długo oczekiwanym. W końcu.
992.
znaczy, ciemno już jest. Mama znowu ma hiperfazę, co oznacza, że ja muszę działać na podwyższonych obrotach, żeby za nią nadążyć. Jest gorąco i sucho, ogród trza podlewać, kosy się kąpią (zdjęcia z fotopułapki)
ja, oczywiście, wykąpać się nie zdążyłam. :P
Dobrze, że chociaż sowa się świeci. :P
991.
mnie było trzy, jedna mogłaby się skoncentrować na zadowoleniu mamy, a dwie pozostałe może dałyby sobie radę z resztą spraw. :P Jak zakupy, pranie, sprzątanie, naprawianie podartych ubrań, gotowanie, jedzenie, spanie i takie tam. Gdyby mnie było cztery, czwarta załatwiałaby spotkania towarzyskie. A gdyby mnie było pięć, to ta piąta mogłaby powiedzieć całemu światu, żeby się od***ł, dał mi święty spokój i schować się gdzieś, gdzie nikt nic by ode mnie nie chciał ani nie oczekiwał. Najlepiej w ogródku albo na wąwozach i z aparatem fotograficznym w torebce. :P A, o pracy zawodowej z okazji wakacji zapomniałam. To by była ta szósta ja, a może i siódma.
Niestety, jestem jedna i muszę sama dać sobie radę z całym nawałem spraw, na które naprawdę nie mam ochoty. Priorytetem jest, jak zawsze, żeby cały świat dookoła mnie był ze mnie zadowolony :P, a cała reszta (czyli ja) się nie liczy. Tylko że do zadowolenia reszty świata powinno mnie być co najmniej kilka. Że nie wspomnę, że do skutecznego zadowolenia niektórych z tej reszty nie spełniam ani jednego z niezbędnych warunków. Więc przechlapane.
Zadawalanie całego świata jest u mnie czysto egoistyczne, obawiam się. Otóż logika jest taka, że świat zadowolony nie czepia się o nic i niczego nie chce. Więc lepiej go uprzedzić i zadowolić, zanim zacznie się czepiać i czegoś domagać. I wszystko byłoby ok, gdyby mnie było z siedem... bo jedna nie wyrabiam.
Nawet puszczyk się ze mnie, idiotki, śmieje :klik:.
Na jego cześć na moim balkonie zamieszkała sowa.
Sowa w ciemności świeci oczami.
I generalnie to widać wtedy głównie oczy.
I to, że ta sowa działa, znaczy świeci, jest jedynym, co mi się dzisiaj udało. :P. No nie, w sumie to wysłałam też umowę do wydawnictwa. Ha.
990.
odparł dzięcioł.
malutka pliszka siwa pod moim oknem, w centrum miasta. Za moich czasów pliszki mieszkały na wsi, widywało się je co najwyżej w parku, ale w mieście? Nigdy. Tymczasem musiały się gdzieś tu zagnieździć...
I już takie maleństwo siedzi na gałęzi i kiwa ogonkiem.
A ja tymczasem dalej piorę wszystkie ciuchy po kolei, powoli sprzątam kuchnię, plewię ogród, jutro zacznę kisić ogórki.
Ze spraw kreatywnych to zaczęłam dłubać zakładki. Magda, napisz mi, jakie miały być te kolory, bo kojarzę chyba coś z niebieskim?
987.
i nawet modraszki ociekają deszczem.
Mokre piegżeSwoją drogą, dwa wyjątki ortograficzno-ornitologiczne w jednym wpisie: piegże i jerzyki.
Łażę z mamą po kolejnych specjalistach, robię zakupy, maluję parasolki (bo deszcz), puszczam kolejne pralki, prasuję, co poprałam... przeraża mnie ilość sprzątania w perspektywie na kolejne dni.
986.