okołourodzinowa zdjęć.
1008.
jeśli się nie jest rojnikiem.
albo rybką w klimatyzowanym akwarium.
Ta czarna ustawiona frontem do szyby wygląda jak wodna odmiana kosmity.
1005.
wyjęta ze skrzynki, podpisana, teraz tylko czekam.
Czekając oglądam Kazimierz.
i to konsekrowane na grillu?
Odmawiają różaniec.
Z szyszek.
zamieniliśmy sobie na medalik albo dwa kawałki szmatki sześć na dziewięć, podobnie jak wiarę zamieniliśmy na praktyki pobożnościowe, a liturgię życia na paciorek. Tymczasem szkaplerz to fartuch roboczy. Szmata, którą Jezus przepasał się, żeby myć nogi (i w tą szmatę je wycierać). Fartuch kuchenny, w który babcia wycierała spracowane ręce, w który zbierała zabłocone, mokre od rosy jabłkowe spady i niosła je do kuchni, żeby kompot ugotować.
Szkaplerz był po to, żeby się zabrudzić, żeby można go było zdjąć i codziennie (albo częściej) przeprać bez potrzeby prania habitu. Szkaplerz to życie, nie pobożność. Tak samo jak wiara czy liturgia. Jeśli masz wiarę, będziesz wołać do Boga, czyli modlić się. I będziesz sprawować liturgię. Amen. Jeśli nie masz wiary, jeśli nie masz życia wiarą, możesz odmawiać różańce, słuchać radj :), a ilością przyjętych komunii zakasować wszystkie tabernakula w mieście, i nic ci to nie pomoże.
Dlatego szkaplerz jest ważny. I taka była Miriam. Radia nie słuchała, różańca nie odmawiała, nie jestem pewna, czy była chociaż raz na jakiejś mszy. Ale wierzyła Bogu i była służebnicą. Nie odeszła, kiedy na Golgocie zawalił się świat. Kiedy w życiu Słowo totalnie zawiodło. I wystarczyło.
Dziś mój szkaplerz to bawełniana bluzka na ramiączkach, bo upał straszliwy, a muszę w końcu ten kibel umyć. A jeśli tradycja ma zostać podtrzymana, to dziś będziemy mieli burzę. Co daj, Pani Szkaplerzna, Służebnico Pana.
edit wieczorem:
Burza, a jakże, była, chwała Bogu.
o poranku, ledwie wyłaniające się z mgieł
i w słoneczne popołudnie.
Szłam do ogrodu i wracałam z ogrodu, znaczy.
Szkoda mi, że szerszenie już obgryzają bez - znaczy, kończy się lato.
Przechodzą na paszę cukrową z białkowej, czyli nie trzeba już karmić larw, można się obżerać.
Wrzosy już w pąkach.
Dokwitują ostatnie lilie tygrysie
i nawet Salomon w całym swoim przepychu, tak, wiem.
A supermarket z sąsiedztwa rozpoczyna promocję na artykuły szkolne.
Jesień idzie, nie ma na to rady...
1000.