poniedziałek, 12 stycznia 2026

wyrwałam dziś

 trochę czasu na niewątpliwe hobby, jakim jest malowanie po numerach:


Mam nadzieję, że już trochę coś widać. Niestety jest za ciemno, przynajmniej wtedy, kiedy ja nie pracuję. A nawet kiedy nie pracuję, zwykle mam nawał rzeczy, które bezwzględnie należy zrobić przed zajmowaniem się takim gupotami jak malowanie. Marzę, że na emeryturze wreszcie będę mieć i na to czas. 

W szkole tymczasem szaleństwo wystawiania stopni na półrocze (btw teraz już nie mówi się "na półrocze", wszedł jakiś nowy żargon, którego nie opłaca mi się zaczynać uczyć) - i potrwa najbliższe 2 tygodnie, a potem tydzień szaleństwa z radami i zebraniami. I - oby - spokojna przystań lutego. A ferie już prawie na wiosnę, jakoś od walentynek.

Tymczasem moje malątka ze stolycy zaczynają ferie w ten piątek i powątpiewamy, czy warto było w ogóle na te półtora tygodnia do szkoły wracać. No ale. 

A herbatka dziś śmieszna, zielony earlgrey z Irvinga:


Ja tam wolę czarnego earlgreya, ale doświadczenie ciekawe. :)

niedziela, 11 stycznia 2026

oficjalne zamknięcie czelendża 2025

 Przypominam: :)








Nie zrobiłam zaledwie kilku zadań. A wiele zadań pozostawiło jakiś skutek w moim życiu. Więc w sumie nie żałuję.

Zaczęło się w zimie. Mam dotąd wielki kubek na kawę i używam go. Pisanie papierowych listów, opornie bo opornie, ale trwa do dziś :). Piszę też dziennik dobrych zdarzeń, choć jest to spore wyzwanie i uzupełniam go czasem z wielotygodniowym opóźnieniem. 

Z wiosennego czelendżu nie zapomnę pierwszej wiosennej wielkopiątkowej nb burzy... A nowa restauracja odkryta właśnie wtedy już nie jest nowa i wracałam tam już kilkakrotnie.

Lato zapisało się odkryciem jadalnych kwiatów, a świetlik, którego upolowałam w pewnym sklepie, niestrudzenie świeci w jednej z doniczek na oknie.

No i w końcu jesień. Niezapomniane ognisko z kiełbaską i pieczonymi ziemniakami. Nowa umiejętność pieczenia chleba i rogali marcińskich. 

W ogóle myślę, że dzięki czelendżowi zrobiłam w ubiegłym roku bardzo wiele rzeczy, których sama z siebie bym nie zrobiła. Fajnie było. A nowy czelendż już jest na nowym blogu.


A dzisiejszy poranek przypominał jako żywo obrazek z książki dla dzieci "zima w miasteczku". 



Relacja ze spacerku już jest na ważce. BTW: linki do moich blogów pojawiły się na górze, tuż pod zielonym paskiem. I informacja dla zainteresowanych: ten blog nie zniknie i nie zostanie zamknięty, będzie sobie wisiał w bezmiarze sieci nawet jak się już definitywnie przeniosę w stan emerytalny. Nie ma zatem potrzeby przeszukiwania go (ani kopiowania czy drukowania ;) na tempo. Można się spokojnie zająć różnymi hm innymi obowiązkami lub też zasłużonym odpoczynkiem, szczególnie jak się z racji wykonywania owych obowiązków zmęczonym jest (a myślę, że się jest). Pozdrawiam. :)))


A herbatka dziś zielona z malinami.


Poprzednia malinowa sprzed dwóch dni była lepsza, w tej maliny zginęły (ma w składzie też porzeczkę, truskawkę i jagodę) - ale jest ok, tyle, że nie jest malinowa. :P

sobota, 10 stycznia 2026

zzzzimno

 

i pada śnieg. Nagrałam filmik na prośbę kogoś, komu złoty pył z nieba jednoznacznie się kojarzy, proszsz.


Teraz za oknem mam już porządną śnieżycę. W dzień padało bo padało, ale kosa przyśnieżyło.


Wśród miliona obowiązków zaczęłam malować po numerach zakupiony dawno temu obrazek, w kolejce czekają jeszcze trzy - no i okazało się, że farbki zdążyły powysychać, więc wyjęłam swoje farby akrylowe w tubach i improwizuję:




Może dam radę. 

A herbatka dziś zielona z ananasem z Irvinga. Ananas bardzo intensywny, smaczna.


