piątek, 7 stycznia 2022

dziś czarne brzydale

 i jakiekolwiek wy macie skojarzenia z czarnymi brzydalami, mi chodzi wyłącznie o gawrony i kawki. 


Na przykład powyższa kawka jest zdegustowana, bo nie może się dostać do karmnika.

A poniższa kawka na klatce z karmnikiem wykonuje taniec obrzędowy z nadzieją, że to pomoże.


Tu, dla odmiany, tańczący gawron. Nie po karmniku, tylko po chodniku.


Prawie mnie zadeptał, zanim mnie zauważył.

Ten gawron nie tańczył. I miał bardziej otwarte oczy.


Podobnie jak ta kawka:


Ze zdjęć kolorowych przedstawiam szczygła


i bogatkę.


Generalnie więcej mam drobiu za oknem przy karmniku niż na ulicach czy nawet w parku. 
Wyszłam dziś pierwszy raz po chorobie na poważny spacer z różańcem i aparatem. Plon: parę zdjęć makro:




i mikro:



Śniegu u nas tyle, ile widać. W parku trwa wycinka starych drzew. Za niektórymi tęsknię.


I jeszcze zdjęcie bardzo kolorowe, z którego jestem bardzo dumna:


121.

czwartek, 6 stycznia 2022

dziwni są ci śmiertelnicy :)))

 pamiętacie moją Sąsiadkę, która onegdaj pod skrzynkami na listy wrzeszczała, że niedługo zabronią jej oddychać? 

Otóż. Dziś ta sama Sąsiadka, po powrocie z porannej mszy, na oczach mojej mamy (słyszałam relację) wyciągnęła święconą kredę i na własnych drzwiach napisała tryumfalnie: K+M+B 2022. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie trzy smakowite dodatki. 1. Napisała to pod napisem C+M+B 2021 (czyli nie starła zeszłorocznego napisu). Za kilka lat będzie miała zapisane całe drzwi. Ciekawi mnie przy okazji, czemu w zeszłym roku było Ce, a w tym jest Ka. Jakaś gazeta/stacja to zaleciła inaczej, a ja nie wiem? 2. Po dokonaniu na swoich drzwiach napisu editio altera :) Sąsiadka wykonała analogiczny zapis na drzwiach swoich sąsiadów, nazwijmy ich Sąsiedzi Prim, drzwi dokładnie pomiędzy drzwiami Sąsiadki a drzwiami mojej mamy. 3. Po czym Sąsiadka zwróciła się z naganą w głosie do mojej mamy, że ona napisu nie wykonuje. Mama na to, że ma białe drzwi i nie będzie widać. Na co Sąsiadka: to trzeba coś ciemnego na drzwi nakleić. 

:))) Serio. 



Epilog: Idę ja ci do mamy za jakieś pół godziny po opisanej wyżej scence rodzajowej, a tu nadchodzi Sąsiadka Prim - chyba też z kościoła, tyle że z mszy nieco późniejszej. Staje przed własnymi drzwiami i... ją zatyka.  :)))

Zastanawiam się, czy nie nastąpi sequel w postaci: mama wraca do domu, a tu na jej drzwiach naklejona śliczna brązowoszara tekturka z napisem K + M + B 2022. A oddychać to zabraniają, prawda? :))))


wieczorem

wrzuciwszy ofiarę do skrzyneczki z napisem "ofiary kolędowe" uznałam, że mam niniejszym prawo dokonać aktualizacji napisu także na swoich drzwiach :P . Po czym zaczęłam się zastanawiać, jak to właściwie jest z tym pisaniem po drzwiach. Ostatnio wiążą go właśnie z chodzeniem po kolędzie. Podobno drzwi się opisywało dopiero po odwiedzinach księdza, w niektórych miejscach mają tego dokonywać chodzący z księdzem ministranci. Hm, czyżby po to, żeby drugi ksiądz nie przyszedł? :P 

U nas po pierwsze nigdy, ale to nigdy nie chodzili po kolędzie żadni ministranci, zawsze sam ksiądz. Po drugie, napis na drzwiach absolutnie zawsze dokonywany był w Trzech Króli, najczęściej po wieczornej mszy, bo do popołudnia wszyscy byli w pracy. Po trzecie pisanie na drzwiach wymagało sporo cywilnej odwagi, bo za komuny można  było być wzywanym do szefa na dywanik, jeśli się wypisywało na drzwiach antypartyjne znaki. Przez wiele lat (1970 i 80-te) jedynymi drzwiami w moim 38-rodzinnym bloku, gdzie wraże litery śmiały się pojawić, było mieszkanie zajmowane przez księdza na emeryturze. A niektórzy owszem, pisali na drzwiach, ale... od środka. :) I wtedy, popatrzcie, nikt się nawet nie zająknął o prześladowaniu chrześcijan. 

Aż po powrocie do domu odszukałam modlitwę na poświęcenie kredy. 

Boże, jedyna i wieczna Światłości, Ty przyprowadziłeś Mędrców do swojego Syna i objawiłeś im Jego jako Króla nad królami, a oni uwierzyli w Niego, oddali Mu pokłon i złożyli dary.

