dobrze było tam być. Z tymi ludźmi. Dziękuję :kwiatuszek:.
Najpierw drewniany kościółek z lożą honorową dla sponsora :).
Okienko loży widoczne za okapem :) ambony. Łatwo mi sobie wyobrazić, że w loży z widokiem na prezbiterium zasiadali jacyś szesnastowieczni potentaci, szczególnie zasłużeni dla parafii. To były czasy, kiedy mszę głównie obserwowano (albo i nie :P), więc oddzielne wejście z zewnątrz (schodki patrz niżej) stanowiło raczej udogodnienie (nie mieszano się z plebsem) niż niewygodę.
Punkt drugi: katedra z polewanymi, emaliowanymi czy szkliwionymi może cegiełkami.
Takie cegiełki, najczęściej czarne, ale też jasne lub zielone, przewijały się na różnych budynkach na tyle często, że zastanawialiśmy się nad ich pochodzeniem i rolą. Prawdopodobnie świadczyły o statusie ekonomicznym użytkowników lokalu.
To już niegdysiejsza poczta:
(tia wiem, słońce mi świeciło w obiektyw...)
Punkt trzeci: bardzo, bardzo stary kościół... koronkowa robota.
Z tego kościoła taki oto kwiatek, autentyczny, aczkolwiek nie wiem, czy se ktoś po prostu jaj nie robił :).
:)))
Punkt czwarty. To już Łódź. Stajnia jednorożców.
właśnie takich:
Punkt piąty - kaplica dominikanów.
I że bonum est praestolari cum silentio. I że łatwo jest gadać kazania o kryzysach, pod malutkim warunkiem, że samemu się akurat w kryzysie nie jest.
Punkt szósty: kolejny kościół. Św. Antoniego i Jana, nienienie, wcale nie świętej Tereski, nie. :) Nie.
I że w moim przypadku to jest kwestia wierności. Może walki o wierność.
340. Jeszcze trochę mniej niż tysiąc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.