Kartka ostatnia - mijają dwa miesiące niemal codziennych wieczorów biblijno-herbacianych. Teraz będą tylko herbaciane. Nie że zostawiam Biblię, ale od pojutrza nie będę się codziennie uzewnętrzniać. 

Więc kartka na dziś i jutro:


:)))

Tekst z jutrzejszej ewangelii:



Teofania, czyli objawienie Boga podczas chrztu Chrystusa. Po pierwsze, objawienie Chrystusa jako Mesjasza i Syna, to oczywiste. Po drugie - objawienie Boga jako Trójcy, chyba pierwsze w historii? Po trzecie, objawienie Boga jako Relacji Osób. Relacji miłości i upodobania. Bóg nie jest abstrakcyjną miłością rozproszoną bez celu we wszechświecie. Bóg jest konkretną miłością skierowaną do konkretnych osób.

I to jest chyba najważniejszy aspekt Objawienia Pańskiego.


piątek, 9 stycznia 2026

huhu ha, huhu ha

 nasza zima zła... Jest bardzo zimno, odczuwalnie zimniej niż na termometrze. Z tej okazji w karmnikach się zaptaszyło. A ja odkryłam, jak ściągnąć filmiki (nie tylko zdjęcia) z fotokarmnika. Z twardego dysku ich nie odtworzę, bo musiałabym dokupić jakiś płatny dodatek. Ale wycwaniłam się, ściągam pliki i wrzucam na YT, i tam idą. Z ciekawostek: mój kanał na YT podobno dziś skończył 12 lat. I druga ciekawostka: moje filmy wcale nie automatycznie przechodzą weryfikację o prawach autorskich i stosowności treści :P, AI czepiło się jednego z poniższych filmów, doprawdy nie wiem o co.





Przecież są wysoce niestosowne, nie nadają się dla dzieci i w ogóle. :P O prawach autorskich szkoda gadać. 

Przy okazji: ta biała płachta to kawałek zasłonki od prysznica i to jest jedyny jak na razie skuteczny gołębiochron. Ale o tym napiszę przy chwili czasu na ważce. 

Na razie tylko tyle, że w moim karmniku najczęstszym gościem jest pewien kos


Przylatuje kilka razy dziennie i przesiaduje w klatce długi, długi czas.

Zdarzają się mazurki

ale one mają wyraźny talent do unikania kamerki. Mimo to szczerze doradzam wszystkim ptakolubom inwestycję w porządną fotopułapkę.

Czasem, zwłaszcza w mroźne poranki, zalatuje pewien dzięcioł duży.



Czyżyków i szczygłów, a także dzwońców na razie nie ma. 

A herbatka dzisiaj malinowo-granatowa z Irvinga:


Herbatka niezwykle aromatyczna i bardzo przyjemnie malinowa, w smaku niemal jak domowej roboty sok malinowy u mojej babci. Granatu, jak to ja, nie wyczułam. 

Kartka, która jest poniżej, była ostatnią przewidzianą u braci protestantów, przypisano ją do dnia 24 grudnia. Prawda, że ciekawy pomysł?



Jedyny konkret, jedyna zmiana, jaką zauważam u mędrców po spotkaniu z Chrystusem, to fakt, że przestali wierzyć Herodowi. Bo otrzymali nakaz we śnie - czyli nie jest powiedziane, że widzieli anioła, może przyśnił im się jakiś układ gwiazd, na przykład. I udali się do domu. Czyli znowu wio do Galilei, wracamy z rekolekcji do prozy życia. Ale inną drogą niż wcześniej. Czyli, na przykład, nie wierzymy już Herodom.

I że taka zmiana może być niezwykle bolesna, a rozczarowanie takim Herodem bardzo gorzkie. Dużo przyjemniej było wierzyć, że Herod jest dobrym królem, który nam pomoże odnaleźć Tego, którego szukamy. A tu klops. Nikt nie lubi takich rozczarowań i trudno je unieść. Tyle, że chyba trzeba i warto.  

czwartek, 8 stycznia 2026

zima, zima, zima

 pada, pada śnieeeg!








Do pracy idę piechotą, nie jadę sankami, sanki nie dzwonią dzwoneczkami. A śnieg pada niestrudzenie mimo to.

Przy okazji spaceru - oficjalnie już zapraszam na nowego bloga, na którego za parę dni będę się przenosić. Ma bardzo optymistyczny adres: https://nameryturze.blogspot.com/  :)   Chyba tak mam, że często zmieniam blogi, potrzebuję ustawić się na nowo w rzeczywistości czasami. Tia wiem, niektórzy już sami tego bloga znaleźli, gratuluję przenikliwości. 

