niedziela, 11 sierpnia 2024

mina ważki

 


no dooobra, róbże już to zdjęcie, póki się szczerzę. :P

Zupełnie nie na temat myślę dziś o kulcie męczeństwa wśród katolików. I wydaje mi się, że jest to jeden z tych tematów, z którymi nie umiemy sobie jednoznacznie poradzić. Powinien leżeć w tej samej teczce co "powszechność/wybiórczość zbawienia (w tym poza Kościołem)" albo "udzielanie sakramentów niewierzącym". Tematów tego typu jest więcej. No ale o męczeństwie dziś.

W zasadzie to chyba nie wiemy do dziś, czy męczeństwo jest złe czy dobre. Czy należy do niego dążyć i chlubić się nim, i cieszyć z niego, czy przeciwnie - należy go za wszelką cenę unikać, a jeśli się już wydarzy, opłakiwać je rzewnie do końca historii. Z jednej strony czytamy z podziwem takiego Ignacego z Antiochii, a z drugiej, czytając go, pukamy się w czoło. Zatyka nas ze zdumienia - a przynajmniej mnie zatyka - przy lekturze opisów wczesnochrześcijańskich, kiedy chwali się jakiegoś biskupa, który poprowadził na śmierć męczeńską iluś tam swoich wiernych. Bo gdyby któryś z dzisiejszych biskupów zrobił coś podobnego, nie sądzę, że byłby obecnie chwalony, choćby przez papieża. Więc jak to jest z tym męczeństwem, dobre jest czy złe? Należy go życzyć przyjaciołom czy wrogom? :P Traktować jak zło konieczne, czy w podziwie bez końca rozpamiętywać mękę, czy może po prostu przyjąć jako możliwy element scenariusza, ale wcale nie najważniejszy? 

W końcu nie mamy większego wpływu na okoliczności i przebieg swojej śmierci niż na okoliczności i przebieg swojego porodu. :P 

1027.

sobota, 10 sierpnia 2024

pytanie z cyklu "kiedy praktykujący katolik powinien..."

 ...zrobić grilla? Oczywiście, że w święto świętego Wawrzyńca męczennika. :P Jeśli ktoś nie wie czemu, proszę sięgnąć po jakieś żywoty świętych albo wikipedię. :P 

Grilla, jako (czasami) pobożna i (zawsze) prawowierna katoliczka, zrobiłam. Oj, kiełbaska mi z talerzyka spadła...


Oprócz mnie i innych czcicieli świętego Wawrzyńca, działkę frekwentują młode szczygły, z upodobaniem obżerające kosmos, a właściwie jego niełupki. Kosmos to kwiatek taki, a niełupki to takie nasionka (to komentarz dla moich fanów z krajów azjatyckich, bez których moje blogi miałyby znikomą poczytalność, hehe... i nie mogłabym myśleć o zarabianiu na reklamach, na przykład. A myślę, ale potrzebuję jeszcze trochę większej ilości wejść z Hongkongów, Singapurów, Nigerii i takich tam, pliz. Nie, dzielić się kasą nie będę).

Niestety, aktualnych zdjęć młodych szczygłów nie posiadam, albowiem praktykujący czciciele świętego Wawrzyńca, aczkolwiek mocno skupieni na grillowaniu, napawali je zbyt wielkim niepokojem. Może jutro. Jutro jest tylko świętej Klary, która, chwała Panu, z grillem nie miała nic wspólnego. Gdyby ktoś natomiast chciał uczcić świętą Klarę, koniecznie powinien się jutro wykąpać. Jeśli ktoś nie wie dlaczego, proponuję uważną lekturę reguły drugiego zakonu franciszkańskiego. Jeśli ktoś akurat dziwnym trafem nie ma jej pod ręką, spieszę z wyjaśnieniem, że siostry klaryski w głębokim a śmierdzącym średniowieczu miały nakazaną w zakonnej regule systematyczną kąpiel. Może nie za częstą według naszych standardów, ale skandalicznie częstą w warunkach średniowiecznej kultury basenu Morza Śródziemnego. Coś, na co nie wpadła taka święta Teresa Wielka dobre 300 lat potem. I dlatego w starych klasztorach karmelitańskich w klauzurze nie ma łazienek. A u klarysek są.

