poniedziałek, 4 stycznia 2021

nie no, to nie może dziać się naprawdę :)

 jakim cudem widziałam dziś pięć białych czapli? :))) Poważnie zaczęłam już podejrzewać, że one wcale nie są białe, że to czaple siwe, tylko widziane pod słońce tak na biało się świecą. :P 







Czapla naprawdę siwa była tylko jedna. :)


Były też kormorany, ale dziś dużo, dużo mniej. 


(tia, złap kormorana w kadr....)




Nurogęsi dziś widziałam wszystkiego dwie, a w zasadzie dwóch... Nie wiem, może poczuły, że zima idzie?

Z innych były sójki




i sroki.

Z jeszcze innych, wiewióry.

Jutro ma cały dzień lać, a potem ma być zima...


niedziela, 3 stycznia 2021

wezwanie litanii

 nieco dwuznaczne dziś:

Jezu, _korono_ Wszystkich Świętych, zmiłuj się nad nami. 

 Parsknęłam śmiechem. Drugi raz parsknęłam czytając ogłoszenia parafialne, jak to zamiast wizyty kolędowej zapraszają parafian na msze w  małych grupach, żeby uniknąć zakażeń, a na wtorek na 18.00 zapraszają... _całą_ moją ulicę, 13 bloków, po 37 mieszkań w każdym, na jedną mszę. 13 razy 37 razy niech cztery osoby w mieszkaniu to prawie dwa tysiące osób... Niech przyjdzie jedna czwarta, to już 500. Do tego msza ma jeszcze 3 inne intencje, bo to koncelebra. Ja dziękuję, w takich warunkach naprawdę możecie mnie nie błogosławić. Przypominam, że śmiałam się już na wiosnę, jak ogłosili, że w warunkach pandemii w naszym piętnastoarowym :P kościele może bezpiecznie przebywać setka :P. 

Naprawdę wolałabym, żeby Kościół jasno się określił, na przykład że ma głęboko zalecenia sanitarne, bo wierzy w Boga. Ale wtedy konsekwentnie: komunia do paszczy, żadnej dezynfekcji, żadnych szczepionek, żadnych ograniczeń liczbowych, ale też chodzimy po chorych, pracujemy na oddziałach zakaźnych jako duszpasterze, prowadzimy normalne pogrzeby zmarłych na kowid, idziemy z sakramentami do umierających na wirusa. Wierzymy w Boga albo nie. Tymczasem żyjąc sobie we względnym bezpieczeństwie (bo na przykład do chorych lepiej nie chodzić, a w szpitalach też nas nie widzieli....) kłamiemy, że przestrzegamy ograniczeń, a mamy je głęboko. Bogiem wycieramy sobie wiadomo co, zasłaniając naszą głęboką wiarą to, że w żywe oczy bezczelnie kłamiemy. Te kłamstwa bardzo mnie denerwują i wystawiają resztki mojej miłości do Kościoła, może już popłuczyny po popłuczynach po miłości, na coraz cięższą próbę. Żałuję, że dożyłam tego czasu, wolałabym umrzeć w naiwności i w przekonaniu, że wszystko jest, jak być powinno... 


wieczorem

ćwiczyłam robienie makr (w roli głównej pierwsza w tym roku prymulka w ogrodzie):


(a tu w roli głównej porosty na mirabelce:)


Ponadto kilka zdjęć w stylu creepy :) w rolach głównych gawrony:



i sójka na czterech różnych ISO :)))

auto, czyli nie wiem ile, chyba 200


1600


800


i 400


Rzadko kiedy model jest na tyle cierpliwy, żeby pozwolić nastawić odpowiednie światło :P. A korekta wszystkiego nie załatwi...

Zdjęcie pierwsze po korekcie:


sobota, 2 stycznia 2021

ciemno się robi o 16.00

 zawsze to jakieś postępy w długości dnia. :P Słońca u nas było dziś tyle co ta różowawa smuga nad horyzontem.


Przyleciała mi do karmnika sikora sosnówka, ale nie udało mi się jej zdjąć, może wróci. Tu w kiepskiej jakości na modrzewiu.




Widać, że nie ma krawata na brzuszku? :)

Za to w całkiem dobrej jakości gawron.



i dwa pawie-samczyki, ale jeszcze niedojrzałe do ogonów.


Fajnie patrzeć na nie tak od pisklaka do prawdziwego pawia :))).

A nieornitologicznie: wiewióry.



Większość dnia mozolnie przebierałam pliki na starym komputerze. Z zamiarem oddania go na złom :P po wyczyszczeniu. 

piątek, 1 stycznia 2021

z Nowym dla miłośników

 fajerwerków






Dzięciołów (zielonych), kosów i kowalików




Pań gil



Panów nurogęsi



Kormoranów, wron i czapli




Łabędzi (albo ich cieni)


(na zdjęciu powyżej za łabędziami jest taplająca się nurogęś i kilka kormoranów)

wróbli


i nadwiślańskich pejzaży.





Dziś woda trochę czystsza...

Z ciekawostek: łażąc nad Wisłą zgubiłam dziś torbę, kompletnie pustą, tylko z jedną zapasową maseczką w foliówce. Znalazłam ją wracając :P, ale co się ffffkurzyłam, to moje. Ffffkurzyłam się też na pewnego (epitet), co na plażę wjechał motorem i wypłoszył mi z zasięgu migawki całe ptactwo. Kozak jeden, patrzcie go, motorem na plażę potrafi. Chmurzyska, lekka mgiełka, kompakt sobie nie radzi... Nieodmiennie marzy mi się teleobiektyw i jeśli tylko znajdę jeden dobry powód, żeby w coś takiego zainwestować, to pewnie zainwestuję.  No bo kupować za ciężkie dziesiątki tysięcy dobry sprzęt (aparat 3 tys plus ze trzy obiektywy po tyleż) po to, żeby poleżał w szufladzie, a spadkobiercy się zastanawiali, co to - nie ma sensu. Gdybyż można było coś sensownego takim sprzętem robić, coś dobrego może - to jeszcze tak. Dla fanaberii i zachcianek naprawdę nie ma sensu. 

Z innych, nie wiem, czy smutnych: umarł mój Pierwszy Formator i znowu zastanawiam się, czy on widzi, wie, czy go obchodzi, ile teraz rozumie z tego, co się tu zadziało. Czy mogę na niego liczyć jak na przyjaciela, sojusznika w tej walce. Łapię się, że najchętniej skompletowałabym se jak Aragorn jakąś Armię Umarłych, co by mi pomogła walczyć, jeśli ten świat... no właśnie. :P 

A Słowo z sylwestra, hm.

Nie wiem, Tyr jestem czy Jerozolima. Pewnie okaże się na koniec roku, najwcześniej :P. Jeśli Słowo rzeczywiście Jest Obietnicą. 
A jeśli Jest i jeśli Jerozolima, to z serca doradzam niektórym szczere nawrócenie. Jednak.