lekcje ślimaczą się, jakby czas nie płynął. Zrobiłam mamie test, wyszedł ślad po kowidzie. Leciutki, jak znak wodny, ale wyraźny. Oczywiście bratu nic nie wolno mówić, bo się zdenerwuje... Zrobiłam wielkie zakupy, napchałam lodówkę (i żołądek), przygotowałam lekcje na jutro, trzeba będzie jakoś dożyć do piętnastej. Poczucie totalnego wypalenia zawodowego sięga szczytów.
Zima w natarciu, prószy śnieg, pod nogami chlapa.
544.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.