latam od pracy do mamy, czasem zahaczając o ogród.
A mama jest tak potworną marudą, że mam ochotę na ogrodzie zostać i do domu nie wracać. Zrobiłam jej krzywdę tym remontem, jest do dupy, wanna była lepsza, w tym prysznicu to w ogóle się umyć nie można. Wyrodna córka, idiotka, kretynka, na złość jej wywaliłam tą wannę, z okrucieństwa i podłości. I wszystko jest źle, woda się leje, uchwyt na ścianie w złym miejscu, podłoga śliska, drzwi powinny przylegać do podłogi, woda powinna stać kałużą na podłodze jak w wannie, a najlepiej, żeby mama mogła się wymoczyć, ale żeby (głęboka) woda była na podłodze i się nie wylewała. :P No cóż.
Ze spraw niewannowych - mamie właśnie skończyła się umowa na telefon, a nowych umów bez interneta i tańszych niż 45 zł miesięcznie nie ma. Zgodziłam się zatem na pakiet - mama dalej będzie płacić 35, ja drugie 35, ale musimy wziąć internet z telefonii za 65 zł miesięcznie. Co wiąże się z montowaniem interneta w moim domu w piątek i z koniecznością wypowiedzenia umowy ze starym internetem, bo na co mi dwa. :P Tak więc z telefonu mama akurat jest zadowolona, a zawrót dupy mam ja.
No ale przynajmniej (chyba) zadowolona jest. Chociaż wcale nie jestem pewna...
1161.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.