Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sebastian, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Sebastian, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2024

pustułka

 

a raczej pustułek, bo to on. Pustułek Pucio. Tak wiem, Pucio to był krogulec. Więc może inaczej: sokół Sebastian?


Sebastianka zdybałam na wieży obserwatorium astronomicznego. Ciemnawo już było, chwilę przed zachodem słońca, więc Sebastian się nieco rozpikselował.


Jednakże sądząc po stopniu ob***nia gzymsu, Sebastian (a może jego rodzina?) siada tam na tyle często, że może kiedyś dopadnę go w lepszym świetle? 

Po pracy wyskoczyłam na godzinkę na ogród. Przywitał mnie strzyżyk i zrobił mi karczemną awanturę. Siadł o wyciągnięcie ręki i się na mnie normalnie darł. Nie wiem, czy o to, że mnie długo nie było i woda z poidełka wyschła, czy może o to, że przylazłam niewiadomopoco :) i straszę strzyżyki. Chciałam mu też zdjęcie pyknąć, ale akurat prowadziłam ważną rozmowę telefoniczną. Zanim skończyłam, strzyżyk się wypyszczył i odleciał. 

A w ogrodzie mam straszliwą suszę. I resztki kwiatków.





1071. 

środa, 27 sierpnia 2025

śliwki, ogród, Sebastian

 i milion innych spraw do załatwienia. Na liście rzeczy do zrobienia dziś miałam 20 pozycji, wykreśliłam dziewięć. 11 zostaje na kolejne dni. Nie że nie dojdzie nic nowego, hehe.

Jedną z tych spraw są śliwki.


Miały wylądować w occie, ale mama orzekła, że są za bardzo dojrzałe, więc wylądują w dżemie.

Kolejną sprawą było podlanie ogrodu, bo u nas susza absolutna i wcale nie ciepło - a przy podlewaniu nawet zimno. Przy okazji ganiam niszczące wszystko nornice i zmieniam nieco hm ogrodowy wystrój.





Nie wiem, czy nornica to też włamywacz.

Sebastiana nakryłam na gzymsie kiedy było jeszcze, powiedzmy, widno.



Podejrzewam, że taki Sebastian potencjalnie mógłby mi pomóc rozwiązać nornicowy problem. Ale jak go poprosić grzecznie a skutecznie?

A jutro już oficjalnie wracam do roboty... :( Dałby Bóg, że ostatni raz wracam. Na chwilę obecną mam 21 godzin i wcale nie chcę mieć więcej. 

1307.

poniedziałek, 1 września 2025

obiecałam pokazać

 torbę. Patentu nie zastrzegłam, kto ma ochotę, niech powiela.

Z jednej strony torba ma kieszonki na uczniowskie telefony (numery odwrotnie, bo zdjęcie w lustrze). Z drugiej strony są dwie wielkie kieszenie: górna na laptopa (oryginalny pokrowiec kupiony z laptopem przyszyty do odwrotnej strony kieszonek na telefony), dolna szara na nauczycielski kapownik, piórnik, chustki do nosa, głośnik blutufowy, ładowarkę i co się tam jeszcze zmieści. Wszystko na jednej taśmie na ramię. I tym sposobem może chociaż przez ostatni rok pracy nie będę kilka razy wracać do sali bo nie zabrałam się ze wszystkim, co powinnam do sali zabrać. :P



(Z tego co wiem największa moja klasa w tym roku liczy 7 osób.) (Nie macie mi co zazdrościć, bo większość to dzieci specjalnych potrzeb edukacyjnych.)

A oprócz rozpoczęcia ostatniego daj Boże roku szkolnego odwiedziłam dziś rodzinny cmentarz


podlałam ogród



(Marcinki pozdrawiają Magdę)

i spotkałam Sebastiana.



Sebastian zasiada na wieży o zmroku i wątpię, czy zrobię mu kiedyś jakieś porządne, ostre zdjęcie.

1311.

wtorek, 12 sierpnia 2025

moje liturgiczne imieniny

 i kolejny niezwykle zabiegany dzień. Na liczniku niemal 20 tysięcy kroków... 

Chodzenie z mamą na zabiegi zapełnia dzień do południa. Potem jeszcze obskoczyłyśmy podologa i wieczorem pobiegłam podlać ogród. Zaczynają się upały i ogród, dla odmiany, zdycha. Wracałam już po ciemku. Zadzieram głowę ku dachowi obserwatorium


i zdaje mi się, że na gzymsie siedzi Sebastian Sokół.


Po maksymalnym rozjaśnieniu - rzeczywiście siedzi. :)


Kiedyś go dorwę przy lepszym świetle, a stęsknionych za Sebastianem już zapraszam do wpisów ubiegłorocznych - tu i w okolicach.

Z imieninowych atrakcji udało mi się wyskoczyć na godzinkę nad starorzecze - przyniosłam wiąchę nadwodnej mięty z przeznaczeniem na bukiet na Zielną. A posiadacz tego puchatego kupra

to a jakże, perkozek.

Więcej nadwodnych zdjęć na ważce. 

1292.

piątek, 14 listopada 2025

ogród

 od razu po pracy. Bo idzie zima i trzeba na potęgę sprzątać. A tu jak wychodzę z pracy, już jest ciemnawo.


Potem było już tylko ciemniej.


W ogrodowej ciemności błyszczały ostatnie marcinki


nagietki


rudbekie


i chryzantemki, które zresztą posadziłam w ramach czelendża.




A w ogrodzie coraz puściej i ciut mniejszy bałagan.



Kiedy wracałam, było już tak:


A na wieży obserwatorium spał smacznie Sebastian.


Na gzymsie nad zgięciem rynny taka szara kulka. Z Sebastianem jest ten kłopot, że zasiada tam jak jest już ciemno i dobrego zdjęcia za Chiny nie zrobisz.


O Chinach mówiąc - zepsuła mi się kamerka w fotokarmniku i bodaj jest nie do uratowania. Kosztowała śmiesznie mało i to chyba był błąd. No nic, zastanowię się, co z tym zrobię.


Dziś herbatka malinowa z Teekanne. Wystarczająco smaczna, chociaż trochę kwaśna.


Dzisiejsza kartka z kalendarza:




Po pierwsze, to Mojżesz  podobno znaczy "wydobyty z wody". Tadaaaaam. Każdy chrześcijanin jest wydobyty z wody, ergo:  każdy ochrzczony jest Mojżeszem.

Po drugie. Bóg słyszy jęk cierpiących i Jest wierny. Na Swoich warunkach, na Swój nieludzki sposób (ilu chłopców jeszcze zdążyli wymordować?) i w Swoim czasie. Tu reakcją Boga jest krzew ognisty (dyptam? :). A jeśli nie dyptam, to Miriam, nosząca Pana i nie ulegająca spaleniu. Ergo: reakcją Boga na ludzkie cierpienie jest obietnica mesjańska. 

Po trzecie. Imię Boga. Pada właśnie w sytuacji cierpienia, kiedy wszystko w człowieku krzyczy, że Boga nie ma, bo gdyby był, zrobiłby coś. A Bóg, proszsz, oświadcza z całą mocą: Jestem. 

No i dlatego właśnie chrześcijanie czekają na Mesjasza. Aż Przyjdzie.