wieczorem powiem: ufff. Jeśli alergia mi da :P. Znowu mam pościskane wszystkie rury oddechowe i kaszel, noc nieprzespana, tabletka nie daje rady. Powinnam się zgłosić do lekarza po coś mocniejszego... ale mam w. Zdechnę to zdechnę.
Co roku maj i październik. Zawsze tak.
Ale jak dziś mi szefowa wyskoczy z jakimś "bo tak" albo "bo nie", to ja się odwinę. :P
wieczorem
uffff. :))) Szefowa w zasadzie z niczym specjalnym nie wyskoczyła, ot, zwykła zawodowa norma :P. Maturzyści pożegnani. Jeszcze mam kilka zaległych tabelek i takie tam, ale powolutku.
Po południu wybyłam na ogród, wiele nie zrobiłam, bo nie było wiele czasu do wieczora, ale zawsze. W jednej budce są chyba pleszki, w tej samej co w zeszłym roku. Posadziłam w gruncie rdest, dwie pierwsze cukinie i trochę aksamitek. Drżę nieco, bo niby jeszcze którejś nocy ma być zimno.
A tu u wodopoju zięba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.