niedziela, 7 kwietnia 2024

dłuuugi spacer

 prawie letni, a już na pewno majowy. :) Było dobrze ponad 20 stopni. Sprawozdanie zaraz na Ważce, bo trza coś napisać, zanim wiosna ucieknie... Taka zajawka tylko, proszszsz. 


Druga część dnia spędzona nad sprawdzaniem prac i przygotowywaniem zajęć. I kombinowaniem, jak to jutro zrobić, żeby tak poskładać wszystkie obowiązki, żeby starczyło czasu na wypadzik do ogrodu jeszcze. I że - sądząc po prognozach -  w tym roku sprawdzi, że jakie Zwiastowanie, takie Zmartwychwstanie, czyli że taka sama pogoda. Bo w tym roku Zwiastowanie jutro, a pogoda tak samo piękna, jak była w Wielkanoc. 

902.

sobota, 6 kwietnia 2024

dawno temu w trawie

 






Zwijam się jak mogę, ale jeszcze dłuuuugo ogrodu nie ogarnę. Jak nie praca, to lekarz z mamą i rzadko kiedy mam czas się na ogród wyrwać. A jak już mam, to - głupia baba - nie mam jednej dziesiątej tej siły, którą chciałabym mieć.

Naprawdę zupełnie nie rozumiem, czemu Stworzyłeś mnie kobietą i jakie z tego niby ma być dobro. Nawet grządki nie daję rady skopać, Wiesz? 

901.

piątek, 5 kwietnia 2024

czwartek, 4 kwietnia 2024

otwieram sezon na smoki

 




Wykopałam je z norek pod korzeniami przesadzanej lawendy, szałwii i tymianku. Bo przenosiłam ziołownik.


Poza tym kwitnie wszystko naraz i na potęgę.









899.

środa, 3 kwietnia 2024

wio do Galilei

 bo Kazałeś. 

A moja Galilea, Zajordanie pogan, to cały ten życiowy bardzo prozaiczny bałagan, do którego dziś wróciłam, i owszem. Nawet bez przytupu. Na przytupywanie nie starczyło siły. W zmaganiach o menopauzę znowu przegrałam kolejne 0 do 1 i znowu najchętniej kazałabym sobie wyciąć całość tej maszynerii, ale pomna na przygody pewnego pana na O. z chrześcijańskiej starożytności póki co dzielnie się powstrzymuję :P. To prawie jak z emeryturą: nie wiem, ile jeszcze, ale mam nadzieję, że już chyba bliżej niż dalej. Whatever, nie zamierzam w końcu pracować kolejnych 30 lat. Ani też krwawić co miesiąc kolejnych lat 40. Więc chyba mimo wszystko bliżej. Niż dalej. 

A jutro - oprócz, rzecz jasna, pracy - czeka mnie zrobienie mamie posiewu moczu (fascynujące, nieprawdaż?) i załatwienie jej przedłużenia umowy na telefon na jakichś w miarę sensownych warunkach. 

A pogoda u nas tymczasem taka:




Mniej więcej.

898.

wtorek, 2 kwietnia 2024

zima to nie jest

 ale lato, jakie mieliśmy do wczoraj, też nie. Dzień przepadany i dużo zimniejszy - akurat że deszcz, to dobrze, bo te upały wysuszyły ziemię niemożliwie już. A ja wykorzystałam dzień na porządki w roślinach.

Szlumbergera w najlepsze twierdzi, że to jeszcze zima. 


Mimo to wysiałam rozsady


... bo po Wielkanocy nawet łzawica się obudziła - siana półtora miesiąca temu jakoś. 


Posadziłam też nabalkonne bratki, ale nie na balustradzie, bo wiatr łeb urywa.



Resztę dnia spędziłam na przygotowywaniu lekcji na jutro. Ponad godzinę szukałam jakiejś matury próbnej, której jeszcze nie robiłam i mogłabym zrobić. :P Do tego trzy testy (i ćwiczenia powtórzeniowe przed każdym z nich), do tego sześć jutrzejszych lekcji. Marzę o dniu zakończenia roku przez klasę 4 :) - odejdzie mi sześć godzin z tygodnia... Kasy dostaję odpowiednio mniej przez cały rok, wyliczają jakoś tam średnią z miesięcy z klasą 4 i bez klasy 4 i tą średnią od września płacą. Więc braku kasy nie odczuję. BTW żadnej podwyżki do dziś dnia nie dostałam. Szkoła niepubliczna. Podobno podwyżki i do nas idą, ale chyba piechotą i okrężną drogą przez całą Eurazję. Może są teraz na Kamczatce? A może ktoś w Singapurze je widział, hę?

Ciekawe, co będzie najpierw: podwyżka czy emerytura. :P

897.

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

nakarmić 11

 qrcze, drużynę piłki nożnej :P, no. Więc nakarmiłam i padłam. I serdecznie współczuję babom, które karmiły apostołów. 

Dziś odpoczywam. W końcu.











Uprzedzając wątpliwości, ten biały paw jest żywy. :)

896.