego pieska (ee... baranka?) do głaskania albo chłopca do posług. 

Bo w każdym po kolei skrutinium Bóg pokazuje się taki, jaki mi nie odpowiada. 

W pierwszym - skrutinium studni i wody - Bóg Jest słaby, tak słaby, że siedzi i czeka, zamiast Sobie tą wodę cpryknięciem Palców ze studni fontanną wydobyć. I Jest tak niepoprawny, że gada z kobietą, do tego taką, z którą zdecydowanie nie Powinien gadać. I tu mam uwierzyć Bogu, który nie spełnia nie tylko moich, ale nawet Swoich słusznych pragnień? Bogu, który wdaje się w dyskusję z tymi wszystkimi, z którymi ja bym na pewno nie gadała? 

W drugim - skrutinium widzenia i światła - Bóg zamiast mówić abrakadabra czy effata (na jedno wychodzi) i przywrócić wzrok od razu, bawi się w plucie i w brudzenie oczu. Mam uwierzyć Bogu, który nawet jeśli na mnie bezpośrednio nie pluje, to maże mnie błotem i śliną? Bogu, który zamiast przywracać mi wzrok, nakłada mi na oczy kolejną warstwę przeszkadzającą widzieć?

W trzecim - skrutinium zmartwychwstania i życia - Bóg zamiast zrywać się i lecieć z pomocą czeka na niewiadomoco, żeby przyjść kiedy już dawno jest po ptakach. Mam więc uwierzyć Bogu, który pozwala mi umierać, w dodatku umierać bez Jego obecności przy mnie? Mam uwierzyć Bogu, który Upomni Się o mnie cztery dni po moim pogrzebie, nie wcześniej?


I wygląda na to, że innego Boga po prostu nie ma. Więc albo wierzę Temu, albo nie mam komu wierzyć. 

I po to stoi ten kamień. A czy protestancka Biblia stanie się relikwią - zobaczymy.

sobota, 28 lutego 2026

po urlopie :P

 zaglądam do interneta i widzę, że nie tylko ja miałam urlop w tym tygodniu :P. Więc pozdrawiam tych, co właśnie - jak ja - urlop zakończyli. Zwłaszcza tych, co dużą część urlopu przesiedzieli w internetach. Chociaż zdrowiej by było, gdyby w internetach siedzieli mniej, naprawdę.

A mój feriowy urlop z przyczyn rodzinnych ograniczył się do okolic najbliższych, być może najładniejszych. :) Były spacery nad Wisłą




Wisła już rozmarzła, ale zatoczki ciągle są pod lodem, płynie jeszcze trochę kry, a przy brzegach dalej śnieg i lód.

 



A to ze śniadania. "Pobłogosław koleżance kwaszonego w filiżance." W sam raz do benedykcjonału.


 Wypad do Lbl trudny nie tylko ze względu na kwestie komunikacyjne.


I takie oto gofry.

Zakup całkiem nowego chodnika do przedpokoju


i kolejna wyprawa







i łażenie po wąwozach




i po bezludnym, w każdym razie bezturystnym Kazimierzu.


takimi ulicami:

po takim lodzie:


I ostatnia wyprawa po Wąwolnicy i okolicach












połączona z powitaniem pierwszego trznadla








zakończona w ciągle zamarzniętym Nałęczowie.










No i, niestety, za szybko trzeba wracać do codzienności. Pozaurlopowej.