ferii, a ja już dostałam opieprz od szefowej, bo coś mi nie zagrało w dzienniku elektronicznym... nie umiem tego cholerstwa obsługiwać i mam ujemną motywację do uczenia się, bo mi się już zwyczajnie nie opłaca. Ciekawa jestem, czy jest inny zawód niż nauczyciel, w którym pracownik ostatniego dnia urlopu, w dodatku w niedzielę, dostaje opieprz od szefa i nikogo to nie dziwi...
Poza tym jest pierońsko zimno i dzień - prawem ostatniego dnia przed powrotem do pracy - na straty całkowicie. I świadomość, że takie Gliwice też dziś kończą ferie, wiele mi nie pomaga. Nie bardziej niż wiedza, że brat dziś wrócił z urlopu w Alpach...
Myślałam dziś o tym, jak łatwo stworzyć sobie złudne przekonanie o życiu błogosławieństwami. Przecież jestem ubogi, a duchem to na pewno. I oczywiście, że płaczę. I jestem cichy. Te kilometrowe wpisy na internetach się nie liczą. Sprawiedliwość, no tak, przecież to ja mam rację i marzę, żeby wyszło na moje w końcu, a moich wrogów żeby diabli. I jaki to ja jestem miłosierny, gdybym nie był, to by się dziaaaało... Czyste serce? No, jak chodzi o _serce_, nie o inne części ciała, to mam. :P Częściej wprawdzie wprowadzam się do pokoju niż wprowadzam pokój, aaale. No i przecież prześladują mnie w kółko i non stop, straszliwie mnie prześladują.
Można? Można.
A poza tym mam wrażenie, że dostałam świeże zamówienie na jeża.
508.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.