piątek, 16 czerwca 2023

kolejny dzień

 pomiędzy obowiązkami a kropelkami, okraszony egzaminem klasyfikacyjnym. Chyba trochę za dużo mam na głowie i rozważam, czy nie należałoby zacząć łysieć :P. Bo nic oprócz włosów zdjąć z tego głupiego łba nie mogę. 

606.

PS. Hehe, za 60 dni będą mnie podejrzewać jak ten autobus na Hel? :P

PPS (post post scriptum, nie żadna polska partia, nie). Mam ochotę na porządną chandrę, jak stąd do końca wakacji. Mam ochotę nie mieć na nic ochoty, wypiąć się d* na wszelkie wakacyjne plany, oświadczyć wszystkim, że mnie nie ma i nigdy nie było. 

czwartek, 15 czerwca 2023

folklorystyczno-tradycjonalistyczne

 podejście do liturgii. Podobno dla dobra ludu. Proszę bardzo, dziś jest oktawa Bożego Ciała, której nie ma, ale która jest, bo ludzie tak chcą i zawsze tak było. Święci się wianki i w ogóle.




Tymczasem jutro jest uroczystość Serca Jezusa, która wyróżnia się tym, że nie ma postu i niczym więcej. :P Msze jak w dzień powszedni. Może dlatego, że to nie święto Matki Boskiej, no. W święta Matki Boskiej zawsze odprawia się jak w święto, bo lud Matkę Boską, w odróżnieniu, czci. :P Nic dodać, nic ująć. Tradycja zachowaną być musi, nie ma tradycji, nie ma święta. Liturgia może i była reformowana, ale u nas i tak musi być tak samo jak za pradziada. A dla dobra przywiązanego do tradycji ludu liturgię zawsze się jakoś tam nagnie, żeby były te święta, co drzewiej bywały, i żadnych nowych, zwłaszcza jeśli nie są świętami Matki Boskiej, bo Ją tradycyjnie pod każdym pozorem, nawet jeśli to nowy pozór, czcimy. Prawda?

Tymczasem nie wyrabiam na zakrętach, bo podaję mamie krople co 4 godziny i muszę to upchać logistycznie między wszelakie obowiązki stanu. Dziś pierwsza rada, jutro jakiś komis, na którym siedzę w komisji. Łeb mi pęka. 

A przy drzwiach do lasu eee do windy pojawiły się przyciski.


Chciałabym, żeby winda zaczęła jeździć, zanim Pani eS z piątego piętra przestanie chodzić. 

605.

środa, 14 czerwca 2023

drzwi do

 właśnie że nie do lasu, tylko do windy, której nie ma :P, a więc na jedno wychodzi. Tak samo bez sensu póki co te drzwi.


Znowu spadło trochę deszczu, ale w ogrodzie susza z zaszłościami, więc niech pada dalej, może chociaż trochę uzupełni ogrodowe płyny. 



Tymczasem po gałęziach buszują pleszki, chyba już młode, tegoroczne.


A  to raczej kopciuszek.


Wpadłam na ogród i wypadłam, trudno zmieścić się między pracą, deszczem i podawaniem mamie kropli do oczu co 4 godziny. Jak akurat nie pada, to nie ma co wychodzić, bo za półtorej godziny kropelki, czyli zdążę dojść, otworzyć furtkę, zamknąć furtkę i wrócić. :P Jak akurat jest po kroplach i mam 4 godziny, to ma się na deszcz albo właśnie pada. Poza tym nadal jest zimno... i bilans płynów ustrojowych ogrodu mocno na minusie. 

604.

wtorek, 13 czerwca 2023

w końcu

 czuję się ciut lepiej i nawet spadł deszcz - po dłuuuuugiej suszy. 


Rozkwitają złotogłowy.


Lilie świętego Antoniego mi w tym roku totalnie zdechły, pewnie kupię nowe cebulki i posadzę gdzie indziej niż dotychczas. 

Poza tym kosica dzielnie wysiaduje


a poziomek oczy czerwone tym razem w cieniu porzeczki. 


A ja nadal nie ogarniam tempa i rośnie we mnie przekonanie, że jestem coraz bardziej niemożliwym zgredem. Nauczyciel pracujący dłużej niż 30 lat naprawdę nie nadaje się już do pracy. Oby pozwolili mi odejść, na emeryturę albo na tamten świat, zanim stanę się nie do zniesienia. 

603.

poniedziałek, 12 czerwca 2023

znowu ciężki dzień

 z przyczyn babskich. Naprawdę, niniejszym składam podanie o zwolnienie mnie już z tego wszystkiego, no. Praca, siedzenie u lekarza z mamą (na schodach przed wejściem na szpitalny oddział, żeby nie można było czasem do łazienki wejść) - jak wróciłam do domu, to zwyczajnie padłam spać. A jutro kolejny dzień i znowu pewnie będzie bolało. 

602.

niedziela, 11 czerwca 2023

i koniec

 długiego łikendu. Hormony unieprzyjemniły mi go jak mogły, noc i przedpołudnie na straty. Leki przeciwbólowe coś tam niby dają, znaczy mózg bólu nie odbiera, ale ciało i tak wie, że boli :P. Przed wieczorem wybrałam się na spacer za miasto. Widziałam pierwszego od nie wiem kiedy skowronka, a poza tym pliszkę


kopciuszka


zająca


 buszujące w dojrzewającym rzepaku ptasie towarzystwo, które już poza dopuszczalną granicą jakiegokolwiek zuma okazało się być szczygłami w towarzystwie makolągwy


a potem przyleciała czapla


no i oczywiście były krzyżówki i kurczaki wodne.




Marzenie o zamknięciu się w jakiej pustelni nabiera intensywności. Uciec, wyłączyć się. Nic nie widzieć, nic nie słyszeć, o niczym nie wiedzieć, mieć wszystko w. Tymczasem jutro mam okulistę mamy - pierwszy raz w miejskim szpitalu u nas, bez wożenia po Lblinach i Bychawach. Tymczasem w perspektywie ostatni realny tydzień z uczniami, wystawienie ocen, finalizacja popraw, a potem papiry, rady, sprawozdania, piii. Naprawdę nie mam ochoty ani nikogo widzieć, ani z nikim rozmawiać, ani nic pisać. 

601 

sobota, 10 czerwca 2023

ciąg dalszy

 przetwórni, tym razem truskawkowo-


różanej.






Nie zazdrośćcie, tylko zróbcie :P.

Babskie szczęście znowu załatwiło mi dzień w kuchni. Gugluję bezskutecznie, jaki jest stwierdzony najstarszy wiek u miesiączkującej kobiety (być może pobiję jaki rekord?), ale teraz modne jest zajmowanie się menopauzą przedwczesną, tak koło trzydziestki, nie późną. Zresztą, pewnie starsze kobiety wstydziły się przekazywać takich danych. Tymczasem użeram się z tą chorobą :P od 11 roku życia, czyli już ze 40 lat, i od samego początku uważam ją za koszmarną przypadłość, i do licha chyba mi już naprawdę starczy. Nawet jeśli to kara za grzechy :P to chyba dość?

W każdym razie większość dnia w kuchni i poczucie zmarnowania długiego łikendu w pełni. 

600.