Także ten, dla takich smaczków (szczególnie dla smaczku kiełbasek z grilla) warto poczytać żywoty świętych Pańskich czasem. I tu leży część kolorytu bycia katolikiem, jeśli ktoś jest. 

1026.

czwartek, 8 sierpnia 2024

schować się

 i udawać, że mnie nie ma. Jak tej biedronki


albo tej młodej sroczki.


Sroczę póki co jest jedno. Biedronek pewnie więcej. :P

Deszcz pokropił tak słabo, że gdyby to ksiądz kropidłem, to nabożne niewiasty nie byłyby w ogóle usatysfakcjonowane i żądałyby poprawki z kropienia. 


Myślę dziś o dominikanach, szczególnie o jednym takim dominikaninie, z którym historia mnie dość intensywnie kiedyś, kiedy jeszcze dominikaninem nie był,  związała. Wolałabym inaczej poprowadzić tą historię, no ale. Ja naprawdę tu nie rządzę i ten cyrk w ogóle nie jest mój. Może dlatego chciałabym się schować i udawać, że mnie nie ma.  

Tak się zastanawiam, dlaczego oni mogą żyć w majestacie swoich zranień i nikt z tego problemu nie robi - łażą tacy poobijani i dobrze im z tym, i to my jesteśmy problemem, oni żadnych problemów nie mają... Ja jestem problemem, bo za dużo wiem. O zranieniach, na przykład. Jeśli mi się zamknie mordę, dowolnym sposobem, bo w imię wyższych celów każdy jest etyczny, delikwent ze zranieniem będzie se spokojnie do końca życia biegał i nikomu to nie będzie przeszkadzało. Oprócz paru ludzi, których zdąży jeszcze po drodze wykoleić. Ale to się pozamiata...

A mama wbija mi przy ludziach kolejne szpile po to, żebym czasem nie popadła w pychę. :P Nie wiem, jak jej powiedzieć, że już za późno... :P

1024.

środa, 7 sierpnia 2024

no i jest lodówka

 

właśnie taka. 

Sprawy okołolodówkowe zajęły mi większą część dnia. Włącznie z wkładaniem pod listwę przypodłogową wykładziny wyrwanej przy przestawianiu lodówek. Mam naprawdę dość bycia dzielną dziewczynką ze śrubokrętem w jednej ręce, a szmatą do podłogi w drugiej.

Mniejszą część dnia spędziłam na ogrodzie. Między innymi podglądając jaskółki.






1023.

wtorek, 6 sierpnia 2024

jak to z lodówką było

 Na wymianę dwudziestokilkuletniej lodówki usiłuję mamę namówić od dłuższego czasu - i nic. Nie, bo się nie opłaca, bo ona (mama, nie lodówka) zaraz będzie umierać i takie tam. Nawet perspektywa wysokich rachunków za prąd po zniesieniu przedwyborczych ulg niewiele pomogła - zdaje się, mama postanowiła zostać męczennicą systemu i pokornie płacić wysokie rachunki, żeby tylko móc narzekać, jaka ta obecna władza jest niedobra. I pewnie stara lodówka zostałaby w maminej kuchni na wieki, gdyby nie prosty fakt. Otóż. Ja swoją nową lodówkę rozmrażam góra raz do roku, a mama po miesiącu od ostatniego rozmrażania oświadczyła, że jej lodówka oblodzona jest i trzeba ją znowu rozmrażać. 

Po porównaniu rozmrożeniowych statystyk w swoim i moim domu, mama niechętnie zgodziła się na wymianę części dużego AGD w swojej kuchni. Brat, który ostatnio wpadł z wizytą, ku pomysłowi się przychylił. Bratowa potańczyła z miarką i zdaje się doszła do wniosku, że wybrana nowa lodówka zmieści się w dziurze po tej starej, bo uczciła temat minutą ciszy trwającą do dziś dnia. W każdym razie nie zaprotestowała. Więc przy braku sojuszników dla frakcji starolodówkowej udało mi się dokonać zamówienia nowego sprzętu przez internety. Ma przyjechać jutro. 

