środa, 7 grudnia 2022

zasypiam

 cały dzień padał deszcz, czasem ze śniegiem. Praca, drugie łażenie z opłatkami, przygotowanie lekcji na jutro, nic wielkiego.

Z ciekawostek - mama obejrzała Jeża Prototypa i spodobał się, i mam zamówienie na dwa kolejne dla Malątek. Oczywiście w przedpokoju już jest zdecydowanie za dużo zwierzaków i w ogóle to żadne zwierzaki nie są w przedpokojach potrzebne... żeby nie było za słodko. Ale ok, jeże zrobię. 

Z radosnych wieści: zakwitł ostatni listopadek. Aż jednym kwiatkiem.




455.

wtorek, 6 grudnia 2022

nie dla dzieci

 już widzę, jak jeden z drugim nie zdążył do łazienki po takim tytule :P , po co gnojek na niemoralne blogi wchodzi, no. A nie dla dzieci jest łoś. Ten oto:


Łosia dostałam, a w zasadzie sama sobie kupiłam, na mikołaja. Ku mojej wielkiej radości łoś ma etykietki. Dwie:




I bądź tu mądry...

Poza tym przeszłam dziś po bloku z opłatkami. 37 mieszkań, 10 pustostanów, 10 nieobecnych, z pozostałych siedemnastu połowa nie wyraziła zainteresowania opłatkami. W sumie to się nie dziwię. Gdyby do mnie zapukał pan roznoszący produkty nie wiem, powiedzmy płyn do chłodnic z punktu serwisu samochodów, pieluchy dla noworodków ze żłobka miejskiego albo płatne ulotki reklamowe z jakiejś okolicznej farmy krokodyli, to też bym odmówiła przyjęcia, jako że z żadną z tych instytucji nie mam nic wspólnego... Mama biada i jęczy, że tylu ludzi odeszło od Kościoła i że naszym moralnym obowiązkiem jest wziąć ich za łeb i przytargać do świątyni. OK, nawet jak kogoś przytargam, to i tak bez wątpienia ucieknie po wysłuchaniu statystycznego kazania lub po usiłowaniu spowiedzi u księdza, który na początek go objedzie, po jaką cholerę tu przyszedł... więc nie łapię za łeb i nigdzie nie ciągnę. Sama bardzo chciałabym zobaczyć taki Kościół, do którego ludzie będą chcieli przychodzić. Kościół, w którym będzie ciepło, zwyczajnie ciepło od odkręconych kaloryferów, a żaden pracownik nie będzie miał ludziom za złe, że przyszli (i czegoś chcą). Kościół, w którym pasterze będą obecni, dostępni i zainteresowani (a nie gardzący) ludźmi (a nawet kobietami). Kościół, w którym przynajmniej większość kazań nie będzie trącić herezją i nie będzie traktować słuchaczy jak imbecyli na poziomie pięciolatków. Kościół, którego pracownicy nie będą kłamać w szczytnych celach. I w którym ludzie będą bezpieczni, oni i dzieci ich. Inaczej i biadanie, i ciągnięcie za łeb (ani za cokolwiek innego) nic nie dadzą. A najmniej biadolenie, jak to nas prześladują. 

Prześladują, prawda? :P Na przykład takimi z gruntu niesprawiedliwymi wpisami na blogach. 


Poza tym moja strona gębowa wytrzymała bez syfów jeden dzień. Leki dalej biorę, syfy dalej wyskakują. 

454.

poniedziałek, 5 grudnia 2022

głaskanie jeża

 może stymulować wydzielanie endorfin. Naprawdę. Ale nie próbujcie tego w domu (zwłaszcza na prawdziwych jeżach). 

Mój jeż (o roboczym imieniu Prototyp :) mieszkający na przedpokojowej szafce służy mi nie tylko jako odbój drzwiowy, ale też jako podręczne głaskadełko, ilekroć wychodząc z domu zakładam (lub wchodząc zdejmuję) buty. I głaskanie jeżowego futerka naprawdę mi pomaga na życie. 

A życie jakoś nie rozpieszcza i praca też nie... pogoda nie pomaga, babska strona istnienia dowala z tamtej drugiej, nie twarzowej, strony - tyle dobrego, że na twarzowej stronie dziś nie mam ani jednego pryszcza. Ciekawe jak długo. Na wszelki wypadek leki antywirusowe wybiorę do końca opakowania. 

