świeżutkie, dzisiejsze.
Przy okazji widać, jaką zwariowaną mamy pogodę.
Wczoraj po południu wiosna, dziś znowu zima w pełni. Czyżyk patrzy na to ze stoickim spokojem
sójka też
a ja stoję w oknie, patrzę i nawet porządnie się fffkurzyć nie mam siły.
I marzę o tym, żeby pójść do spowiedzi i nie dostać ochrzanu. Za to, że chodzę za często/za rzadko/za to, że twierdzę, że miałam kowida, który nie istnieje/za to, że wierzący na kowida nie chorują/albo zupełnie bez powodu, niepotrzebne skreślić.
Muszę najpierw przestać kaszleć i kichać... i dobrze by było, żeby mnie zatoki przestały w końcu boleć. Bolą mnie od Gromnicznej. A tu wiosna jak na załączonym i ciepła nie widać... co roku na przedwiośniu wydaje mi się, że zdechnę jak pies zanim zrobi się ciepło. Więc niniejszym znowu mi się tak samo wydaje. I może kiedyś istotnie nie doczekawszy wiosny jak pies zdechnę.
549.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.