poniedziałek, 14 listopada 2022

oględziny

 szafki z bakaliami, przewidziane dziś w zadaniu przedadwentowym, wypadły raczej mizernie:


Za to lista zakupów długa... 

Poza tym oczywiście praca (łapię się na tym, że odliczam godziny do końca pracy :P), potem prawie ostatnie już prace na ogrodzie... zostały mi maliny do plewienia. Było za ciepło i chwast rósł w najlepsze, czy może w najgorsze. No i teraz nie oplewię, bo idą mrozy. Trzeba czekać na odwilż. Pamiętam że już kiedyś plewiłam maliny w grudniu :P. 

Dziś cały dzień fascynowały mnie brylanty :).






Kto jeszcze jest taki bogaty, że depcze po diamentach i perłach? :)))

I niestety wiem, że to ostatnia rosa przed igiełkami szronu. I już obłędnie tęsknię do wiosny. Gdyby tak zasnąć jak niedźwiedź, świstak, jeż. Choćby jak wiewiórka... 

432.

niedziela, 13 listopada 2022

westchnęłam z ulgą

 widząc, jak do ołtarza podchodzi wielebny, od którego zawsze na spowiedzi obrywam, że niepotrzebnie przyszłam :P. On chyba nie uznaje spowiadających się w stanie łaski i powinnam przed spowiedzią u niego kogoś okraść, napaść, a najlepiej zabić :P. Bo tak to po co mu czas zabieram tylko, no.

W tym kontekście myślę, czy to nie było tak, że księża promując comiesięczną spowiedź sami na siebie ukręcili bat - bo teraz jest ich duuużo mniej i nie przerabiają tłumu spowiadającego się co miesiąc, i dlatego wyganiają tych, co ich zdaniem spowiadają się za często. Bo przecież pierwszopiątkowa spowiedź to stosunkowo niedawny wynalazek... w Polsce ma może tyle lat co ja, a może i mniej. Mojego starszego brata nikt w szkole co miesiąc do spowiedzi, na przykład, jeszcze nie ganiał. Mnie już tak. I kto by pomyślał wtedy, że księża po latach kilkudziesięciu będą promować rzadszą spowiedź? :P

Tak czy inaczej, konfesjonałowy wyganiacz grzecznie odprawiał, a wyspowiadać udało mi się u innego wielebnego, który słynie z niekomentowania czynności spowiedzi. Posłucha, rozgrzeszy, odpuka, następny. Bez słowa. W sumie lepiej niż miałby wywinąć jakąś głupotę w majestacie sakramentu. Tak czy inaczej pierwsze zadanie z kalendarza wykonane. Może i fallow, ale za to bezboleśnie przynajmniej.

Resztę dnia zajęło mi przygotowywanie się do szkoły i przygotowywanie obiadu.

I muszę, ale to  muszę, pochwalić się listopadkami, bo pęknę. 







431.

sobota, 12 listopada 2022

fallow

to _ten_ kolor listopada. Wszechobecny za oknem busa w drodze do i z Lbl. Szarobrunatnobeżowy. Kolor suchej ziemi, suchych badyli. Kolor sierści mojego przedostatniego Psa, ukochanego tak samo jak ostatni. Kolor mojego adwentowego kalendarza, na którym pojawiło się już sporo zadań.


Kolor drogi. 

When winter first begins to bite
 and stones crack in the frosty night,
when pools are black and trees are bare,
 'tis evil in the Wild to fare.

But that I am afraid will be just your luck - powiedział bodaj Bilbo. Ten sam Bilbo, który w jesieni nie mógł usiedzieć na hobbickim tyłku i sam ulegał wezwaniu Drogi. 

A Droga zawsze zaczyna się pod twoimi drzwiami i jeśli nie będziesz dość ostrożny, nikt nie wie, dokąd cię zaprowadzi, tia. Jedyna nadzieja w tym, że we wszystkich Wielkich Opowieściach na wiosnę powraca Król. Nawet jeśli Jest Lwem, Jego powrót czyni wiosnę. Kiedyś próbowałam to wytłumaczyć neonom - to nie jest tak, że On Powróci w Paschę. To Pascha stanie się wtedy, kiedy On Powróci. 

