niedziela, 18 sierpnia 2024

nie daję rady

 z mamą. Z upałami. Z syfami na mordzie. Z perspektywą powrotu do pracy. Z perspektywą kolejnych gości. Z roztapiającym się w lodówce pożal się Boże tortem. Z wtykiem amerykańskim warczącym w lampce jak młody szerszeń. 

Chciałabym, Żebyś mi chociaż trochę z tym wszystkim  Pomógł. Nie wiem, chociaż tort Mógłbyś annihilować, ktoś mógłby go ukraść, zeżreć albo co? Takie trudne? 

Przerasta mnie to życie.

1034.

piątek, 16 sierpnia 2024

kowid

 czyli ze spotkania nici, żeby nam zwierzaczka nie przywieźć. Gdyby ktoś twierdził, że kowid nie istnieje. Najbardziej mi żal ostatnich zakręconych dni i wszystkich przygotowań. I tego, że za parę tygodni śrubka rozkręci się jeszcze raz od nowa. I oby mama nie wylądowała wtedy znowu na tyłku. 

1032.

czwartek, 15 sierpnia 2024

jest ok

 mama nic sobie nie połamała, w tyłku, na szczęście, nie ma za dużo kości, chociaż mama przez pierwsze półtora dnia była przekonana, że złamała sobie staw w pośladku. Za to obtłukła się jak cacy i ma gigantyczne siniaki. Średnio raz dziennie ma napad złego samopoczucia, wtedy mierzy gorączkę i jest przekonana, że będzie umierać. Gorączka okazuje się w granicach 37, mama konstatuje ten fakt i wstaje z łóżka. :P Średnio kilka razy dziennie ma napad złości i zabijcie mnie, nie wiem czemu. Twierdzi wtedy, że ona wcale nie jest wściekła, to ja jestem wściekła i się bez końca drę. I wali o stół wszystkim, cokolwiek trzyma w ręce. Noce to kolejna historia. Wczoraj była noc niechęci do pampersów, na przykład. Przychodzę do  niej dwa razy każdej nocy, teoretycznie ją przewinąć, no  wczoraj nie dało rady... teraz czekam na północek, bo jakoś tak mam zmienić pampersa, i nie opłaca mi się kłaść. Przyjdę pewnie przed 1.00, o 5.00 kolejna zmiana. Teoretycznie. 

Myślę z pewną zgrozą o tym, co tata wyprawiał z workami stomijnymi, kiedy na chwilę zostawiałam go poza kontrolą. Wczorajszej nocy niemal to samo mama robiła z pieluchami. Tata prawdopodobnie miał guza mózgu, u mamy to chyba sklerotyczne, no ale już widzę, co będzie dalej. Teraz jestem już chyba bardziej zaprawiona w bojach i może lżej niż wtedy dam radę. Może. 

Czasem jak myślę o tej mojej historii, to wydaje mi się, że mnie nie Lubisz. To by było najprostsze wytłumaczenie. I że wniebowzięcie pozwala zaoszczędzić na kosztach i logistyce pogrzebu. :P 

I że teraz doszłam do tego etapu mojej historii, że - bez względu, co Ty na to - tak jak deklarowałam w Leśniowie: żyję tylko i wyłącznie dla Ciebie. Nie mam żadnego innego powodu, żeby żyć. 

1031.

wtorek, 13 sierpnia 2024

mama szaleje

 mi szaleją, zdaje się, jakieś resztki hormonów - i w sumie to wszystko jest nie do wytrzymania. Doceniam teraz z całą ostrością widzenia, że jak ostatnio brat wieczorem zapowiedział, że jutro rano przyjeżdża, to mama nie miała czasu szaleć i nic nie wymyśliła. Teraz mama od kilku dni szykuje się na przyjazd wnuków - i  ma jeszcze w zanadrzu kilka dni następnych. Ma to taki minus, że codziennie rano pojawia się jakiś nowy pomysł, a mnie z tego już żołądek boli. Nienawidzę zmieniać koncepcji, zwłaszcza jeśli koncepcja była ustalona, rozpisana na dni, a zakupy poczynione. Tymczasem koncepcja poleciała już przynajmniej dwukrotnie i spodziewam się najgorszego. 

Nienawidzę zmian. 


wieczorem:
No i szalała, szalała, gadała głupoty, planowała niewiadomoco, aż walnęła d* o podłogę, potłukła się i nie może wstać... Twierdzi, że złamała sobie jakiś staw w pośladku. :P Mam nadzieję, że nie uszkodziła kości udowej, dziś już nie ma sensu na pogotowie jej ciągnąć, jak nie przejdzie, jutro zamiast pitraszenia i sprzątania będę latać z mamą po lekarzach. A wnuki odwiedzą ją w łóżku, szpitalnym lub domowym. Tak, jestem na nią zła. Za to całe zupełnie niepotrzebne zamieszanie i dużo hałasu o nic. Za idiotyczne koncepcje dotyczące rodziny brata. Ostatnie przekonanie, jakie wygłosiła przed upadkiem, brzmiało że brat nagrywa rozmowy telefoniczne prowadzone z mamą i odtwarza je potem swojej żonie... Nie wiem, może rzeczywiście trzeba ją było porządnie w tą d* walnąć, żeby jej z powrotem nabić rozum do głowy?

Zapakowałam mamę w pampersa, obiecałam, że  przed północkiem przyjdę ją przewinąć, prawdopodobnie trzeba będzie też przyjść koło 3.00 i 6.00... i rzygać mi się chce na myśl o bieganiu po lekarzach, rentgenach, nie wiem czym jeszcze i nie wiem jak, skoro mama chodzić nie może. Tymczasem brat z rodziną siedzi na wakacjach w słonecznej Italii...

1029. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2024

mina, dla odmiany, jaszczurki

 

czyli pierwsze w tym roku przyzwoite zdjęcie smoka. 

Dzień zapełniły mi zakupy - już pod kątem świętowania bliskiego jubileuszu - i ogarnianie ogrodu. 




Jeszcze z tydzień i ogród ogarnę. 

1028.