lekcji siedem, potem lekarz z mamą, przygotowanie kolejnych lekcji na jutro... a mama kolejną wizytę ma w piątek. Pojutrze. Dziś cały dzień przemyśliwała, co to będzie u tego lekarza, a od chwili powrotu już zaczyna się martwić, co to będzie w piątek, i na pewno będzie wszystko źle... Dziś jej nie kibicowałam, bo byłam cały dzień w pracy, ale jak ja wytrzymam jutro? :P Z bratem rozmawia codziennie przez telefon, ale nic mu o swoich lekarzach nie mówi, bo jego nie wolno martwić... zresztą jego to przecież nie interesuje :P.
W pracy też mam niezłą hiperkumulację okołosemestralną i nawis zadań niebezpiecznie wisi mi nad głową jak oblodzony śnieg zsuwający się z dachu... Mam wrażenie, że pracując całymi dniami ledwie obtrąciłam kilka najmniejszych sopelków z tego nawisu...
511.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.