wtorek, 27 stycznia 2026

tylko sobie wyobraźcie

 błotnista wiejska droga. Po prawej stronie z zawianego śniegiem rowu wyrasta rząd rosochatych wierzb. Pod nogami malownicze koleiny rozlewające się co kilka metrów w jeszcze bardziej malownicze kałuże, między nimi pas bieluteńkiego śniegu. I całe połacie nieskazitelnej śnieżnej bieli po lewej stronie. Gdzieś na horyzoncie ośnieżona chatka z oknem na cztery szybki. 

Fajne? :) To popatrzcie tu:


Ta sama sceneria 50 lat później. :P 

Znaczy, u nas roztopy. Podobno chwilowo, bo za dwa dni ma być znowu mróz. Jestem trochę wykończona życiem między wczorajszą radą a czwartkową kolejną radą, w międzyczasie oczywiście normalna praca, opieka nad mamą, szukanie bratu w internetach czegoś, co by chciał zamówić (przy okazji zamówiłam se herbatki z Irvinga, te IMHO najsmaczniejsze). W końcu jakaś nagroda za to zapiii chyba mi się należy. 

I tak mi się strrrasznie nic nie chce, że głównie oglądam sikorki:





Złote modre sikorki. O złotej godzinie. 

A w ogóle to rano zdumiało mnie bardzo, bardzo nieśmiałe pogwizdywanie mojego kosa zza kuchennej szyby. 

niedziela, 25 stycznia 2026

nie przestaje mnie zadziwiać

 że można mówić o niedzieli biblijnej, modlić się o docenienie Słowa, nawet powiedzieć płomienne kazanie w oparciu o dłuższą formę ewangelii - a przeczytać wersję krótką. Która do kazania ma się potem tak sobie. No ale można. Niestety, Słowo u nas ciągle ustępuje przed gadaniem. 

Poza tym moje miasteczko znowu opanowały gawrony.



Nie tylko na dachu, na wszystkich, absolutnie wszystkich okolicznych drzewach:




Jak wtedy na gawronowym polu. 

Prawdopodobnie to kolejne wielkie stado na przelocie, tylko pojęcia nie mam, w którą stronę leciały. To, że w mieście kierowały się akurat na wschód, może być zupełnym przypadkiem. Ale jeśli istotnie leciały na wschód, to wiosna idzie. 

Prowiant na drogę w każdym razie zabrany, kto wie, jak na tym wschodzie będzie z jedzeniem.


A wiosnę chyba zwiastuje także ta zięba


i ten paszkot


Dzięcioł raczej jest tutejszy całoroczny


a myszołów w mieście, tu ganiany przez kawkę, to raczej zjawisko zimowe.



Więc kto ich tam wie, jak to tam z tą wiosną.

Na razie herbatka żurawiowo-malinowa z Vitaxu, ostatnia. Nawet ok, ale mogłaby być mocniej żurawinowa. 

W ogóle mocniejsza by mogła być, bo akurat mnie trochę w gardle drapie. Pewnie odzwierciedla to mój entuzjazm do podjęcia kolejnego tygodnia pracy, bo w perspektywie rady, zebrania, stawianie stopni, papiry, czyli to, co ogólnie rzecz biorąc nie ma sensu, a kosztuje masę czasu, energii i nerwów. Więc popijam herbatkę fervexem i idę spać. 

sobota, 24 stycznia 2026

ja nie wiem

 co się dzieje z tym czasem i dlaczego od razu jest południe, a potem za chwilę wieczór i noc. Może zacznę wierzyć w śmiałe teorie spiskowe o globalnym skróceniu sekundy? :P Bo kiedyś żeby odmierzyć jedną sekundę kazali mi liczyć, szybko bo szybko: sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa, sto dwadzieścia trzy - i to miała być jedna sekunda. Teraz, jak sądzę, sekunda mija przy "sto dwadzieścia". I może dlatego czasu zrobiło się trzy razy za mało.

A dziś ostatnia herbatka z Irvinga, biała śliwkowo-melonowa. Smaczna, naprawdę śliwkowo-melonowa (ok, może śliwkowo-jabłkowo-brzoskwiniowa, ale w przyjemny sposób). 


Do końca stycznia została mi jeszcze jakaś jedna herbatka z Vitaxu, kilka z Teekanne i jeszcze jakieś, których dotąd nie próbowałam. Jak na razie najbardziej zauroczyły mnie herbatki z EnglishTeaShop. I to chyba będzie ostateczny wniosek z tegorocznego (i trochę zeszłorocznego) herbatkowania. 

piątek, 23 stycznia 2026

zajawka

 na wearing purple (zakładka na górze strony) pokazały się zdjęcia z drugiego kalejdoskopu styczniowego.


