wtorek, 7 lutego 2023

znowu bez słońca

 mozolnie odfajkowuję kolejne zadania w pracy (jeszcze tylko jedno i będzie normalnie, sprawy bieżące), dziwię się, że reklamówki z sieciówek polecają się z pączkami na Tłusty Czwartek - no jak, już?, ogarniam kolejne domowe sprawy u siebie i u mamy... Po łikendowej infekcji został drobny brak sił i chęci do czegokolwiek :P, pewnie typowy dla mnie zawsze, teraz może ciut większy niż normalnie. 

A jak patrzę na to, co się na świecie dzieje, to mi jakoś motywacja nie rośnie... Nie wiem, może tak było zawsze. Zawsze były wojny, epidemie, trzęsienia ziemi. I świat się kręcił, i kręci się dalej. Nie mam żadnych przecieków na temat końca świata :P, nie wiem, ile jeszcze będzie się kręcił. Ani ilu ludzi będzie się kręciło na jego powierzchni. Pewnie nie potrzebuję takiej wiedzy. 

Cokolwiek się dzieje, póki mogę, mam robić swoje. Żyć jak Narnijczyk, nawet jeśli Narnia nie istnieje. W sumie istnienie czy nieistnienie Narnii nie ma znaczenia. Lepiej jest żyć jak Narnijczyk. I tyle.

517.

poniedziałek, 6 lutego 2023

o technikach spania

 sikorek, pomarańczowych kosich dziobach, rabunkowych najazdach gołębi i o SŁOŃCU!!!!!

Słońce w końcu pojawiło się. Na początku jeszcze przez poprószający śnieg, ale zawsze.


Jest wprawdzie pierońsko ślisko, bo niby odśnieżyli, ale nie posypali, i efektem jest goły lód na całą szerokość chodników. No bo jak, zima w lutym? Niespotykane.

W każdym razie w tym słońcu popatrzcie tylko na ten dziób. Na kolor tego dzioba.







Jak patrzę na te wszelakie stwory, ptasie, zwierzęce, roślinne i inne, to podziwiam najpierw Twoją Fantazję. Kos nie mógł być przecież _cały_ czarny. Kawka też nie.


Inna jest szarość kawki, inna gołębia.




Jest zimno i gołębie masowo atakują klatkę z karmnikiem. Ja rozumiem, że są głodne, ale nie karmimy gołębi, sorry. 

A co do technik spania, to akrobatom polecam metodę "na sikorkę". Proszę się przyjrzeć, co zrobiła z głową. :)))






Kto tak potrafi, hę? :)))

516.

niedziela, 5 lutego 2023

o świetle i soli trochę

 myślałam dziś - że ani sól, ani światło nie są dobre przez sam fakt bycia solą i światłem. OK, jesteście solą ziemi i światłem świata, i czym nie jeszcze. Tyle że sól i światło źle używane mogą zranić, uszkodzić, a nawet zabić. Patrz laser. I patrz jałowa ziemia posypana solą. Choćby przy chodniku po zimie. 

I że ani sól, ani światło nie są dobre same w sobie ani same dla siebie. Na co się zda komu góra soli, jeśli nie ma nic, co potrzebowałby posolić. A w jasny dzień każdy mądry gasi choćby najjaśniejsze światło. Sól jest potrzebna tylko tam, gdzie brakuje soli. Światło jest potrzebne tylko tam, gdzie brakuje światła. Nigdzie indziej. 

 Najłatwiej jest wrzeszczeć, że jestem solą ziemi, ale nie pozwolić się zużyć. Że jestem światłem świata, stoję na świeczniku, upajam się własną potęgą, jestem ponad wszelką ciemnotę, z którą nie chcę mieć nic wspólnego. 

I najłatwiej jest stać na świeczniku i błyszczeć. I nie robić nic więcej. I że znam z imienia i nazwiska księdza, zresztą proboszcza, który sam właził na drabinę i gąbeczką czyścił przyparafialny pomnik Jana Pawła z gołębiego g. I że znam z imienia i nazwiska innego księdza, też proboszcza, który sam i osobiście pchał po parafialnym trawniku kosiarkę do trawy. To było parędziesiąt lat temu, teraz, zdaje się, to nie do pomyślenia... no i czy czasem nie oczekujemy błyszczenia, wcale nie światła. Stań na wysokim świeczniku i błyszcz. 

