że można mówić o niedzieli biblijnej, modlić się o docenienie Słowa, nawet powiedzieć płomienne kazanie w oparciu o dłuższą formę ewangelii - a przeczytać wersję krótką. Która do kazania ma się potem tak sobie. No ale można. Niestety, Słowo u nas ciągle ustępuje przed gadaniem.
Poza tym moje miasteczko znowu opanowały gawrony.
Jak wtedy na gawronowym polu.
Prawdopodobnie to kolejne wielkie stado na przelocie, tylko pojęcia nie mam, w którą stronę leciały. To, że w mieście kierowały się akurat na wschód, może być zupełnym przypadkiem. Ale jeśli istotnie leciały na wschód, to wiosna idzie.
Prowiant na drogę w każdym razie zabrany, kto wie, jak na tym wschodzie będzie z jedzeniem.
A wiosnę chyba zwiastuje także ta zięba
i ten paszkot
Dzięcioł raczej jest tutejszy całoroczny
a myszołów w mieście, tu ganiany przez kawkę, to raczej zjawisko zimowe.
Więc kto ich tam wie, jak to tam z tą wiosną.
Na razie herbatka żurawiowo-malinowa z Vitaxu, ostatnia. Nawet ok, ale mogłaby być mocniej żurawinowa.
W ogóle mocniejsza by mogła być, bo akurat mnie trochę w gardle drapie. Pewnie odzwierciedla to mój entuzjazm do podjęcia kolejnego tygodnia pracy, bo w perspektywie rady, zebrania, stawianie stopni, papiry, czyli to, co ogólnie rzecz biorąc nie ma sensu, a kosztuje masę czasu, energii i nerwów. Więc popijam herbatkę fervexem i idę spać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.