i jeszcze tych śród ze 30... i sam nie wiem, co się w nich jeszcze zmieści, mruknął Tuwim. W środy mieści się dużo, oj dużo. Znowu jestem bardzo zmęczona.
Tymczasem zapowiadają pierwsze przymrozki, zastanawiam się, co uszkodzą mi na balkonie i na ogrodzie. Zaszczepiłam ipomeę, wniosłam do środka zielistkę - i czekam. Dwie zimne noce, a potem znowu ma być cieplej, zobaczymy. Chciałabym mieć szklarnię. Pracować w szklarni. Rośliny nie krzyczą, przynajmniej jak krzyczą, to niesłyszalnie.
Tia wiem, jedzenie roślin żywcem to większe barbarzyństwo niż zabijanie zwierząt, porównywalne może z konsumpcją żywych ostryg czy smażeniem węgorza rzucającego się na patelni. Ale to się nazywa łańcuch pokarmowy. Biologia jest okrutna, ot co.
Fajnie by było mieć na głowie trawę albo szczypiorek i być autotrofem. Albo nosić na plecach panele fotowoltaiczne zasilające energią całą biochemię ciała. Tyle że padłby wtedy cały nasz świat, bo nie musielibyśmy zarabiać na jedzenie, więc 9/10 ludzkości przestałaby w ogóle pracować. :P Poleciałby system społeczny oparty na forsie, a kradlibyśmy sobie nawzajem fotoogniwa. Więc chyba lepszy szczypiorek na głowie, biofotowoltaika to temat na niewesołą postmodernistyczną powieść sci-fi. I ja jej nie napiszę. (Szczypiorek to temat na kryminał: kto zamordował agenta Bolka, skazując go na śmierć głodową przez depilację owłosienia? - i tego też nie napiszę :P).
Tymczasem co napisze życie? Zastanawianie się nad tym, co się dookoła wyrabia, wcale nie nastraja do wniosków optymistyczniejszych niż postmodernistyczno-fantastyczne dywagacje... Jak byłam bardzo mała, chodziła taka interpretacja napisu poszczególnych liter na paczce z papierosami "20 papierosów B(ez) U(stnika)": 20 października atom padnie i Europę rozwali. Owemu Stalinowi urwie wąsy, Bierut ucieknie. Przy "urwie" zlekceważono ortografię, ale co tam. Może faktycznie padnie i rozwali.
Jutro 20 października. :P
406.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.