A droga jest w międzyczasie bardzo fallow, nijaka, nieatrakcyjna, nudna, ziemista do bólu. Chciałabym z entuzjazmem napisać, że oto z radością wchodzę na drogę i mam nadzieję mieć wiele fascynujących przygód, a przy okazji przejść przez zimę, doczekać wiosny i Króla. A konkret jest taki, że pierwszy scroll :) na drodze zawiera zadanie spowiedzi, a jutro z rachunku prawdopodobieństwa znowu trafię w konfesjonale na księdza, który przy tej okazji mnie objedzie od góry do dołu, i będę przynajmniej sfrustrowana, a na pewno rozżalona i bez sił na kolejny krok. Coś jak pies wyjęty z wirówki. 'tis evil in the Wild to fare, but that I am afraid will be just my luck. 

Czasem myślę, że nawet jeśli heroizm to przesada, to wytrzymanie w tym wszystkim wymaga sporo odwagi i oślego uporu. 

430.

piątek, 11 listopada 2022

baza pod kalendarz adwentowy

 wylądowała na ścianie nad biurkiem, pomiędzy kalendarzem a tygrysem-saszetką na drobiazgi.



Kalendarz formatu A4 zszedł właśnie z mojej drukarki. Mam zamiar wydrukować do niego zadania, ale raczej nie wszystkie naraz - liczę się z tym, że zadania będą się pojawiać na bieżąco. Pomysł jest taki, żeby po wypełnieniu zadań na dniu nakleić miniaturkę-zdjęcie jako dowód rzeczowy (i pamiątkę). Pierwsze zadanie na 13 listopada brzmi: spowiedź przedadwentowa. Zaczynam się już do niej powoli przygotowywać. Zamierzam też otoczyć kalendarz łańcuchem z kółek - i każde spełnione zadanie to będzie jedno kółko. Dziecinada, ale chyba potrzebuję wyluzować. 

Świętego Marcina dziś. Został we mnie jeden werset z brewiarzowego hymnu: "przez miłość Pana i wierność sługi". Może wystarczy tylko sucza wierność? Nie trzeba nic więcej? Jeśli Kochasz? 
I że nie potrafię sobie wyobrazić, że tu i teraz którykolwiek biskup jedzie na którąkolwiek parafię osobiście godzić skonfliktowanych księży. Lepiej niech któryś wyśle im od czasu do czasu list pasterski pełen ogólników o Bożym pokoju. Albo udawajmy, że na naszych parafiach (i między parafiami) panuje pełny pokój i zgoda. 

Poza tym odpoczywam, ale też uparcie likwiduję kwiatki z balkonu, werniksuję słoneczniki w kuchni, maluję tygrysa... 

429.

czwartek, 10 listopada 2022

ptaki

 zaczynają migrować. W dużych stadkach kosy, kwiczoły. Dzwońce i czyżyki. Sikory. 





Padało. Po pracy zakupy, potem kuchnia, na koniec zaczęłam sprzątać kwiatki z balkonu. Trzeba powoli, bo za tydzień mają już być nocne przymrozki... Sprzątnąć kwiatki, naszykować karmnik. Jedno z zadań przedadwentowych. Do kalendarza. 

Przedadwent zaczyna się kilka dni po świętym Marcinie - jak już ściągnie się flagi i zje ostatniego rogala.


Przedadwent ogłaszają kwitnące listopadki


a pierwszym przedadwentowym zakupem jest pomarańcza. Na skórkę. Ususzoną i zmieloną do pierników. 

Myślę, że trzeba zrobić kalendarz adwentowy z zadaniami... na przyszły rok. Za rok zapomnę, co tam schowałam, i będzie zabawa. :P 

Tymczasem w ramach czynienia sobie przedpokoju poddanym :P na obdartych po remoncie drzwiach zamieszkał drugi (po Drobinku) renifer,


Zakrył brzydką łatę wydrapaną podczas prób usunięcia zacieku z farby :P. 

Z innych kreatywnych takich tam - po latach skończyłam opaskę z tygrysa :P.


Opaska może służyć do przymocowania klucza do nadgarstka albo czegokolwiek do czegokolwiek :P. 

Jak dobrze, że już łikend. 

428.

środa, 9 listopada 2022

przed szarówką

 







Kilka zdjęć z mojego popołudniowego wracania z ogrodu. 

Rozklejam się ostatnio, zresztą nie tylko przy okazji zachodzącego słońca. Wystarczy kiwnąć palcem, a idiotka ryczy :P. Mam nadzieję, że to hormony. I że w końcu, jak już pobrykają, to pójdą spać na drzewo. 

