i wpasować kawałki między krople zapuszczane mamie do oka. Tak, żeby wyszło co 4-5 godzin. Wymagające. A przecież udało mi się dziś być w pracy, przekopać ostatnią ogrodową grządkę i wieczorem spotkać się jeszcze na kawie z Panią B. Ostatnie krople przede mną.
Kilka zdjęć ogrodowych, proszę bardzo:
Domek wcale nie stoi pusty, o nie. :P
Nie mam pojęcia, co one tam jedzą, ale coś chyba muszą.
Znowu wypadło na złotą godzinę. Uwielbiam ten czas.
To, co w innych godzinach jest szare, obdarte i bez wyrazu, na godzinę przed zachodem słońca nabiera barw. I to jakich.
425.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.