piątek, 3 lutego 2023

kilka portretów

 z karmnika








U mnie w karmniku kosy, bogatki i modraszki. A po drodze z pracy chyba widziałam sosnówkę... chciałabym zastać jakąś w karmniku. Kiedyś.

W pracy pokonałam dziś znaczącą część nawisu okołosemestralnego, jeszcze dwie rzeczy i wracam do normalnego stanu zapracowania. Tymczasem zaatakowały mnie zatoki. Dialog na przerwie: dziewczyny, zatoka mnie boli. Jaka zatoka? Botnicka. To oby nie Perska. Czemu? Bo w Perskiej jest ropa :P. 

Więc ropy chyba na razie nie ma, ale zapalenie i obolałość jak najbardziej. Nie bardzo chcę iść na L4 w przyszłym tygodniu, więc bronię się ze wszystkich sił i wszelkimi możliwymi środkami. 

Poprószył śnieg, ale szału nie ma, temperatura koło zera. Zostaje mi karmić sikorki i nie wybrzydzać na gatunkową monotonię, z nadzieją, że zatoka się uspokoi. I nie zamieni w Perską. 

513.

środa, 1 lutego 2023

padam na ryj

 lekcji siedem, potem lekarz z mamą, przygotowanie kolejnych lekcji na jutro... a mama kolejną wizytę ma w piątek. Pojutrze. Dziś cały dzień przemyśliwała, co to będzie u tego lekarza, a od chwili powrotu już zaczyna się martwić, co to będzie w piątek, i na pewno będzie wszystko źle... Dziś jej nie kibicowałam, bo byłam cały dzień w pracy, ale jak ja wytrzymam jutro? :P Z bratem rozmawia codziennie przez telefon, ale nic mu o swoich lekarzach nie mówi, bo jego nie wolno martwić... zresztą jego to przecież nie interesuje :P. 

W pracy też mam niezłą hiperkumulację okołosemestralną i nawis zadań niebezpiecznie wisi mi nad głową jak oblodzony śnieg zsuwający się z dachu... Mam wrażenie, że pracując całymi dniami ledwie obtrąciłam kilka najmniejszych sopelków z tego nawisu... 

511.

wtorek, 31 stycznia 2023

sikorkę z pokoju

 dziś wyganiałam. Na szczęście udało się bez strat w ludziach i w sikorkach. Resztę dnia poza wyganianiem sikorki spędziłam w pracy i u mamy. Dziś zaczyna mi dokuczać nauczycielskie gardło... a jutro mam 7 godzin. Jutro mam też wizytę u okulisty z mamą. Staramy się o grupę inwalidzką, złożyłyśmy należne papiry, dziś okazało się, że do końca lutego mamy dołączyć wynik jeszcze jednego badania. Więc trzy stówy w dłoń i rejestracja prywatnie właśnie na jutro, bo na NFZ to może w końcu czerwca by się dało. Przy czym trzeba by po skierowanie do Lbl jechać. 

Jutro też mają być jakieś narady pomiędzy szczeblem a auspicjami :P na temat emerytur nauczycielskich. I już jest we mnie przekonanie, że nie Dasz mi tej emerytury, jak zwykle. Przykro mi, ale zaczynam Cię traktować jak takiego ojca-tyrana, który zawsze odpowiada nie, a właściwie to nic nie odpowiada, a jak wchodzi do domu, to najlepiej się schować i osłonić głowę. Podoba Ci się taki obraz Ciebie? Jeśli nie, to może Zacznij mnie lepiej Traktować jednak??? 

Jest - jako jedna z mniejszych - sprawa tej emerytury, jest sprawa mamy, sprawa W. O ważniejszych dla mnie już nawet nie będę Ci pisać... Naprawdę zawsze Musisz mi mówić: nie?

Rób jak Chcesz, ale uprzedzam któryś raz, że jak do końca będę Ci wierna jak suka, to w Niebie będzie Ci cholernie głupio. Zobaczysz. 

510.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

zanim deszcz spłukał

 






Teraz deszcz już to zmywa. Znowu zostanie tylko trochę błota. 

Po lekcjach, radzie i reszcie dnia boli mnie łeb. Biorę się za różaniec, brewiarz i potem spaaać... 

509.

niedziela, 29 stycznia 2023

ostatni dzień

 ferii, a ja już dostałam opieprz od szefowej, bo coś mi nie zagrało w dzienniku elektronicznym... nie umiem tego cholerstwa obsługiwać i mam ujemną motywację do uczenia się, bo mi się już zwyczajnie nie opłaca. Ciekawa jestem, czy jest inny zawód niż nauczyciel, w którym pracownik ostatniego dnia urlopu, w dodatku w niedzielę, dostaje opieprz od szefa i nikogo to nie dziwi...

Poza tym jest pierońsko zimno i dzień - prawem ostatniego dnia przed powrotem do pracy - na straty całkowicie. I świadomość, że takie Gliwice też dziś kończą ferie, wiele mi nie pomaga. Nie bardziej niż wiedza, że brat dziś wrócił z urlopu w Alpach...

Myślałam dziś o tym, jak łatwo stworzyć sobie złudne przekonanie o życiu błogosławieństwami. Przecież jestem ubogi, a duchem to na pewno.  I oczywiście, że płaczę. I jestem cichy. Te kilometrowe wpisy na internetach się nie liczą. Sprawiedliwość, no tak, przecież to ja mam rację i marzę, żeby wyszło na moje w końcu, a moich wrogów żeby diabli. I jaki to ja jestem miłosierny, gdybym nie był, to by się dziaaaało... Czyste serce? No, jak chodzi o _serce_, nie o inne części ciała, to mam. :P Częściej wprawdzie wprowadzam się do pokoju niż wprowadzam pokój, aaale. No i przecież prześladują mnie w kółko i non stop, straszliwie mnie prześladują. 

Można? Można. 

A poza tym mam wrażenie, że dostałam świeże zamówienie na jeża. 

508.

sobota, 28 stycznia 2023

dziś było za ciemno

 na dobre zdjęcia.





W każdym razie masowo pobudziły się wiewiórki i objadają skrzydlaki klonów i nie jestem pewna, czy to wróży wiosnę :P.

Pojawiły się pierwsze tej zimy gile.





Eksperymenty z przesłoną za wiele nie pomogły, a porysowany obiektyw uparcie plami zdjęcia przy dużym zumie. Może kiedyś jeszcze wyjdzie słońce i może gile z wierzchołków drzew przeniosą się bliżej obiektywu...

Na pociechę: wyobraźcie sobie, że macie taaaaką szyję i boli was gardło. Na całej długości. :P





Ja poproszę o więcej światła na świecie. 

507.