Pobłogosław ✠ tę kredę dla oznaczenia drzwi naszych mieszkań, w których przyjęliśmy światło Twojego objawienia. Spraw, abyśmy stawali się coraz bardziej widocznym światłem dla ludzi, którzy Ciebie szukają.

Pobłogosław ✠ to kadzidło, aby jego wonny dym wznosił się wraz z naszymi modłami przed Twoje oblicze. Spraw, niech nasze domy (napełnione dzisiaj wonią kadzidła) będą miejscem codziennej modlitwy w jedności z Twoim Synem, który zamieszkał między nami, aby objawiać nam Ciebie. Który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków.

Ani słowa o wizycie duszpasterskiej... czyli raczej tradycja oznaczania drzwi w związku z Objawieniem Pańskim jest bardziej poprawna niż pisanie na drzwiach jako dowód przyjęcia księdza po kolędzie. 

120.

środa, 5 stycznia 2022

to się na mnie patrzy!!!

 


Naprawdę jestem pełna podziwu dla siebie :P i mam frajdę niebywałą z tego malowania. Zaczyna mi być szkoda, że tak szybko go przybywa i za szybko zabawa się skończy :P.

Od rana do popołudnia nauczanie zdalne, potem zakupy, obiad, potem wzięłam się za strucle z makiem - maszynka do mielenia nie chciała współpracować, co po dodaniu do procesu wyrastania ciasta zajęło mi dzień do 22.00. Mówiłam, że w tym roku obrobię się na ruskie święta?  No to się obrobiłam, strucle z makiem to ostatnia część przewidziana na świąteczny program. :P 

119.

wtorek, 4 stycznia 2022

@#$%^&!!!!

 Ech, ubawi Was ogromnie
parę chwil balladka ta:
Raz w zaprzęgu szły dwa konie,
Szły w zaprzęgu konie dwa.

Pierwszy był to koń posłuszny,
Który w galop, cwał czy trucht
Pięknie ruszał, grzecznie ruszał
Na najmniejszy bata ruch.

Za to drugi koń był hardy,
Nieposłuszny, pędziwiatr,
W biegu szybki, w pysku twardy,
Furda lejce, furda bat!

Zaś gdy chodzi o woźnicę,
Co na koźle z batem tkwił,
Bardzo on to kierownicze
Stanowisko lubił był.

Ten woźnica dnia każdego
Myślał, mrużąc ślepia złe:
Skarcę konia niegrzecznego,
Gotów jeszcze kopnąć mnie!

Po czym w stajni, już przy żłobie
Ten woźnica bat swój brał,
Brał go tęgo w dłonie obie
I... grzecznego konia prał...

A do niegrzecznego mawiał,
Strojąc głos na srogi ton:
Jak się będziesz, draniu, stawiał,
To zarobisz tak jak on!

Oto i Balladka o dwóch koniach Pana Wojtka Młynarskiego, której aktualność niniejszym stwierdzam. Grzeczne konie robocze, w tym przypadku cała armia nauczycieli, którzy solidnie przygotowują zajęcia zdalne, przeprowadzają je od minuty do minuty, często na swoim sprzęcie, swoim prądzie i z niemałym zmęczeniem, obrywa od dyrektora za to, że zajęcia nie są prowadzone. Tymczasem nie mniejsza, nie wątpię, armia nauczycieli, którzy przed hm dostąpieniem ogólnego skarcenia miała wszystko w, zajęć nie prowadziła, najwyżej zlecając uczniom jakieś zadania do pracy samodzielnej, po skarceniu nadal ma wszystko w i dalej zajęć nie prowadzi. Grzeczny koń oberwał, do niegrzecznego, proszę dyrektora, strach podejść, bo jeszcze się obrazi i co to będzie. Prawda?

Zastanawiam się, czy to komuna wprowadziła u nas kulturę złodziejstwa, czy może hitlerowska okupacja. Czy to może inne kwestie jeszcze z ogrodu Eden. Bo - już pomijając, że znowu oberwę opiiii od dyrektora, że jakoby zajęcia nie są prowadzone (a wtedy to już naprawdę wybuchnę i coś odpowiem) - na porządku dziennym jest, że trzeba kombinować, robić cyrk, udawać, że się pracuje. Tymczasem, wybaczcie mi wszyscy udający, że pracujecie, ale. Wybaczcie mi wszyscy zatrudniający pracowników na czarno, bez umowy, bez ubezpieczenia, ale. Wybaczcie mi wszyscy, którzy przyjmujecie zapłatę za 30 minut pracy, a pracujecie niecały kwadrans, ale.
Ale w jakiejkolwiek instytucji pracujecie, jesteście pospolitymi złodziejami. Takimi samymi jak ci, co kradną z supermarketu. Albo z kieszeni w autobusie.

118.

poniedziałek, 3 stycznia 2022

jeszcze tylko sto dni

 roboczych mam do wakacji. Sprawdziłam. 

