czwartek, 7 października 2021

no bez zmian

 tyle, że szczur uciekł, zostawiając śliczne szczurze bobki na progu sąsiednich drzwi. :P Poza tym bez zmian.

Próbuję Ci wierzyć, próbuję funkcjonować. Mam dużo wątpliwości, widzę same niewiadome w tych równaniach, no. :P Modlę się coraz bardziej, żeby nie było w tym wszystkim grzechu - tylko tyle. Resztą Ty się Zajmij, ok?

Po pracy, krótkiej dziś, wpadłam na mszę, potem do domu. Przerobiłam wczoraj ten pojemniczek pigwowca i mówię do mamy, że ja do sklepu idę, a ona, proszę, niech obierze te najgorsze jabłka, to przesmażę z pigwą i będzie. Wracam ja z tego sklepu, a matuś obrała już chyba ze dwa kilo jabłek, chyba wszystkie, jakie były w domu (ok, za wyjątkiem trzech sztuk). :P Zetrzeć to wszystko, zesmażyć. Nie nadążam za nią. 

Z lepszych rzeczy: sałata na balkonie rośnie


i kupiłam w końcu pojemniki do recyklingu. Na zdjęciu stoją w klatce na karmnik, tak będą stać większą część roku. 


W kontekście ostatnich awarii różnych takich stron społecznościowych, hm, gdyby siadły serwery blogowe, pewnie miałabym pretekst, żeby zostawić to raz a dobrze, no. Nie wiem, czy jest w tym moim pisaniu jakieś dobro, czy tylko szukanie siebie, dłubanie w sobie, zbytnio przedłużona forma psychoterapii :P, z której nic już dobrego nie wynika. Kiedyś naprawdę myślałam, że mogę tymi blogami zrobić jakieś dobro. Ale wtedy myślałam, że coś wiem. Że mam się czym dzielić. 

I w tym z kolei kontekście zastanawiam się, co bym w życiu zrobiła, a czego nie zrobiła, gdybym mogła cofnąć czas... myślę, że generalnie to wybrałabym życie bliżej Boga, a dalej od (ludzi i struktur) Kościoła, chociaż pewnie zaraz posypią się gromy, że to niemożliwe. OK, może i niemożliwe, ale pewnie... bezpieczniejsze. :P

Może nie porywałabym się z motyką na parę słońc? Wybrałabym ciche, schowane życie, które nikogo by nie obchodziło i... nikomu nie przeszkadzało?

Nie zrobiłam niczego złego, Panie. Każdy z moich wyborów w swoim czasie wydawał się dobry i był motywowany chęcią czynienia dobra. Zawsze. Zawsze była walka ze złem we mnie, ze złośliwością, z chęcią robienia na złość, dopiekania komuś, mszczenia się za to, co obrywałam, podjęcia prób rozpiiii*** całego tego towarzystwa, niestety wzajemnej adoracji pod licho skrojonym płaszczykiem adoracji Ciebie. Zawsze ta walka była - i jest. Jeśli mnie Karzesz, to naprawdę nie wiem, za co. OK, może za kogo :P. Bo kilku bezkarnych znam... i noszę. Mimo wszystko.

Wsadziłeś mnie w strasznie trudną, strasznie zaplątaną historię, którą Opowiemy im może dopiero tam, na Sądzie, ok? Ale jeśli mam to wytrzymać, to błagam - Wyprowadź z tego jakieś widzialne dla mnie dobro. Nie Zostawiaj tego tak. Nie Pozwól. 

Proszę Cię, nie wiem, jak Cię prosić: nie dopuść do grzechu. Tylko tyle.

29.

środa, 6 października 2021

no boję się, no

 i wiem, że w całym tym cyrku nie mam nikogo, jak nie Ciebie. 

Strasznie za Tobą tęsknię, ileż bym dała, Żebyś tu Był. Żebyś mi Powiedział, o co w tym wszystkim chodzi, bo ja już naprawdę nic nie łapię. Coś mi Obiecałeś. Pamiętasz? Nie mam nic innego, w co mogłabym wierzyć. Tylko Twoje Słowo. Jak mgła. Jak niteczka babiego lata. 

