niedziela, 20 czerwca 2021

spieszę donieść

 najnowsze rewelancje z pola ogólnozawodowego i pokrewnych.

Na początek przepis: jak w ciągu 30 sekund pokłócić się z szefową :P. Do tego całkowicie zdalnie, najlepiej na odległość przekraczającą 50km. Otóż. Jeśli twoja szefowa, także anglistka z aspiracjami, po kilkugodzinnym namyśle prześle ci tłumaczenie typu The hope for success of secondary school teachers and their professional role, a ty w ciągu pół minuty wyskoczysz z tekstem typu Success expectation as related to the professional objectives of secondary school teachers, to, jak wskazują eksperymenty in vivo, na pewno masz prze-rą-ba-ne. :P 

Po drugie. W ostatnich tygodniach w szkole nauczycieli wybiło, choroby, zwolnienia, totalny bałagan, plan układany i przekładany co 5 minut, rekord: uczyłam trzy klasy jednocześnie, bo nie było kadry. Drugi przepis na niemal to samo, tylko szefowa inna. Jeśli szefowa dzwoni do ciebie i opii*** cię na różowo, dlaczego nie zamieściłaś planu lekcji na stronie internetowej szkoły, odpowiedz, że z dziką rozkoszą plan zamieścisz w ciągu minuty, ale _musisz_ najpierw go mieć, najlepiej od PT Rozmówczyni, bo w jej zakresie obowiązków zawodowych zapisano dokonywanie zmian w tygodniowym rozkładzie zajęć. :P. Po czym jak szefowa zaczyna ci niniejszy plan dyktować, uświadom jej, że nie posiada najnowszych informacji na temat absencji w kadrze. :P 

Po trzecie. Trzeba było pilnie podjąć ekhem pewien terminowy i bardzo intensywny ekhem wolontariat, który pochłaniał każdą wolną chwilę w ciągu ostatnich dni. Mam wszakże nadzieję, że największy nawał zadań z powyższym związany mamy już za sobą. Przy okazji miło było się dowiedzieć, że zostało jeszcze dwóch ludzi na poziomie w grupie, której nie lubię. :P

Cukiereczek na koniec. Koleżanka po fachu zgłosiła się do terytorialsów. Kwestie mi całkowicie obce, co wyraziłam w rozmowie, podczas której relacjonowała przebieg rozmowy wstępnej w WKU. Anim ratownik medyczny, ani do broni palnej się nie palę :P (co może dla niektórych i lepiej :P), na łącznościowca takoż ani predyspozycji, ani wiedzy u siebie nie widzę... Na co koleżanka po fachu spuentowała: mogłabyś być KAPELANEM :P. 

:)))))

piątek, 11 czerwca 2021

jak widać, naprawdę nie wyrabiam

 ostatnio śpię po 5-6 godzin na dobę. Z reguły, nie incydentalnie. Wczoraj około 20.00 odczytałam maila (wysłanego koło 18.00), że jedna mama prosi o spotkanie ze mną w szkole w piątek, znaczy dziś, o 17.00. Gdybym miała na drugie Pan Bóg, może bym pomyślała o jakimś cudzie... Odpisałam, że nie mogę, i że szkoła pewnie już będzie zamknięta. Nie odezwała się. Za późno wysyłam maile, kto wysyła maile o 20.00 do ludzi, prawda? :P

W technodebilstwie swym wczoraj nie trafiałam z smsami do właściwych adresatów albo wysyłałam właściwym adresatom puste wiadomości. Nie umiem obsługiwać tego smartg*. Po roku ciągle nie umiem go obsługiwać i najchętniej bym go wyrzuciła. 

Życie jest dla mnie za trudne. 

środa, 9 czerwca 2021

dalej nie wyrabiam...

 Dziś będzie w obrazkach:

Nowoczesne technologie nawadniania kropelkowego, jeśli nie masz instalacji do nawadniania kropelkowego:



W workach jest woda, która z wolna przesiąka do gleby. Fajny patent.


A poza tym...




Dokładnie tak. :P

wtorek, 8 czerwca 2021

nie wyrabiam

 mogłoby mnie być ze dwie albo trzy, może bym wtedy ogarnęła... jedna by się zajmowała tylko pracą i  miałaby co robić większość doby. Druga zajmowałaby się tylko mamą, pewnie ta by zwariowała na trzeci dzień, ale przynajmniej reszta by miała z głowy :P. Trzecia mogłaby wtedy spokojnie ogarnąć ogród. Czwarta zajęłaby się sprawami kościelno-formacyjnymi, i ta by miała najwięcej wolnego :P. 

Rano lekcje, potem nie mogłam wyjść z pracy, bo akurat w dzielnicy pracowej lał deszcz (godzinę czekałam, aż przejdzie), potem zakupy, obiad, ogród - który musiałam podlać, bo w dzielnicy ogrodowej nie padało, tylko smażyło, biegiem na ostatnią internetową mszę (oczywiście się spóźniłam), potem obrabianie płatków róży i listków koperku, które przyniosłam, potem sprawdzanie uczniowskich prac... 

Podobno w tą sobotę mamy sqpienie w Lbl. Jak akurat zdążyłam napisać smsa, że mogę, mama oświadczyła, że oczekuje, że w sobotę pojadę z nią na cmentarz... w sobotę przyjeżdża brat, pojadą razem. Ja w takim razie wybiorę się jutro po pracy, zrobię porządek, żeby  mogli przyjechać na gotowe :P, bo inaczej matka mi tam padnie trupem, tak będzie sprzątać i pucować... Nie łudzę się, i tak będą sprzątać, poprawiać i pucować, ale może już przynajmniej nie padnie :P. 

Zadzwonię do ciebie jutro, Kawo z m., mam kilka pytań. Jak zajrzysz rano, możesz dać mi znać, o której mniej więcej można dzwonić, dobrze? 

Wieczorem wpadłam jeszcze do mamy zapuścić jej do oczu krople, a ona mi oświadcza z pełnym przekonaniem, że jutro przecież nie pracuję, bo środy mam wolne :P. Od kiedy? - dziwię się. Pewnie jej się z Bożym Ciałem pomyliło? :P Więc znowu musiałam zawieść kilka matczynych oczekiwań  - albo sprężyć się jak mała sprężynka i zrobić to wszystko _po_ pracy. Najlepiej w drodze na cmentarz. :P 

Naprawdę, mam już tak dość tego wszystkiego, że zostawiłabym cały ten *** bez mrugnięcia okiem. 

PS a w ogóle to bym chciała, żeby ktoś za mnie jadł, spał i spełniał pozostałe funkcje fizjologiczne, wtedy miałabym dużo więcej czasu i sił. :P Po co mi to wszystko, no. Chciałabym nie musieć spać, nie musieć jeść ani pić, nie musieć miesiączkować, nie zapadać na choroby, nie męczyć się, być w przynajmniej pięciu miejscach na raz i w każdym wykonywać inne czynności, których ktoś akurat ode mnie oczekuje, takie tam. Jak o tym myślę głębiej, to chciałabym wyrzucić z siebie to wszystko, co jest mną, a pomnożyć to wszystko, co spełnia czyjeś oczekiwania/pragnienia/potrzeby. Bo ja naprawdę w tym wszystkim jestem najmniej potrzebna w sumie, tylko przeszkadzam. Jakby tak mieć pięć robotów do spełniania ludzkich (i Bożych?) życzeń zamiast jednej mnie, która tylko wiecznie sprawia kłopoty, nigdzie nie zdąża i dla nikogo nie ma czasu, bo akurat musi robić co innego/być gdzie indziej,  nie byłoby lepiej, hę?