najlepszy dzień w moim życiu. Nie lubię czekać, nawet na elektryków. Ani na fachowców od drzwi. Do tego odkrywam w sobie niekwestionowany talent do fffkurzania szefowych moich. Na przykład tym, że poprawiam plan, którego podobno nie da się poprawić. Wredota.
Do tego wicher i śnieg z deszczem, i zacinające się drzwi. I mama, ciągle chora, a w sobotę trzeba by jechać na zastrzyk...
Że drukarka nie chciała mi (poprawionego) planu wydrukować, to już pikuś. No ale naprawdę za dużo rzeczy naraz mi się psuje, no.
144.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.