wiosna. Deszcz i plus naście na termometrach. I weź nie choruj.
Większość dnia zeżarła jak zwykle praca. Rano w szkole, po południu w domu. Kaszlę dalej, zatoki dalej ciekną, nie mam siły, w nocy budzę się mokra. Wejście na czwarte piętro to sport ekstremalny. Umycie kibla to największe osiągnięcie w związku z jakimkolwiek sprzątaniem... nie bardzo wyobrażam sobie Wielkanoc w tym roku.
551.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.