Pierwszy raz w życiu zrobiłam pierogi z białym makiem, które w tradycji wigilijnej mojej rodziny są daniem legendarnym - kieeeedyś to się na wigilię jadło pierogi z białym makiem... BTW drugim legendarnym daniem są czernobrywce i nieustannie upraszam - gdyby ktoś z Szanownych znał przepis na czernobrywce/czarnobrewce :) to ja poproszę. No ja wiem, że to takie kwiatki i jakiś zespół muzyczny chyba też jest, ale mi chodzi o drożdżowe placuszki z makiem smażone na oleju. Też się jakoś tak nazywały. A może to lokalne.
A herbatka dziś taka:
Adalbert, czarna herbata masala. Podobno miała być z przyprawami korzennymi, ale dla mnie to ilości wybitnie podprogowe, czuję zwykłą dobrą czarną herbatę. I chyba powoli staję się fanem dobrej czarnej herbaty.
Dzisiejsza kartka:
Wydaje mi się, że Zachariasz nie tym był zaskoczony i nie tego się przestraszył, że zobaczył anioła. W końcu takie rzeczy zdarzały się nieraz Izraelitom, tak samo jak zwiastowania, że urodzi im się syn, który tego i tego nie będzie robił, a to i to zrobi. Zachariasz znał te historie przecież. Oczywiście, że stanąć twarzą w twarz z aniołem Bożym to nie byle co i strach (a może bojaźń?) był uzasadniony.
Ale. Wydaje mi się, że mogło być tak, że Zachariasz najbardziej wystraszył się, że jego dziecko pójdzie przed Panem jak Eliasz. Bo to jednoznaczna zapowiedź mesjańska. Trochę tak, jakby ktoś z nas dziś usłyszał, że jego dziecko zobaczy Paruzję. Ciary by nas przeszły. Bo wiemy przecież, że On Przyjdzie, ale nie zakładamy, że szybko.
Myślę, że Zachariasz, czekając na Mesjasza, też nie zakładał.



Ale jesteś szybka. Ja na robienie pierogów (u mnie z grzybami) poczekam, aż zwolni mi się miejsce w zamrażarce.
OdpowiedzUsuńU mnie raczej nigdy się nie zwolni.
Usuń"Pierogi z białym makiem" brzmi jak legenda. Egzotyczna.
OdpowiedzUsuńTo drugie brzmi ukraińsko (Tia, Helena czarnobrewa) i jako danie chyba jeszcze bardziej egzotycznie.
U nas nigdy nie było pierogów na Wigilię.
Masala - lubię taką herbatę, jeśli jest dobrego gatunku.
Pierogi z białym makiem jadłam dziś na deser po obiedzie. Jeśli ktoś lubi kluski z makiem, to mniej więcej to samo. Ale legendarne. Cieszę się, że tą legendę rodzinną wskrzesiłam.
UsuńCzernobrywce są z Wołynia chyba i pewnie są ukraińskie.
U nas zawsze na Wigilię były pierogi - z grzybami, z kapustą i z grzybami i te z białym makiem podobno. Za to nie znali u nas uszek, pierogi były do barszczu. Uszka poznaliśmy po wojnie. Drugiej. Mamę nauczyli w szkole.
Herbaty Adalberta to dobra cejlońska herbata sama w sobie, ale te aromatyzowania/dosmaczania są niezwykle delikatne i ja ich zupełnie nie łapię.
Uszka o barszczu lepiła moja mamina Babcia (takie mini mini, na małym palcu) ale absolutnie nie na Wigilię. Bo u nich w ogóle nie było barszczu na Wigilię.
UsuńU nas za to dominowały zasady z domu Tatowej Babci i do barszczu były zawsze specjalne paszteciki (mniam, mniam).
Te wszystkie legendy rodzinne i zwyczaje rodzinne to rzecz fascynująca. I szalenie ciekawa. (Gorzej jak ktoś uważa swoją tradycję za jedynie słuszna, wtedy jest niefajnie). Mnie czasem żal, że moje dzieci nie znają takiej Wigilii jaką ja znałam w dzieciństwie, no ale tworzą się nowe tradycje na złączeniach rodzin i to też jest dobrze.
No mieszają się, jak choćby te wołyńskie czernobrywce z mazowieckimi pierogami z białym makiem. :) Powstają takie zestawienia, o których dawniej nikt nie słyszał. Do tego dochodzą nowoczesne wynalazki typu tatar z łososia, których kiedyś nigdzie nie było. Chociaż za komuny na Wigilię jedliśmy raz zdobyczne szprotki w oleju z konserwy.
Usuń