Dziś zazdrościłam wszystkim, co mają okna na zachód i na tyle wysoko, że widzą, jak zachodzi słońce. I tym, co mieszkają w miejscach na tyle niecywilizowanych, że da się wykadrować fotkę nie zaczepiając o latarnie, kable, dachy. Że chciałabym mieć kawałek swojej ziemi, na tyle duży, żeby można było udawać, że nie ma miasta. I że - po wycofaniu się rodziny z planowanego interesu wiązanego - raczej nigdy nie będę takiego kawałka ziemi mieć. 

Po Tamtej Stronie na pewno nie będzie takiej możliwości. :( A po tej - mnie samej nigdy nie będzie stać na kupienie działki, poza tym załatwianie formalności prawnych mnie przeraża. I konieczność samodzielnego ogarnięcia wszelkich spraw technicznych potem - przydałaby się woda, prąd, jakiś choćby garaż. Więc nie. Ale popłakać sobie można przecież :P. A co.

W pracy po raz kolejny zmiana planu - nauczyciele pracują w kilku szkołach, więc zwykle jedna zmiana pociąga kolejne. A że nauczycieli brak, a rozpaczliwe poszukiwania dają raczej częściowe rezultaty - to i zmiana za zmianą. Więc siedzę, kombinuję, zmieniam, nie produkując okienek - i wściekam się na myśl, że za pięć dni będę robić kolejną planową rewolucję, bo w którejś tam szkole w końcu znajdą panią od polskiego, ruszą swój plan, i nasz plan poleci. 

Jeszcze siedem lat, jeszcze siedem. 

Tymczasem w bliższej perspektywie czasowej listopadki przepowiadają zimę:



Biały, czerwony, różowy i żółty. 

Tyle możesz mieć, posiadaczko ziemi w doniczkach. 

427.

wtorek, 8 listopada 2022

pomysłowy Dobromir w akcji

 czyli ku mojej rozpaczy okazało się, że zimowe buty (dotąd w piwnicy) z wyższą cholewką nie mieszczą się w nowej szafce w przedpokoju. I co? I cztery zakrętki od mleka, w każdej zrobić nożyczkami dziurkę, każdą nawlec na kolek pod półką... i w ciągu dwóch minut półka w szafce podniesiona o dobry centymetr, i buty się zmieszczą. 


Ponadto kupiłam werniks i zasłonecznikowałam dziurę w okapie. Dziura, a raczej spore wgniecenie, powstała w czasie ostatniego remontu. I już jej nie widać. 


Z rzeczy smutniejszych - to, co u nas sprzedają w tym roku pod nazwą rogali świętomarcińskich jest o połowę mniejsze niż w poprzednich latach. A kosztuje tyleż. Wojna czy co. :P



Poza tym kolejny dzień z kroplami u mamy, oczywiście praca, znowu zmagam się z hormonami i marzę, żeby mieć już lat 90 i mieć to cholerstwo z głowy w końcu... nie, nie z głowy wcale :P. 

Poza tym myślę o kolejnym rozwalonym małżeństwie. Pierwsze dziecko urodzone martwo, drugie skończyło na torach, oni się rozeszli... Byłam na ślubie. Ślub w kościele, a jakże. Dzieci przepisowo, kilka lat po. Młodzi (wtedy) wierzący. Zastanawiam się, jak moi Nabożni Czytelnicy wytłumaczyliby tę historię. Kto by wyjaśnił, że to Bóg nie pobłogosławił tego małżeństwa i dlatego się sypnęło, wszystko, do końca, ale i od początku. Kto by powiedział, że to na pewno z winy małżonków (i czy nie byłby to ten sam  Nabożny, który parę dni temu twierdził, że nie wolno nikogo osądzać). Kto by twierdził, że Bóg ich przez to wszystko prowadzi ku czemuś dobremu. Tia, szczególnie tego, co na tory. A może ktoś by nawet mniemał, że tak naprawdę to oni nie mieli powołania do małżeństwa, zawarli je wbrew woli Bożej i dlatego tak wyszło :P. 

Nie wiem, gdzie w tej historii (niestety autentycznej do bólu) jest Bóg. Czy Zechce się kiedyś pod tą historią, pod tym małżeństwem Podpisać. A jeśli tak, to jak Się z tej historii Wytłumaczy.

426.