mieszkając w czasie remontu u mamy, reodkryłam poduszkę.
Nakładałam te nakładane krzyżyki w miejsca, gdzie nici się wytarły, zostawiając maksymalnie dużo nici oryginału. O ile ze szczenięctwa pamiętam pierwowzór, był kolorystycznie jakoś pomiędzy wersją odzyskaną a nowopowstałą. Ale spoko, ta nowa też zblaknie i się wybrudzi. :P
I teraz poduszka ma dwie strony.
Z innych. Przeraża mnie perspektywa zaczęcia roku szkolnego, przeraża mnie perspektywa zakupu nowych mebli... pewnie niejeden socjodebil w mojej sytuacji stwierdziłby jak ja, że w sumie bez mebli też jest w domu dobrze i po co jakieś nowe, no. :P
348.
Ale świetny pomysł!
OdpowiedzUsuńPoduszka z historią...
chwilami nawet pachniała tamtym domem. Tamtego domu już nie ma... tylu rzeczy nie ma i tylu ludzi. Zaczyna mi to przeszkadzać. :P Chyba się starzeję.
Usuń