Ze skrzynki pocztowej wyjęłam dziś jakąś rządową broszurkę o zachowaniu na wypadek wojny. Mama przeczytała, przejęła się strasznie i obawiam się, że będę musiała od jutra kompletować wyprawkę wojenną, której w razie czego i tak nie udźwignę i nie poniosę ze sobą. Przypomina mi się, jak mama kompletowała wyprawkę do szpitala w epoce kowida. 

W pracy jak w pracy, trzeba zmierzyć się z nieuniknionym :P. Gardło odzwyczajone od gadania godzinami trochę protestuje i ciężko się wstaje po ciemku i po ciemku wraca z pracy, no ale. 

A herbatka dziś z Irvinga wiśniowa z kardamonem. Kardamonu znowu nie czuję, ale jest przyjemnie wiśniowa.


Kartka dziś z pewnym przeskokiem chronologicznym - BTW było już parę takich kartek z przeskokami, żeby w miarę wpasować się w kalendarz liturgiczny. Na Trzech Króli musiało być o trzech królach, więc opuściłam kartkę o naradzie u Heroda. A dziś wracam. Taki flashback.


BTW widać że kartka mocno protestancko postępowa, ta w środku to zdecydowanie królewna. :) 


No ale. 

Ciekawe, że mędrcy (i mędrczynie, hehe) pytali o króla, a Herod od razu zajarzył, że chodzi o Mesjasza. I może to Herod był jedynym człowiekiem w ówczesnym Izraelu, który wcale na Mesjasza nie czekał. Dobrze mu było jak było, na co mu Mesjasz. Jeszcze by wygonił Rzymian i rozwalił bardzo wygodne  układy i układziki. I chyba tylko Herod, jak nikt inny w Izraelu, mógł wpaść na pomysł, że Mesjasza trzeba zabić. 

Po drugie. Jeśli to było takie oczywiste, że Mesjasz urodzi się w Betlejem, to każdy z mieszkańców Betlejem mógł mieć poważną nadzieję, że zostanie rodzicem Mesjasza. A ludzie, którzy w Betlejem nie mieszkali, raczej musieli się tej szansy wyrzec. Tak by wynikało z ludzkiej logiki. Tymczasem Bóg, jak to On, ma ludzką logikę w serdecznym szacunku, i Robi Swoje. 

środa, 7 stycznia 2026

powrót

 do szkoły - nie bolesny, ale niezwykle mozolny. A do ferii u nas miesiąc i tydzień. W międzyczasie trzeba jakoś zajmować się mamą i ogarniać wszelkie inne życiowe sprawy... 

Dziś rozmawiałam z Panią Ha i jestem zdumiona i zadziwiona jej wiarą. Pani Ha ma za tydzień operację nowotworu. Z Kościołem miała w życiu kilka przygód, nie zawsze z jej winy. Demonstracyjnie nabożna nie była nigdy. A tu proszę. Wielu nabożnym (i sobie) życzyłabym z serca takiej wiary, jaką teraz prezentuje Pani Ha.

A herbatka dziś Irving, zielona z mango i grejpfrutem. Mango wyraźne, grejpfrut ledwie zauważalny. Dobra. 


Kartka:



To nie było tylko tak, że mędrcy dali Jezusowi jakieś tam symboliczne dary dla monarchy, proroka i męczennika, czcząc w Nim złotem króla, kadzidłem kapłana, a mirrą cierpiącego zbawiciela. Znaczy tak też było, ale oprócz wymiaru symbolicznego te dary to konkretny skarb wyjęty ze skarbca, mniej lub bardziej ciężka ofiara, oddanie czegoś, co dla mędrców było ważne i cenne. 

W kolędzie jest, że złoto to dar naszej wiary, kadzidło - naszej nadziei, mirra - naszej miłości. I każdy, kto serio wierzy, ufa i kocha wie, że to nie symbol, tylko konkret. Czasem niemożliwie ciężki, nie do uniesienia.