Nic na nim nie zawiśnie, nic się nie utrzyma, tak?
Ale ja nie mam nic więcej. Ani nikogo więcej. Coś mi Obiecałeś. Wszystko inne twierdzi, że g* z tego będzie, cała ewidencja, wszystkie wydarzenia, wszystko, co się dzieje, Zobacz. Boję się. Obiektywnie rzecz biorąc, bardzo się boję. 
Nie mam nic więcej, tylko Twoje Słowo. Nie mam prawa nic więcej mieć ani niczego więcej szukać, wiem. Ale tak strasznie się boję.

Chciałabym, Żebyś tu Był, Żebyś tu Przyszedł i jak facet, jak Ojciec, jak Mąż, zrobił z tym wszystkim porządek. Jak z tym szczurem, co  mi się czai gdzieś za drzwiami, Wiesz? Na moim półpiętrze kręci się dziś szczur... w sumie biedny, skulony, nie wiem, śpiący czy podtruty, wtula się w ciemne kąty przy drzwiach, nie zdziwię się (chociaż pewnie wrzasnę), jeśli go zaraz znajdę na swojej wycieraczce. Muszę za pół godziny wyjść i zapuścić mamie krople. Gdybym miała faceta, to on by poszedł ganiać się z tym szczurem, Wiesz? 

Gdybym miała faceta, takiego z hormonami na swoim miejscu, to on by mnie obronił... tia wiem, jak dobrze pójdzie, to Obronisz mnie na sądzie ostatecznym, no. Ale boję się, ile oberwę wcześniej. 

A co do szczura, to nieodparcie przypomina mi się i początek, i koniec Dżumy. Pewnie tak, pewnie właśnie tak. Tyle, że zupełnie nie jestem ciekawa, co tym razem zawrze się między początkiem a końcem. 

28.

wtorek, 5 października 2021

kura przypomina niektórych

 poetów, a telefonowa prognoza pogody niektórych wielkich tego świata. Na telefonie mam plus 20, pełne słońce i lekki wiatr. Na niebie chmury, w powietrzu maks plus 18, wiatr właśnie próbuje poprzestawiać mi doniczki na balkonie... nienie, pokazuje telefon, właśnie że jest bezchmurnie i lekki wiaterek. 

Co z tego, że w realu jest inaczej, my nie mamy problemu. Prawda?

Pozbierałam ostatnie jabłka i pigwę. 


achhhh, ten zaaaapach....

Jutro będę miała luźniejszy dzień, mam nadzieję, może w końcu kupię tusz do drukarki, wezmę się za czytanie doktoratu, rozgotuję tą pigwę z jabłkami, uszyję ze dwie maseczki? 

27.

poniedziałek, 4 października 2021

nie może pani

 wpisywać tematu w dziennik elektroniczny dzień wcześniej - pouczała mnie szefowa. No ale ja dzień wcześniej przygotowuję lekcję - próbowałam się bronić. No ale nie mogę i już. OK, to będę wpisywać na lekcji, co zajmie mi pierwsze 5 minut z każdej godziny, co mi tam. Mam to w briko.

Byłam dziś z mamą na drugim cmentarzu, spracowałam się jak oślątko, mama padła. W każdym razie cokolwiek będzie, będzie już czyściej. 

Myślę, jak zmienia się koncepcja trudnego dnia... jutro mam "trudny" dzień, dwie godziny po kolei z moim aspergerem. Ale tak naprawdę to żaden tam trudny, nie mam w tym roku ani trudnych klas, ani trudnych dni. Tak to jest, że jak już człowiek ogarnie pracę, to zaczyna mu siadać zdrowie... a jak patrzę, jakie papirowe formalności muszą załatwiać panie odchodzące na emeryturę, to już wolałabym chyba umrzeć przed :P. Byle nie musieć tego robić. 

