środa, 7 lipca 2021

sauna bez przetwórni

 trzydzieści kilka w cieniu, ufff. Usiłuję trochę ogarnąć ogród





ale co z mojego ogarniania, jeśli jutro nie pozwoli wyjść, dokończyć. Wszystko zarośnie na abarot. 

Poparzyłam łapę dyptamem... nie wiem kiedy. 

Kolejne rozmowy z kolejnymi ludźmi. Kolejne problemy - obok mnie. Tia wiem, to nie ja jestem zbawicielem świata... mogę tylko powiedzieć: Wiesz? Widzisz? Co Ty na to? Interesuje Cię to w ogóle? Zamierzasz coś zrobić?

Nie wiem...

Kazanie znowu dziś nie za głębokie, utopić się nie szło. :P Generalnie znany skądinąd wątek, że Pan Bóg z każdego zła wyprowadza jakieś dobro, nie ma wydarzeń bez sensu i historii, które do niczego nie prowadzą. Fajnie. Tyle, że ja już widziałam i takie historie... Bóg Mówił A, ale nigdy nie Powiedział Be. W międzyczasie zainteresowani poumierali, a ich zstępni historii nie kontynuują. Zresztą nie dziwię im się. 

Nie wiem, nie rozumiem tego. Wiem tyle, że to wszystko nie jest ani takie proste, ani takie łatwe, ani takie płytkie, jak choćby dzisiejsze kazanie chciałoby pokazać. Wydaje mi się, że Bóg nie Stosuje Się do żadnych reguł. Nic nie musi. Wyprowadzać dobra ze zła też nie. Czasem to Robi, a czasem nie. I nie da się przewidzieć, kiedy Wyprowadzi, a kiedy nie. A kiedy Pozwoli, żeby ze zła rozwinął się cały łańcuch kolejnego zła, zła za złem. 

On Jest Bogiem, On Jest wolny. Absolutnie wolny. Totalnie inny niż. Może to jest to Kodesz. 

Jeśli ktoś mi mówi, że zna Boga, że chce mi o Nim opowiedzieć, albo wypowiada się w Jego Imieniu - nigdy takiemu komuś nie uwierzę. Za bardzo dostałam po tyłku. Też w Imię Boże zresztą. 

Tia, można sobie napisać Gott mit uns, na pasku, na skórze, na duszy, gdziekolwiek - i robić największe świństwa w Jego Imię. Wtedy Pozwolił, czemu teraz Ma niby nie pozwalać? 

Nie wiem, czy powinnam wierzyć, że Kiedyś Tam On się o to wszystko Upomni. Być może nie. Też się nie zdziwię...

wtorek, 6 lipca 2021

przetwórnia, czyli sauna

 czyli prawie 8 litrów soku malinowo-porzeczkowego. Ufff. 

Na wieczornej mszy połowa wierzących, znaczy bez maseczek. Tak, rozumiem, gorąco jest. W ogóle czy ktoś mi może wytłumaczyć, na jakiej zasadzie ludzie mówią, że kto się szczepił, ten na pewno niedługo umrze? Jakaś Matka Boska komuś to powiedziała czy jak? A może ktoś słyszał coś na temat, że kto nosi maseczki, umrze w przyszłym tygodniu? pliiiiiiz. 

W każdym razie patrzę po kościele, słucham, co mówią, i coraz mniej dla mnie w nim miejsca... naprawdę, wyjechałabym w jakieś bardziej cywilizowane okolice. Albo umarła w cholerę, niechby już i po szczepionce. Szczerze żałuję, że dożyłam takiego czasu. Wolałabym zakończyć żywot z bardziej idealną wizją rzeczywistości, nawet jeśli z gruntu nieprawdziwą, ale jakże słodko wygodną... tia, czasem zazdroszczę różnym ich słodkiego zaślepienia. Nie wiem, czy ich dobry bóg będzie ich sądził za herezje, na przykład fideizmu, może ich weźmie do fideistycznego nieba, gdzie będzie słit ever after, a święta panienka będzie się objawiać co kwadrans z nowym orędziem, które należy przekazywać przez smsy, aby ustrzec świat przed zagładą?
Nie moja to rzecz. Nie mój bóg, nie moje niebo. 