Zapraszam. 

Herbatka dziś biała z brzoskwinią i mango, nieco nudna w smaku, jak brzoskwiniowa icetea.


Jutro kończę Irvinga - generalnie smaczne herbatki, niektóre trochę przekombinowane, ale ciekawe doświadczenie poznawcze w sumie. Raz jeszcze dziękuję za prezent :ukłon:. 

A w temacie dnia pabiedy ;) - nie wiem, może dzień zwycięstwa kogoś jednego po prostu musi być okupiony tym, że paruset padnie po drodze i nigdzie nie dojdzie. Może po prostu tak jest.

czwartek, 22 stycznia 2026

z fotopułapki

 



Czyli mam głównie bogatki (i kosa). 


Czasem zajrzy jaki mazurek.


Pozostaję z nadzieją, że kiedyś zajrzy do mnie jakiś bardziej egzotyczny ptak. OK, modraszka też może być:


Szpaki nadal latają, głównie rano i wieczorem, ale na karmnik nie skusił się jeszcze żaden. Gołębie dalej przylatują, kawki też, ale pokonać klatki i zasłonki  nie potrafią. 

A poza tym szkoła i jak zwykle kolekcja różnych mało przyjemnych wydarzeń okołosemestralnych. 

A herbatka dziś pomarańczowo-limonkowa z Irvinga. Bardzo dobra, z nutką piernikowych przypraw. 



środa, 21 stycznia 2026

gdyby ktoś twierdził

 że śnieg nie jest niebieski:


Polecam oglądanie zdjęcia w powiększeniu i zapraszam na ważkę po więcej.

A herbatka dziś earlgrey podobno z pomarańczą. Herbatka dobra, earlgrey przyjemny, a pomarańcza hm podobno była. 

wtorek, 20 stycznia 2026

mróz

 Podobno gdzieś tam w Polsce ostatniej nocy widzieli zorze polarne. U nas tylko było zimno.



Poza tym jest strasznie ślisko - nie wiem, czy jest jakiś zakaz używania piachu, czy wysypali już wszystkie piachowe zasoby przewidziane na tą zimę, ale mamy na chodnikach czysty lód. Co trochę spowalnia tempo życia. I co byłoby całkiem ok, gdyby nie to, że spieszysz się do sklepu czy do pracy. 

Bawię się malowaniem po numerach.


Szaleńcze są te kolory i gdyby nie to, że mają na celu ożywienie mojej monotonnej kuchni, pewnie by mi się nie podobały. A herbatka dziś taka:


Powiem tyle, że ani granatu, ani agrestu - za to wyraźny smak ananasa. :P Ale dobra.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

to są szpaki

 



Zdjęcia bardzo takie sobie, bo robione po szesnastej, czyli o zmroku:

I właśnie wtedy latają mi pod oknem całe stada tego czegoś. Zdybałam dwa na zaokiennych drzewach -no szpaki. Nie mam pojęcia, co robią w środku stycznia przy minus kilkanaście i paru centymetrach śniegu. Powinny być odleciane i wrócić na dzień kobiet. A one latają pod moim oknem i tylko czekam, aż zameldują się przy karmniku. 

Nie ma za to zimowych gości. Nie przyleciał ani jeden gil, o jemiołuszkach w ogóle szkoda gadać, czeczotek też nie widziałam. Nawet dzwońców, czyżyków, kwiczołów i szczygłów nie ma, widuje się jakieś pojedyncze sztuki i niezwykle rzadko. Co więcej, sikorki też pokazują się pojedynczo, nie ma tych zimowych dużych stadek. Nie wiem, wiosna idzie czy co. Na wszelki wypadek już zamawiam akcesoria do hodowania kiełków. A póki co, zanim nie nadejdą - dopijam spokojnie zimowe herbatki. Dziś czarna waniliowo-poziomkowa z Irvinga.


Smak jak na herbatę niezwykle zaskakujący. Gdyby ktoś mi to dał na łyżeczce do spróbowania i kazał zamknąć oczy, byłabym pewna, że to roztopione lody waniliowe z mieszanymi owocami, całkiem niezłe. Bo Irving oczywiście nie poprzestał na wanilii i poziomkach, napchał tam chyba z tuzin różnych owoców wszelakich, które stworzyły trochę owocową kakofonię. No i nieco dziwnie to w sumie wyszło. Nie że niesmacznie, ale jakoś nie na miejscu. :P

OK, pewnie zapyziała tradycjonalistka przeze mnie przemawia. 

