sobota, 20 lipca 2024

za gorąco

 jeśli się nie jest rojnikiem.

albo rybką w klimatyzowanym akwarium.


Ta czarna ustawiona frontem do szyby wygląda jak wodna odmiana kosmity. 

1005.

piątek, 19 lipca 2024

umowa z wydawnictwa

wyjęta ze skrzynki, podpisana, teraz tylko czekam.

Czekając oglądam Kazimierz. 

 







Pogapiłam się na jaskółki.






Poza tym osiągnęłam poziom mistrzowski w konkurencji chowania kamienia przygniatającego kiszone ogórki. I Magda mówi, że to prawda. Rada: kamień należy sprytnie schować na dnie garnka, pod ogórkami. 

1004.

czwartek, 18 lipca 2024

co robią dziewice

 i to konsekrowane na grillu? 

Odmawiają różaniec. 

Z szyszek.



A sowa świeci za nas oczami. Dwie sowy.


Poza tym:




1003.

wtorek, 16 lipca 2024

szkaplerz

 

(zdjęcie z https://swieccy.dominikanie.pl/)

zamieniliśmy sobie na medalik albo dwa kawałki szmatki sześć na dziewięć, podobnie jak wiarę zamieniliśmy na praktyki pobożnościowe, a liturgię życia na paciorek. Tymczasem szkaplerz to fartuch roboczy. Szmata, którą Jezus przepasał się, żeby myć nogi (i w tą szmatę je wycierać). Fartuch kuchenny, w który babcia wycierała spracowane ręce, w który zbierała zabłocone, mokre od rosy jabłkowe spady i niosła je do kuchni, żeby kompot ugotować. 

Szkaplerz był po to, żeby się zabrudzić, żeby można go było zdjąć i codziennie (albo częściej) przeprać bez potrzeby prania habitu. Szkaplerz to życie, nie pobożność. Tak samo jak wiara czy liturgia. Jeśli masz wiarę, będziesz wołać do Boga, czyli modlić się. I będziesz sprawować liturgię. Amen. Jeśli nie masz wiary, jeśli nie masz życia wiarą, możesz odmawiać różańce, słuchać radj :), a ilością przyjętych komunii zakasować wszystkie tabernakula w mieście, i nic ci to nie pomoże. 

Dlatego szkaplerz jest ważny. I taka była Miriam. Radia nie słuchała, różańca nie odmawiała, nie jestem pewna, czy była chociaż raz na jakiejś mszy. Ale wierzyła Bogu i była służebnicą. Nie odeszła, kiedy na Golgocie zawalił się świat. Kiedy w życiu Słowo totalnie zawiodło. I wystarczyło.

Dziś mój szkaplerz to bawełniana bluzka na ramiączkach, bo upał straszliwy, a muszę w końcu ten kibel umyć. A jeśli tradycja ma zostać podtrzymana, to dziś będziemy mieli burzę. Co daj, Pani Szkaplerzna, Służebnico Pana. 


edit wieczorem:

Burza, a jakże, była, chwała Bogu.





Z gradem.


1001.

poniedziałek, 15 lipca 2024

to samo miejsce

 o poranku, ledwie wyłaniające się z mgieł


i w słoneczne popołudnie.


Szłam do ogrodu i wracałam z ogrodu, znaczy.

Szkoda mi, że szerszenie już obgryzają bez - znaczy, kończy się lato.


Przechodzą na paszę cukrową z białkowej, czyli nie trzeba już karmić larw, można się obżerać. 

Wrzosy już w pąkach.




Dokwitują ostatnie lilie tygrysie



i nawet Salomon w całym swoim przepychu, tak, wiem.

A supermarket z sąsiedztwa rozpoczyna promocję na artykuły szkolne. 

Jesień idzie, nie ma na to rady...

1000.