czyli kilka zdjęć z ostatniego wyjazdu.
Gdzie nie poszliśmy, tam były palmy. Aż dziwne, że to nie Karaiby, tylko Śląsk i Łódź.
Niektóre drzewa oglądaliśmy od wewnątrz. Grunt to kogoś poznać na wylot, no.
To jest moje drzewo - sosna wejmutka. Kiedyś będzie tam tabliczka z moim imieniem :).
A to jest dąb, przy którym też będzie kiedyś czyjaś, nie moja, tabliczka:
Bluszcz był w gratisie. :)))
Faunistycznie proszę, oto rudzik:
Przysłuchiwał się dzielnie naszym rozkminom na temat Słowa - tia, nie chcę paść was dłużej, co ma umrzeć, niech umiera, co ma zginąć, niech ginie, a te, co pozostaną, niech się wzajemnie pożrą. Że byłam naprawdę najemnikiem, któremu (już?) nie zależy. Że najemnik to ten, który jest w Kościele, bo mu tam dobrze. Duchowo, psychicznie, emocjonalnie, socjalnie, bytowo, ekonomicznie. Ma zapłatę. I że najłatwiej patrzeć na Kościół z perspektywy owcy, bo owca nie musi wybierać, lezie za najemnikiem i za stadem jak owca, nawet jak obrywają kopyta. Łatwiej być skrzywdzoną, beczącą owcą niż zniechęconym do owiec pasterzem...
Kowalik pukał: taktak, tak, taktaktak.
Jaszczurka zdania nie wyraziła.
Już raz straciła ogon, co się będzie znowu narażać.
Wrona, co zdążyła już z tego wszystkiego osiwieć, wyraziła raczej czarne opinie.
Do egzotyki wracając:
I że jesień idzie...
Tylko łyskom gorąco. Biorą prysznic. A mi, nieco melancholijnie, przypomina się Szara Szyjka. Pamięta ktoś?
Pozdrawiam Pana, który dziś rano wszedł tu z ukrytej tożsamości i myśli, że go nie widzę. Widzę widzę, taki charyzmat. :P. Nie tylko ja Pana pozdrawiam, Łódź i Śląsk też.
12 sierpnia 338
13 sierpnia 339
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.