Zweryfikować to łatwo, choćby w kolejce do lekarza czy w jakiejkolwiek innej kolejce. Czekasz, wcinasz się, czy w ogóle nie wiesz, że istnieje kolejka? Świecisz czy błyszczysz? 

A jeśli jesteś solą, czy na pewno nikogo i nigdy nie zasoliłeś na śmierć? 

515.

sobota, 4 lutego 2023

fotografowanie ptaków

 często gęsto kończy się takimi, przepięknymi skądinąd, zdjęciami:



:)))) i tyle go widzieli. A w zasadzie ją. A oto i ona:



A potem wyszło słońce 


i zdjęcia zaczęły od razu lepiej wyglądać.







Sosnówek, niestety, nie ma. Tylko na modrzewiu pokazały się dzwońce


i, wyobraźcie sobie...



zięby. Naprawdę. 

Przesiedziałam dziś cały dzień w domu, walcząc z objawami jakiegoś wirusa - z tego miejsca z serca dziękuję Darczyńcom za nieocenioną w działaniu nalewkę :kwiatuszek:. Mama by pewnie powiedziała, że jestem alkoholikiem... Dziś autentyczny dialog z kuchni, robiłam owoce w galaretce i mówię do mamy: dodam wiśniaku trochę do tej galaretki, w końcu karnawał. Na co mama, zupełnie serio: nie dodawaj, bo się upijemy... Dla niezorientowanych: do pół litra wody do galaretki dodaje się  jeden kieliszek wiśniaku, który potem jeszcze odparowuje i z tego wychodzą 4 porcje deseru. No spijemy się w dwie trąby jak nic. 

514.

piątek, 3 lutego 2023

kilka portretów

 z karmnika








U mnie w karmniku kosy, bogatki i modraszki. A po drodze z pracy chyba widziałam sosnówkę... chciałabym zastać jakąś w karmniku. Kiedyś.

W pracy pokonałam dziś znaczącą część nawisu okołosemestralnego, jeszcze dwie rzeczy i wracam do normalnego stanu zapracowania. Tymczasem zaatakowały mnie zatoki. Dialog na przerwie: dziewczyny, zatoka mnie boli. Jaka zatoka? Botnicka. To oby nie Perska. Czemu? Bo w Perskiej jest ropa :P. 

Więc ropy chyba na razie nie ma, ale zapalenie i obolałość jak najbardziej. Nie bardzo chcę iść na L4 w przyszłym tygodniu, więc bronię się ze wszystkich sił i wszelkimi możliwymi środkami. 

Poprószył śnieg, ale szału nie ma, temperatura koło zera. Zostaje mi karmić sikorki i nie wybrzydzać na gatunkową monotonię, z nadzieją, że zatoka się uspokoi. I nie zamieni w Perską. 

513.

środa, 1 lutego 2023

padam na ryj

 lekcji siedem, potem lekarz z mamą, przygotowanie kolejnych lekcji na jutro... a mama kolejną wizytę ma w piątek. Pojutrze. Dziś cały dzień przemyśliwała, co to będzie u tego lekarza, a od chwili powrotu już zaczyna się martwić, co to będzie w piątek, i na pewno będzie wszystko źle... Dziś jej nie kibicowałam, bo byłam cały dzień w pracy, ale jak ja wytrzymam jutro? :P Z bratem rozmawia codziennie przez telefon, ale nic mu o swoich lekarzach nie mówi, bo jego nie wolno martwić... zresztą jego to przecież nie interesuje :P. 

W pracy też mam niezłą hiperkumulację okołosemestralną i nawis zadań niebezpiecznie wisi mi nad głową jak oblodzony śnieg zsuwający się z dachu... Mam wrażenie, że pracując całymi dniami ledwie obtrąciłam kilka najmniejszych sopelków z tego nawisu... 

511.