Z ostatnich doniesień serwetkowych:


453.

niedziela, 4 grudnia 2022

co jesz?


 a co zając? :)))

Jeż - po zmniejszeniu uszu - zastąpił krasnoluda na funkcji zderzaka drzwiowego. 


Mam w planach zrobić jeszcze kilka mniejszych i może całkiem malutkich, ale dziś nie wyrobiłam. Z przyczyn babskich dzień do tyłu, do tego stopnia, że marzyłam o czasach, kiedy miesiączkująca kobieta nie miała wstępu na zgromadzenie liturgiczne... Rano byłam tak nieprzytomna, że niepotrzebnie łyknęłam żelazo - i to oczywiście tylko pogorszyło sprawę. Wykańczanie jeża wykończyło mnie :P i musiałam po nim poważnie odpocząć. :P Największym sukcesem było zalanie pustego kubka wrzątkiem (po kilku minutach zorientowałam się, że jakoś nic nie naciąga, hm, napar z niczego, ciekawa sugestia...). 

No a poza tym trzeba było prace sprawdzić, lekcje na jutro ogarnąć, w domu wszystko zrobić (przesoliłam kurczaka) - zaraz się wykąpię i idę pod kołdrę. Jutro muszę być jak nowa. :P 

Petycja do tego Ważnego Pana (nie wątpię, że pana), który tworzy poprawkę do kodeksu pracy o urlopie menstruacyjnym - proszę nie ograniczać go do kobiet przed 50 rokiem życia. Ja się i tak nie załapię, ale może kilka innych pań nie będzie pokrzywdzonych przez kolejny durny przepis. Nie dość, że już są pokrzywdzone przez biologię. 

452.

sobota, 3 grudnia 2022

przeszło

 znaczy przeziębienie czy cokolwiek, cała reszta nie :P. 

Dziś dzień sobotniego sprzątania, zakupów, walki z przeciekającym odpływem zlewu u mamy (na szczęście istnieje plastelina :P) - i szycia jeża. Na chwilę obecną pierwszy jeż mojego życia (szycia:) wygląda tak:



Na mój gust ma za duże uszy, ale poza tym może być. 

Poza tym szczerze mnie dziś rozbawił święty Franciszek Ksawery biadający, ileż to dusz z winy (niektórych) jezuitów trafi do piekła. Jezuici nie, tylko ci, co z winy jezuitów, nie ze swojej winy - ci do piekła trafią, no. :P Pogląd zdaje się nie taki znowu przestarzały. I drugi raz mnie Franciszek Ka rozbawił insynuując, że on, znaczy Franciszek Ka, lepiej wie niż Pan Bóg, do czego powołać odprawiających rekolekcje, koniecznie ignacjańskie, jezuitów: otóż do misji i już. Najlepiej w Indiach. To po co te rekolekcje, skoro wszystko rozeznane? :P 

Już ja wolę zajmować się jeżami niż teologią, mniej kolczaste zajęcie. 

451.

piątek, 2 grudnia 2022

i znowu piątek

 mam nadzieję, że jak odpocznę, to mi przejdzie :P. 

Z dokonań:


Poza tym coś mnie bierze chyba, a syfy na gębie nieodmiennie są. Mimo tabletek. Więc to raczej nie opryszczka. Mam nadzieję, że syfy (podobnie jak miesiączka) będą mi towarzyszyć zaledwie do śmierci, potem już nie. :P Ale w sumie nic to pewnego...

450.

czwartek, 1 grudnia 2022

ja pierrrrniczę...

 taaaaka ryba:


Płat nabyty drogą kupna, pół łososia, o cenie wolę nie wspominać - w porównaniu do długości kuchennego stołu i krawieckich nożyc. Będzie na jutro, na Wigilię i jeszcze na 3  obiady dla mnie i dla mamy. 

A poza tym istotnie pierniczę:



Kupiłam też materiał na maskotki-jeże i może w łikend z jednego uszyję. Syfy na gębie mają się dobrze, może ciut szybciej się goją i odrobinę mniej ropieją. Tabletki dzielnie łykam... może to one coś dają, a może i nie. 

Mama trochę przystopowała, jak odmówiłam jej wyjaśnienia powodu późniejszego powrotu z pracy, motywując to niechęcią "udręczenia" jej słuchaniem o moich sprawach. A z pracy po prostu trudno było wyjść, potem seria zakupów, potem mozolnie wlokłam się przez zacinającą śniegową mżawkę :P i sama się zdziwiłam, że już tak późno. 

449.