Z innych absurdów - we wrześniu pisaliśmy program pracy z uczniami wymagającymi indywidualnego podejścia. Ten program musi być napisany do któregoś tam września... Problem w tym, że jak napisać taki program, jeśli dopiero teraz poznaję ucznia, bo dopiero teraz na tyle się oswoił z sytuacją szkolną, że zachowuje się zupełnie inaczej niż we wrześniu? :P 

Poza tym zaczyna mi się zacinać zamek w drzwiach, ostatni, który działa. Drżę na myśl, że czeka mnie jeszcze wymiana drzwi :P. Samego zamka pewnie się nie da. Chyba że dokupię se łucznik :P. 

26.

niedziela, 3 października 2021

i po niedzieli

 no. Dni teraz dzielą się na kilkugodzinne odcinki między kolejnymi zapuszczaniami kropli mamie. 

Myślę, że łatwo jest o dzisiejszej ewangelii mówić w kontekście opuszczania ojca i matki. Drobny problemik polega na tym, że gdyby wszyscy opuszczali ojców i matki, to kto by się nimi opiekował na starość? Domy opieki? :P Czy eutanazja? :P

Kiedyś, kiedy jeszcze ludzie miewali po piętnaścioro dzieci, zawsze trafiło się między nimi to jedno nieudaczne, które zostawało z rodzicami do śmierci, a potem i tak nikt się nim nie przejmował, bo nieudane. A teraz?

Myślę o moim ożenionym tydzień temu bracie, i o jego mamie, mojej ciotce. Ten syn dotąd pomagał jej najbardziej, dojeżdżał ze stolycy i robił, co trza było. Teraz opuścił matkę-wdowę, połączył się z żoną - i co? Ewangelia jest zadowolona, wdowa mniej :P. Może faktycznie powinno się umierać, skoro odchowa się (i pożeni) dzieci, żeby nie było z nami problemu? A ci, co dzieci nie mają, w ogóle od razu powinni umierać? 

W świetle dzisiejszej ewangelii czuję się kompletnie nieuzasadniona. :(

25. Jeszcze tylko 1310.

sobota, 2 października 2021

ogród, pawie, Wisła

 




a w tle całe zamieszanie w związku z kolejnym zastrzykiem mamy. Tia, chyba jestem z siebie dumna, że nie pękłam. :P Nerwówa od rana, milion bezsensownych sytuacji, pośpiech, połowa planów nie wypaliła, takie tam.

Znowu dzień wolny od pracy, a ja nie zrobiłam połowy ważnych rzeczy do zrobienia i nie wyrabiam się z niczym. Naprawdę, praca w życiu nie jest mi do niczego potrzebna, i bez pracy mam aż za dużo na głowie, no. :P 

24.

piątek, 1 października 2021

fffkurza mnie akcyjność

 przez co rozumiem podejmowanie incydentalnych działań z wielkim hukiem w miejsce codziennej, systematycznej pracy... stąd na przykład jestem okropnym poganinem, bo nie uznaję miesiąca różańca świętego, w zamian odmawiając różaniec dzień w dzień w koszmarnie dużych ilościach, no. Podobnie nie uznaję tygodni takich czy śmakich, ani dni tego czy owego. Dziś na przykład wybuchłam śmiechem, czytając ogłoszenie o zamknięciu w najbliższą niedzielę ruchu kołowego na dwóch ulicach stanowiących główny trakt komunikacyjny na moim osiedlu. Wypadałoby raczej rzewnie płakać, gdyby nie fakt, że... ruch zostanie zamknięty z racji wyścigu po kremówki zorganizowanego w ramach dni papieskich.

Święty Jan Paweł siedzi w Niebie i załamuje ręce, no. Podobnie jak błogosławiony Wyszyński. Poważnie podejrzewam, że oni obaj mają równo i głęboko nasze cyrki z beatyfikacjami, kanonizacjami i kremówkami, a płaczą gorzko, ilekroć spojrzą w dół i widzą, co tu się na co dzień wyrabia... 

Różaniec święty, dni papieskie, otuleni płaszczem Matki Bożej wrzeszczymy, że świątynia Pana, świątynia Pana, tia? To se poczytajmy Izajasza i paru innych proroków... Ale nie, to nie o nas, to o kapłanach Starego Testamentu, to my jesteśmy nowym Jeruzalem, prawdziwą winnicą Boga. Prawda?

Żeby nas tylko z tej winnicy na mordę nie Wyciepnął. Amen.


23.