mogłaby być ze cztery razy dłuższa, może wystarczyłoby mi na wszystko czasu. Na razie tylko wzięłam opłatki z parafii, kupiłam świecę Caritasu
przygotowałam lekcje na najbliższe dni, pokłóciłam się z mamą, bo umówiła się na spotkanie z jakąś panią z bliżej nieokreślonej sekty - mojej mamie wystarczy powiedzieć "ksiądz" albo "ewangelia" i pójdzie jak w dym, zgodzi się na wszystko. Bardzo sympatyczna pani zadzwoniła do niej domofonem, pytając, czy mama czyta Biblię. Na co mama: nie, bo ja nie widzę. A w ogóle to niech pani głośniej mówi, bo ja nie słyszę. Co? Pogadać o ewangelii? to niech pani przyjdzie do mnie na górę. Nie przyszła, powiedziała, że kiedy indziej. :P
Mam tylko nadzieję, ze pani istotnie była z jakiejś grupy religijnej, nie przestępczej, i że wystraszyła się perspektywy rozmowy z głuchą i ślepą panią. :P No ale koniec końców oberwałam ja, bo zabroniłam się mamie z taką miłą panią spotykać i w ogóle nie rozmawiać z obcymi, a już absolutnie nie zapraszać obcych do domu. Okropna jestem, no.
Skończyłam rogaliki. Te numerki to do andrzejkowych sentencji, nie wróżb, typu: tylko się nie spóźniaj albo: przyjaciel to skarb. Losujesz rogalika, a sentencji szukasz na karteczce leżącej na tacy obok. Nie zapiekłam karteczek w ciastkach, bo tusz by się w tłuszczu rozpłynął, a laserowej drukarki w okolicy nie mają.
Kolejny listopadek - jeszcze - rozkwitł. Jutrzejszy już będzie grudnikiem.
Dobra, muszę iść położyć mamę spać. c.d.n.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.