W międzyczasie mama przyznała się, że stara lodówka dlatego się tak szybko zalodziła, że któregoś dnia właścicielka nieopatrznie a przypadkowo odłączyła ją od zasilania prądem zmiennym. No ale już było po ptakach, zamówienia dokonano, opłacono, przygotowania do wymiany rozpoczęto. Na skutek przygotowań mama została w domu prawie bez jedzenia - cały prowiant wylądował chwilowo w mojej lodówce - i to od późnego popołudnia, bo nie chciała uwierzyć, że wystarczy rozmrozić starą lodówkę wieczorem. Potem dłuuuugo jej tłumaczyłam, że rozmrożonej lodówki nie trzeba myć, skoro oddaje się ją do utylizacji. Mama jest święcie przekonana, że wszystko, co posiada, stanowi wielką wartość, i wszyscy ludzie na świecie będą się bić, żeby móc sobie przywłaszczyć, cokolwiek ona wyrzuci. Więc tą starą lodówkę na pewno ktoś sobie weźmie i u siebie w kuchni postawi, przecież ona jeszcze całkiem dobra jest. 

No i tak to. Jutro mam przemiły dzień oczekiwania na dostawę nowej lodówki. Cały czas zapuszczam mamie krople do oczu co 4 godziny, więc i tak z jakiegokolwiek wyjścia nici, może siedzenie w domu nie będzie aż tak bolało. 

Marzę, że lodówka przyjedzie bez większych turbulencji i nie będę musiała robić zwrotów, reklamacji ani zażaleń. Zazdroszczę mamie, że nigdy nie musiała się takimi rzeczami przejmować, zawsze miała od tego kogoś. Baba nie powinna kupować sprzętu AGD, baba powinna go używać i czasem myć. Feministki, proszę, tylko nie w głowę. :P Bo ja naprawdę darowałabym sobie całość praw obywatelskich i całe to pozorne równouprawnienie, żeby tylko ktoś chciał się mną zaopiekować. Zadbać o to wszystko bez potrzeby informowania mnie o tym. :P Skoro już jestem tą babą. 

Ja naprawdę mogę sprzątać, prać, gotować, uprawiać ogródek i udawać ćwierćinteligentną, i mieć wszystko inne głęboko w, byleby tylko posiąść najświętszego z polskich świętych - św. Spokój. 

1022.

niedziela, 4 sierpnia 2024

Janowiec

 


makolągwy




furczaki



młodziutkie bogatki





Do tego mam śliczną huśtawkę hormonalną i najchętniej histeryzowałabym i ryczała bez konkretnego powodu. I znowu - jak w szczenięctwie - zaczęłam zeszyt do góry nogami i od tyłu :P, bo tak mi się otworzył. To i tak pikuś, bo zdarzało mi się zaczynać od lewej i pisać do prawej. Od ostatniej do pierwszej strony. :P

I znowu mam megasyfy na pysku i nic mi się nie chce.

1020.

piątek, 2 sierpnia 2024

dzień dobry :)

 - powiedziała bioróżnorodność mojego ogrodu:




Do poidełka dziś naprawdę nic nie przyleciało, może  dlatego, że duża wilgotność, a może za bardzo się kręciłam w pobliżu. Za to uporządkowałam kwadrat pod pergolą.


Z innych dokonań: prawie wybrałam mamie nową lodówkę - w końcu dała się namówić na zmianę, kiedy jej dwudziestokilkuletnia zaczęła wymagać comiesięcznego rozmrażania. Lodówkę mamie kupić trudno, bo nie dosięga wyżej niż metr sześćdziesiąt, a potrzebuje dużo półek, bo wiecznie ma w lodówce kilka garnków z niedojedzonymi posiłkami "na zaś". Do tego chcę osobnodrzwiową zamrażarkę z szufladami, żeby można było je porządkować po szufladzie bez potrzeby zbyt częstego odmrażania całości. No i taka lodówka chyba obecnie istnieje aż jedna, więc problemów z wyborem przynajmniej nie mam. Do poniedziałku mama ma czas do namysłu, a potem zamawiam. 

Obiecałam, że pokażę nabalkonny skalniak z sową:


Może on da radę w tym klimacie, jaki mamy. No, zobaczymy. Jak się uda, to zarośnie ziemię w skrzynce i może nawet będzie ładny. 

A poza tym dalej mi gorąco, nic mi się nie chce, marzę o emeryturze :P , czekam na deszcz...

1018.