I - no właśnie. Bo ja się zdecydowanie czuję starym bukłakiem i wolę stare, dobre wino. Niech se ci młodzi zmieniają świat, niech młode wino szumi w najlepsze - byleby gdzie indziej. :P Odpowiednio daleko ode mnie. Ja się już na żadne młode wino nie dam nabrać. Nie chcieli pić, porozlewali, trochę podziurawili i bukłak. I jest jak jest. Pozsychało się, zabliźniło, nie cieknie. 

A może po prostu nic już w środku nie ma.

niedziela, 18 stycznia 2026

na kazaniu

 Nasze Słoneczko, koncentrując się na postaci i pokorze św. Jana Chrzciciela, oznajmiło: bo trzeba wiedzieć, kiedy odejść, na przykład na emeryturę. :))) Czuję, że moje emerytalne plany zostały usankcjonowane przez Kościół :). 


wieczorem:

U nas rano było tak:


Teraz jest minus 12. Fśśściekam się już na tą zimę, bo nijak mi z mamą do ortopedy iść - na drodze zwały zlodowaciałego śniegu, w przychodni tłumy chorych, a ziąb jak widać na załączonym. No a zapalenie stawu w ramieniu ma dalej jak złoto. Pisałam, że na fundusz zapisała się na marzec? :P Może przynajmniej cieplej będzie.

A herbatka dziś czarna malinowa z Irvinga.


Wystarczająco dobra, chociaż z malinami i granatem była o niebo lepsza. 

sobota, 17 stycznia 2026

zaangażowałam świętego

 Antoniego do szukania moich kluczy. I znalazł. W bucie. Serio.

Klucze wdziałam gdzieś podczas akcji "rozmrażanie lodówki". Najbardziej wrażliwe produkty zaniosłam do zamrażalnika do mamy, reszta wylądowała na balkonie - i podczas tego wynoszenia i przynoszenia w pewnym momencie okazało się, że klucza nie ma i już. Przeszukałam caluśkie mieszkanie z kiblem i wnętrzem lodówki włącznie (dziękując Bogu, że mieszkanie nieduże) i nic. Zatem zawołałam świętego Antoniego na pomoc i przeszukaliśmy razem jeszcze raz. Okazało się, że klucze spadły z przedpokojowej szafki wprost w głębie stojącego obok szafki wielkiego zimowego czarnego buciora. No.

A dzień jak zwykle zabiegany. I ja już naprawdę nie mam pomysłu, kiedy będę mieć trochę więcej czasu. Obawiam się, że jeszcze w trumnie będę machać nogami, jak rzucający się na patelni martwy węgorz.

Tyle, że znalazłam chwilkę na tfffurczość. Akurat z wnętrza lodówki wielkimi płatami spadał lód i trzeba było poczekać, aż cały spadnie.


Do przed chwilą jeszcze łatałam spodnie, żeby było jutro co do kościoła na d włożyć. 

A herbatka dziś zielona z Irvinga - jak na zieloną wyśmienita, bo smakowała jak słabiutka czarna. :P

Dobranoc, bo jak ziewnę jeszcze raz, to pęknę na uszach.

piątek, 16 stycznia 2026

i znowu piątek

 i stukam w tym kieracie i stukam, łupłup, łupłup, łup. Praca, mama, modlitwa, wyrywane chwile odpoczynku - i od rana znowu i znowu, szybciej, bo już późno, i w kółko to samo co dzień. Wszystko robię coraz wolniej, dziś rano po wstępnym obrobieniu się skomentowałam zegar: o, znowu po ósmej. :P Do roboty na dziewiątą do czternastej coś, zakupy, obiad, i już ciemno. 

U nas znowu mróz, ślisko, źle się chodzi. Marzę o wiośnie. Że za miesiąc już będzie można posiać rzeżuchę i nie zgnije. Rzodkiewka zacznie smakować jak rzodkiewka. Może zaczną już wychylać się szczypiorki krokusów. I ciekawe, czy siedmiolatka mi nie wymarzła.

A na razie środek zimy i może uda mi się przeprowadzić doroczne rozmrażanie lodówki - wyrzucę całą zawartość na balkon, rozmrożę, umyję, wsadzę z powrotem. Ale to jutro.

A dziś - herbatka grzaniec z Irvinga. Podobno jabłko-cynamon plus czarna herbata. Herbata ok, cynamonu nie za dużo, trochę kardamonu i goździków. W sumie całość smaczna. 


Tak myślę, że poherbatkuję do połowy lutego, a potem zmienię rozrywkę na bardziej wiosenną. 

czwartek, 15 stycznia 2026

roztapia się

 

i tam, gdzie zostawili śnieg na chodnikach, nie jest niebezpiecznie. Ale tam, gdzie odgarnęli śnieg, a w nocy zamarznie woda, jutro będzie jedna śliska szklanka. No ale. 

