Przypominam: :)
Nie zrobiłam zaledwie kilku zadań. A wiele zadań pozostawiło jakiś skutek w moim życiu. Więc w sumie nie żałuję.
Zaczęło się w zimie. Mam dotąd wielki kubek na kawę i używam go. Pisanie papierowych listów, opornie bo opornie, ale trwa do dziś :). Piszę też dziennik dobrych zdarzeń, choć jest to spore wyzwanie i uzupełniam go czasem z wielotygodniowym opóźnieniem.
Z wiosennego czelendżu nie zapomnę pierwszej wiosennej wielkopiątkowej nb burzy... A nowa restauracja odkryta właśnie wtedy już nie jest nowa i wracałam tam już kilkakrotnie.
Lato zapisało się odkryciem jadalnych kwiatów, a świetlik, którego upolowałam w pewnym sklepie, niestrudzenie świeci w jednej z doniczek na oknie.
No i w końcu jesień. Niezapomniane ognisko z kiełbaską i pieczonymi ziemniakami. Nowa umiejętność pieczenia chleba i rogali marcińskich.
W ogóle myślę, że dzięki czelendżowi zrobiłam w ubiegłym roku bardzo wiele rzeczy, których sama z siebie bym nie zrobiła. Fajnie było. A nowy czelendż już jest na nowym blogu.
A dzisiejszy poranek przypominał jako żywo obrazek z książki dla dzieci "zima w miasteczku".
Relacja ze spacerku już jest na ważce. BTW: linki do moich blogów pojawiły się na górze, tuż pod zielonym paskiem. I informacja dla zainteresowanych: ten blog nie zniknie i nie zostanie zamknięty, będzie sobie wisiał w bezmiarze sieci nawet jak się już definitywnie przeniosę w stan emerytalny. Nie ma zatem potrzeby przeszukiwania go (ani kopiowania czy drukowania ;) na tempo. Można się spokojnie zająć różnymi hm innymi obowiązkami lub też zasłużonym odpoczynkiem, szczególnie jak się z racji wykonywania owych obowiązków zmęczonym jest (a myślę, że się jest). Pozdrawiam. :)))
A herbatka dziś zielona z malinami.
Poprzednia malinowa sprzed dwóch dni była lepsza, w tej maliny zginęły (ma w składzie też porzeczkę, truskawkę i jagodę) - ale jest ok, tyle, że nie jest malinowa. :P







Oficjalnie gratuluję! Fajnie było obserwować realizację kolejnych zadań 🤩
OdpowiedzUsuń