W liście świętego Jana jest katecheza o pożądliwościach tego świata: pożądliwości ciała, oczu i pysze tego życia. Coś, co na katechezach tłumaczyli jako pokusy "jak najwygodniej żyć (= nie cierpieć, nie wyrzekać się żadnych swoich pragnień)", "jak najwięcej mieć (co tylko oczy widzą)" i "jak najwyżej zajść (i być najważniejszym)". BTW to są pokusy, które Chrystus przerabiał potem na pustyni. Do nich odnoszą się zalecenia postu, jałmużny i modlitwy - konkretnych sposobów walki z tymi trzema Janowymi pożądliwościami. A jeśli tak, to ofiara złota jest odrzuceniem pokusy posiadania, ofiara mirry - odrzuceniem pokusy wygodnego, przyjemnego życia bez cierpień, ofiara kadzidła - odrzuceniem pokusy zrobienia kariery czy postawienia siebie możliwie wysoko, choćby na miejscu Boga. Bo paląc Bogu kadzidło stawiam siebie w pozycji pokornego sługi Boga. 

Można dalej ciągnąć temat przez rady ewangeliczne, które podejmują niektórzy, a które w zasadzie powinny (w sposób i w stopniu odpowiednim do powołania i stanu życia) dotyczyć tak naprawdę każdego wierzącego i oszczędziłoby nam to wielu kłopotów. Ofiara złota to podjęcie ubóstwa. Ofiara mirry to podjęcie czystości, nie tylko seksualnej, chociaż dla paru osób właśnie ta seksualna to bolesny sport. Ofiara kadzidła, czyli uznanie, że jestem sługą, nie Panem, to podjęcie posłuszeństwa. 

Tak czy siak, dary mędrców to konkret, nie tylko symbol. Twoje skarby, które oddajesz Mesjaszowi Panu. Lub nie oddajesz. 

wtorek, 6 stycznia 2026

Trzech Króli

 





upłynęło mi głównie na przygotowywaniu się do jutrzejszych zajęć, gotowaniu obiadu i byciu z mamą. Teraz łeb mi pęka, nie wiem, przez pogodę czy z nadmiaru rozkoszy, że jutro pracuję. Osobiście podejrzewam, że 99% nauczycieli ma dziś problemy zdrowotne na tle neurotycznym. Z zachwytu, że wracają do roboty. Ja mam przynajmniej tą pociechę, że wracam tak ostatni, daj Boże, raz.

Przebrałam ciuchy i wytypowałam trochę do oddania, nawet je uprałam, ale kłopot w tym, że nikt teraz ubrań nie chce. Pojemnik na używaną odzież na osiedlu jest pełny i obstawiony dookoła torbami pełnymi ciuchów. I nikt tego nie wywozi. Więc ostatnie zadanie czelendża pewnie pozostanie bez realizacji. Tymczasem mama przechwyciła filcowe muchomorki i zdaje się nie zamierza ich oddawać, więc mam z głowy problem, co zrobię z muchomorkami. 

A czelendż na nowy rok szykuję mniej zadaniowy (chyba mam chwilowo dość zadaniowości) a bardziej botaniczno-kreatywny. 

Tymczasem herbatka. Dziś zwykła czarna z Irvinga. Cięższa i jakaś taka inna, z innym posmakiem niż np. z Adalberta. Rzecz gustu, ale dla mnie z Adalberta smaczniejsze.


Kartka.



Mędrcy wiedzieli już, że trzeba iść do Betlejem, a mimo to potrzebowali gwiazdy, bo ucieszyli się, kiedy ją zobaczyli. Może nawet nie tyle potrzebowali drogowskazu (Betlejem duże nie było i dzieci nie urodziło się tam ostatnio specjalnie dużo raczej), co potwierdzenia znaku? 

Weszli do domu. Nie do stajni. Józefa nie było, może załapał jakąś robotę. Tak czy siak, Maryja i Józef siedzieli w Betlejem i nie wracali do domu, do Nazaretu. Czekali, aż Dziecko urośnie trochę? A może z Betlejem było blisko do Jerozolimy i nie opłacało się iść do Nazaretu i wracać za miesiąc do Jerozolimy na wykupienie pierworodnego? 

A Mędrcy upadli przed Nim na twarz. I cały czas pytanie: za kogo Go uważali. Bo przed królem też padano na twarze. Więc magowie wcale niekoniecznie od razu widzieli w Nim Boga. I dlatego nie do końca wierzę w dzisiejsze kazanie o tym, jak to mędrcy w Betlejem się nawrócili i wrócili do swoich krajów przekonani, że jest jeden Bóg i On zesłał na świat Swojego Syna. Normalnie żydzi mesjanistyczni :P. 

To, że Bóg Się Objawił poganom wcale nie oznaczało, że Go poprawnie zidentyfikowali i z automatu stali się Jego wyznawcami?