Większość dnia w pracy. Rano miałam poważny problem z otworzeniem oczu i gdybym była na emeryturze, to chyba spałabym do południa. No ale nie jestem i nie spałam. Poszłam do roboty, marząc o wiośnie i/lub emeryturze. Kiedy wróciłam, zjadłam z mamą obiad i... poszłam spać. Tak się złożyło, że lekcje na jutro akurat nie wymagają wielkich przygotowań, więc zaraz idę do mamy, a jak wrócę, zgadnijcie. Tia, idę spać. :P

OK, po drodze jeszcze herbatka. Irving, pomarańczowa z hibiskusem. Może być. Nie jest nachalnie hibiskusowa, jak większość innych tego typu herbat. Zawiera podobno też jabłko i maliny, ale efekt jest taki, że nie czuć w niej specjalnie ani pomarańczy, ani hibiskusa, ani niczego specjalnego. Ot, herbatka wieloowocowa z hibiskusem.


Dobranoc.

środa, 14 stycznia 2026

spieszę donieść

 że poczta się spisała i otrzymałam Długo Wyczekiwany List (i zamierzam odpisać możliwie szybko). Tymczasem rachunku za prąd dalej nie ma, za to dziś doszła kartka świąteczna z pieczątką na znaczku uwaga 20.12.2025. Czyli jeśli ktoś nadal czeka na życzenia świąteczne, niech nie traci nadziei. Dla porządku: kartka wysłana z jednego z podwarszawskich miasteczek. Wcale nie z Tanzanii czy Kenii, nie. 

Odebrałam paczkę z herbatą, wykorzystując  obniżkę posezonową na kalendarze adwentowe:


A teraz u nas znowu pada śnieg, czyli bateria w fotopułapce padnie mi na amen znowu (ciemno jest od tygodni), a poczta znowu się zakopie i rachunek za prąd dostanę w takim terminie, że mi policzą odsetki za zwłokę. No ale. 

Pranie się pierze, zaraz ogarnę lekcje na jutro i może domaluję kilka kresek na deszczowym malunku, a potem trzeba będzie iść do mamy i znowu nie wiem, w jakim stanie skupienia wrócę. Jak dotąd mama lepiej dziś, ale na wieczór jakby ją wzięło :P, to no, wiadomo.

Pani Ha jest po operacji, wymieniłyśmy sesemesy i odpoczywa. Jeśli ktoś może, proszę o modlitwę (onkologia). 

Dobra, odpływam do roboty.


wieczorem:

No i nie da się malować, bo ciemno jest nieustannie i niezmiernie, a przy oświetleniu sztucznym robią się straszliwe refleksy, o proszę:



I weź maluj jak wszystko ci się świeci. 

W ogóle tak myślę, że o ile w adwencie jeszcze da się celebrować brak światła, to w styczniu brak światła zwyczajnie boli. 

A herbatka dziś czarna, czyli taka, jaka powinna być. Czarne są najlepsze. I zaraz okrzykną mnie rasistą :P. OK, więc herbatka czarna cytrynowa z Irvinga, bardzo smaczna.


Dobranoc.

wtorek, 13 stycznia 2026

od wschodu

 

do zachodu słońca

dzień dwa razy za krótki, a ja mam milion razy za mało siły. Jest zimno, leży śnieg, ciężko się chodzi. Zaliczyłam dziś pracę i zakupy, i przygotowanie do pracy na jutro. Do tego wysłuchałam, jak mamie się strasznie ciężko żyje - nie wątpię, że istotnie, w końcu życie to nie zabawa, tylko ból i to do potęgi - ale czy ja rządzę życiem i śmiercią, żeby coś jej odpowiedzieć? Wróciłam wieczorem do siebie do domu bez najmniejszej motywacji i chęci do własnego życia. 

Śnieg chyba zapadał pocztę, czekam nie tylko na list od Agai, ale i na rachunek za prąd - skrzynka pusta. Paczka z zamówioną herbatą przyszła, ale komunikat z paczkomatu dostałam przed 18.00 - btw wynikało z niego, że paczka została doręczona godzinę wcześniej. No nic, wyjmę jutro rano. 

A dziś herbata biała gruszkowo-figowa z Irvinga. Średnia, trochę bezpłciowa, znaczy mdława i jak to biała herbata smakuje jak siano. Tia wiem, naprawdę jestem strasznie zmęczona i to widać. :P


Naprawdę nie wiem, czego ode mnie w tej sytuacji Oczekujesz i co Byś Chciał, żebym jeszcze robiła.