Wielebny dziś na kazaniu grzmiał na Jakuba i przekonywał, że z Bogiem walczyć nie można, nie wolno, nie godzi się. Że taka Maria Teresa eL. nigdy z Bogiem się nie wadziła. I my też mamy jak ugłaskane owieczki z entuzjazmem i pokorą wypełniać wielkie dzieła Boże, bo Bóg ma jakieś wielkie dzieło do wypełnienia dla każdego z nas. Amen. Ciekawam, jakie. :P

Chciałabym, żeby Kościół zdecydował się w końcu na jedną wiarę i jednego Boga. :P

poniedziałek, 5 lipca 2021

o maturach, mamach i dzielnych dziewczynkach :P

 wyniki matur dziś. Trójka moich ma poprawki, dwie z matmy, trzecia z angielskiego. Ta z angielskiego od lutego nie przesłała mi w zdalnym ani jednej pracy... na osłodę troje na podstawie 100% , reszta w granicach przewidywań, jedna lepiej niż się spodziewałam. Z tej poprawkowej trójki dwie powinny w sierpniu zdać, trzecia powinna już zacząć się modlić :P. 

Wracam po pracy i po zakupach do domu, dochodzi 12.00. Acha, myślę, zaraz wróci mama. Rano mówiła, że wróci z ogrodu miejskim o 12.37. Więc czekam. Mija 13.00. Zalewam owoce galaretką. Mija 13.30. Gotuję zupę i w stereo makaron, którego paczkę mama zostawiła na stole. Dochodzi 14.00. Gorąco, parno. Zaczynam się lekko niepokoić. U nas chyba ciągle szpital kowidowy, gdzie jej szukać? Bo jej telefon leży grzecznie w domu na biurku, a co. 

Zadzwoniła koło 14.00 z telefonu jakiegoś ogrodowego sąsiada, z pretensjami, że nie przychodzę. A miałam przyjść? - wyrażam głębokie zdumienie. Bo ona była przekonana, że przyjdę. No ale ja wcale nie mówiłam, że przyjdę, ty miałaś wrócić 12.37. No ale myśmy się nie umówiły. No jak się nie umówiłyśmy, jak mi pokazywałaś w rozkładzie, którym wrócisz. Ale ona urwała łubiankę malin i tego nie przyniesie. 

W tym momencie miałam ochotę ją rozwalić na miejscu. Duszno, plus 28, a moja matuś z wiatraczkiem w d* (już nie śrubką, nie) rwie sobie malinki. Kazałam jej zamknąć to w domku i przyjść na obiad. Przyszła. Piechotą. Ma obiecane, że jeszcze jeden taki numer i zabieram jej klucz od ogrodu. Obawiam się tylko, że może zacząć skakać przez płot... 

I znowu wściekam się na brata, że on jest całkowicie poza tym, a ja, grzeczna, dzielna dziewczynka, nawet nie mam do kogo się wypowiedzieć, że JUŻ CHOLERA NIE MOGĘ. 

I że muszę się zaraz zebrać i zapiiii po te maliny. 

niedziela, 4 lipca 2021

dziś mam

 dzień totalnie lewy. Prawdopodobnie z przyczyn meteopatycznych. Śmiać mi się nieco chce, bo na kazaniu dziś wielebny opowiadał, jacy to jesteśmy nieszczęśliwi, bo zaplanowaliśmy wakacje w Egipcie albo na Sri Lance, a tu kowid i nici... tia. Wszyscy, jak siedzimy na kościele (ok, nie na prezbiterium może...)  jeździmy wyłącznie do Egiptów i na Sri Lanki, na każdy urlop. :P Przykłady, które słyszę na kazaniach, naprawdę powalają stopniem odrealnienia... Tymczasem próbuję się umówić na dwa przyjazdy do mnie, wyjazd do Kazimierza i może do Łodzi... i nie potrafię za Chiny tego zgrać. Pewnie się nie da. :P 

sobota, 3 lipca 2021

złapałam się za wielkie sprzątanie

 zalegle bodaj od Bożego Narodzenia :P. Efekt: ogarnięte może pół jednego pokoju :P. Dziś u nas leje, okna siłą rzeczy nie dały się umyć, właściwie to myły się same :P. Naprawdę nie wiem, jak ja to obrobię i kiedy... Sprzątanie wszystkiego po kolei. Ogród zarośnięty po pachy. Porzeczki i maliny, i ich przerób - ale musi przestać lać. Zastrzyki mamy, potem 4 dni zapuszczania kropli co 4 godziny. Chciałabym, żeby przyjechały dziewczyny, żeby razem się poszlajać. Chciałabym jeszcze raz móc pojechać do Łodzi. 