Dziś mozolnie prowadziłam zdalne, próbując nie zasnąć w trakcie, znowu wlałam w siebie nieziemskie ilości kawy. Wygląda na to, że ministry znowu nie pogadały, jeden twierdzi, że wprowadzi ograniczenia kowidowe, drugi pieje, że omikron to może będzie na wiosnę (nie powiedział, którego roku), przez najbliższe miesiące w każdym razie nie przewiduje się żadnych ograniczeń. Prywatnie zgaduję, że  nowe, ostrzejsze obostrzenia będą polegać na nieuśmiechaniu się do ludzi, którzy mają obecne obostrzenia w. I to, proszę państwa, dopiero będzie  prześladowanie.

Na dworze leje, wybiegłam tylko do sklepu przez ulicę. W sumie to dobrze, że darowali nam te trzy dni latania przez deszcz do szkoły... 

117.

niedziela, 2 stycznia 2022

dla miłośników szczygłów

 i innych fruwaczy, proszę bardzo.

Najpierw czaimy się na modrzewiu.





Obiekt karmnik namierzony.


Urrrraaaaa!!!



Sześć sikorek w karmniku to już tłok, sześć szczygłów to dopiero początek, i to dość skromny.






A na modrzewiu został biedny, głodny dzwoniec...


Sierpówka nie została.



Ale do klatki nie wejdzie, musi się ukontentować tym, co drobiazg nawrzucał na podłogę. Już pocieszam smutnych miłośników wygłodzonych synogarlic: na podłodze jest tego niemało. 


A poza tym dziś taki dzień, że w zasadzie non stop mogłabym w siebie wlewać kawę. Po drugim wielkim kubku boleśnie wzięłam się za przygotowanie jutrzejszych zdalnych lekcji... trwało to ze trzy razy dłużej niż normalnie, bo ciągle się myliłam i musiałam od nowa. 

Z mamą... no szkoda nawet pisać. Naprawdę, kto nie opiekował się rodzicem po osiemdziesiątce, nie wie, co to znaczy żyć. Zazdroszczę bratu, stale i nieodmiennie, to pewnie będzie podstawowy i najcięższy grzech całego  mojego żywota. 

A z dzisiejszego kazania (znowu było o prześladowaniu chrześcijan w Polsce) wysnułam wniosek, że chrześcijanin to ten, co łamie się opłatkiem, ubiera choinkę i pisze C+M+B kredą na drzwiach. I jest prześladowany. Litości, od lat łamię się opłatkiem, ubieram choinkę i piszę na drzwiach, co piszę, nawet kredą. Hm. A może dlatego nikt mnie nie chce prześladować, że piszę przez Ka? :)))

A może to trzeba umieć być prześladowanym, jak onegdaj pani z pracy, która poczuła się prześladowana, kiedy oświadczyłam, że _ja_ idę się szczepić? 

Dobra, trza iść spać, jutro robota. 
116.

sobota, 1 stycznia 2022

dla tych, co nie lubią fajerwerków :)

 

















Alleluja. :)


wieczorem:
Czy ja zwariowałam, czy to naprawdę zięba?



W miejskiej dżungli?


Dżungla (i zięba, i fajerwerki) fotografowana zza szyby. Spędziłam uroczy noworoczny dzień przed telewizorem i w kuchni. Tia wiem, duperele, ale współpraca z moją mamą naprawdę robi się coraz trudniejsza... Dziś przerabiałam kiełbasę włożoną nie na ten talerzyk (pod przykrywką). Problem w tym, iż kiełbasa znalazła się przypadkiem (i samowolnie?) na surowym mięsku przygotowanym do smażenia na obiad, oblazła sokiem mięsnym i musiała także zostać usmażona. A ja usłyszałam, że a. po co wyciągałam kiełbasę z zamrażalnika, b. dlaczego wzięłam do smażenia kiełbasę z talerzyka z wędlinami i wreszcie c. że nie mam o co robić tyle hałasu, bo to pierdoła. Co do ostatniego, to zgoda. Ale te pierdoły, zwłaszcza jak się nagromadzą, potrafią doprowadzić do szału. I rozpaczy.

Pod wieczór po raz pierwszy od dwóch tygodni ośmieliłam się pójść na mszę. Zamiast kazania Wielebny odczytał list papieża eF do małżonków na Nowy Rok. Patrząc po kościele zastanawiałam się, ilu tu może być małżonków. No paru pewnie i było...

I znowu czuję się w tym wszystkim jak ostatnia d*. Nie wiem, jak Ty na to Patrzysz, czy w ogóle Patrzysz. Co Widzisz, jeśli. Czy ma to wszystko dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie. Czy ma dla Ciebie znaczenie, że to wszystko dla Ciebie i nikogo innego. Bo, cholera, nie ma innego sensu. Jeśli to (epitet) życie ma mieć jakiś sens, to jesteś nim tylko Ty. 
Ale Mógłbyś czasem się jednak Odezwać. :P Albo chociaż Mrugnąć, że Słyszysz. 

115.