Gdyby mnie było pięć, pewnie dałybyśmy radę :P. Pani E. często mnie pyta, co ja bym robiła na emeryturze (za którą całym sercem tęsknię i której całą dusza pragnę, i z całą intensywnością oczekuję :P) - a mi naprawdę praca zawodowa nie jest potrzebna do niczego już :P. Zostawiłabym ją dziś i nie miałabym czasu się podrapać. :P Myślę, że czas już, żeby zaczęli pracować młodsi - lepsi, mądrzejsi, bardziej entuzjastyczni. A ja bym se w końcu obrobiła ogród. Ogarnęła mieszkanie. Zajęła się milionem spraw, na które teraz nie mam ani czasu, ani siły. 

Tia wiem, jak w końcu docipię do tej emerytury, to będę miała siłę już tylko umrzeć :P. 

piątek, 2 lipca 2021

młódź i refleksja

 młódź ornitologiczna.

Młodziutki kopciuszek:




szara modraszka

grzywacz, jeszcze bez białych plam na karku

dzięcioł duży w dziecinnej czapeczce nad czołem

kwiczoł jeszcze z mamą


Koniec roku szkolnego. Patrzę na kolejnych znajomych wylatujących (decyzją przełożonych) z jednego czy drugiego zakonu - i Bogu dziękuję, że nie wylądowałam w zakonie. Że od razu były śluby wieczyste i nikt nie może mi zakazać żadnego przedłużenia. Nie mi sądzić, czy te ich decyzje są dobre, czy złe. Ale. Jednego jestem pewna - w 99% przypadków są to decyzje absolutnie _ludzkie_. Żadna tam wola Boża. 
Powraca pytanie, czemu Bóg dopuszcza ludzkie decyzje. 
Powraca przekonanie, że w Kościele powołania są jak dzieci - cenne, ważne, zaopiekowane _tylko_ dopóki się nie narodzą, a i to jako abstrakcja, idea, nie konkretny przypadek. :P Potem trza se radzić samemu. Samej. 
Albo i nie.

Nie odpowiadasz za to, jakie zdanie mają o tobie ludzie, którzy mają nad tobą władzę. 
Nie zawsze to, co o tobie myślą, jest prawdą o tobie. A Bóg się nie Upomni. I ja już to wiem. Naprawdę, jeszcze 2 lata temu myślałam, że jednak. Ale nie. 

Można se gadać, że Drogą jest Jezus, nie zakon. Ale. Naprawdę żal mi tych ludzi. Kto stanie na nogi, ten stanie. Kto będzie miał życie rozpiii do końca, ten będzie miał. 
Chciałabym, żeby Bóg upomniał się o nich choćby na Sądzie Ostatecznym. 

czwartek, 1 lipca 2021

jaki znowu

 kryzys - wypadła na mnie Pani Ha, kiedy opowiadałam o łodziowych rekolekcjach - przecież jedynie słusznym sposobem na zapobieganie kryzysom i wychodzenie z nich jest modlitwa i sakramenty... i jaka tam psychologia czy farmakoterapia, lepszy spowiednik i kierownik duchowy... i ona nigdy nie miała żadnego kryzysu i mieć nie będzie, bo się modli. 

Słucham tego, patrzę, jak wierzący ignorują wirusy, i widzę taki fideizm, że sam Luter ze swoim sola fides i sola gratia się za głowę łapie. I naprawdę najchętniej bym z tego zadupia wyprowadziła się w jakieś bardziej cywilizowane, mniej ciemnogrodzkie miejsce.