poniedziałek, 5 maja 2025

nad pizzą

Ja: Bo mój brat to całkiem dobry chłop jest, tyle, że trzeba do niego zadzwonić i mu powiedzieć, co ma zrobić, bo sam na to nie wpadnie.
 Pani I: A bo chłopy tak mają. Mój mąż też nigdy sam nie wpadnie, że trzeba coś zrobić.
Ja: A Mój...

I tak oto rozwiązałyśmy nad pizzą problem teodycei.


Matury się zaczęły, za oknem ziąb i mżawka, spać mi się chce niemożebnie.

1194.

niedziela, 4 maja 2025

koniec długiego łikendu buuuuu

 Udało mi się wyrwać na spacerek.



Wytropiłam. Ptaki to też zwierzątka.




O tropieniu zwierzątek zaraz więcej na ważce.

Ponieważ cała moja natura buntuje się przeciwko nieuzasadnionemu robieniu bukietów, mój bukiet narcyzów żyje i rośnie.

A od jutra matury....

1193.

sobota, 3 maja 2025

jak mi się może nic nie chcieć...

 Miałam na dziś kompletnie inne plany, ale z powodu mamy skończyło się na wspólnym spodziewanym poranku w kościele (z wymianą tajemniczek różańcowych włącznie :P) - BTW, ci, którzy zachowali wiarę do tej chwili, niech Bogu dziękują, że nie byli dziś ze mną w kościele i nie słyszeli kazania... - i wspólnym niespodziewanym wypadzie na ogród (a wiesz, dziś o 10.00 jest transmisja mszy z Jasnej Góry, trzeba obejrzeć, ok - a za chwilę: a to może na ogród pojedziemy? :P - nie wiem, może sobie o transmisji przypomni wieczorem, a może jutro). No ale. 



Tak czy siak, przyjechałyśmy, zrobiłyśmy obiad, a potem padłam i w oczekiwaniu na burzę pomazałam słoiczek...e... pomalowałam flakonik. :P





Ponieważ, jak nadmieniłam, dziś mi się wybitnie nie chce, to słoiczek pozostanie jak na załączonym. A burza przeszła obok.

Tymczasem niezapominajki podniosły łebki.

I nie potrafię sobie wytłumaczyć, że jutro nie jest poniedziałek.

A swoją drogą, zastanawiałam się, co jest bardziej nieprawdopodobne: czy to, że po tej stronie świata Dasz mi jeszcze kawałek ziemi z małym domkiem, w którym będzie stał kredens i stół nakryty ceratą, czy to, że Powiesz mi kiedyś: tak, Byłem z ciebie zadowolony.

1192.


piątek, 2 maja 2025

more dogwood :)))

 z dedykacją dla Agnieszki:




Wyglądał niemal jak magnolia. :)

Tymczasem na moim balkonie...



Nieśmiało zmieniam dekorację - bratki wytłukła mi wielkopiątkowa burza i wypaliły kolejne fale upałów. Rojniki ocalone przed gołębiami (gołębie żrą absolutnie wszystko, rojniki też) zaczynają żyć, a nawet się rozmnażać.


A na jodle pod balkonem sroka ćwiczy budowanie gniazd. Najprawdopodobniej tylko ćwiczy. 






A ja dalej walczę w moim ogrodzie z chwastami i spustoszeniem po pamiętnej burzy. Dziś musiałam wyrwać kilka krzaczków niezapominajek, bo wyrosły na grządce, którą akurat przekopuję pod wysadzenie rozsady dyni (po 15 maja). Tak więc powstał bukiet z niezapominajek, techniką wprost z "Razem ze słonkiem" - głęboki talerz, niezapominajki położone płasko po obwodzie, na środku przyduszone kamieniem, zalane wodą.


I nieodmiennie potrzebuję dwa razy dłuższej doby.

1191.

czwartek, 1 maja 2025

niech się święci pierwszy maja!

 W moim (i nie moim) ogrodzie. We wszystkich ogrodach świata. 

















Co mnie rozbawiło: okno na świat :), prawie jak drzwi jubileuszowe


entuzjazm i biegłość siostrzyczek karmelitanek w korzystaniu z komórek :) - były niemal jak moi uczniowie na przerwie :)))


oraz pewna (nie moja) wieeelka porcja kawy - z najserdeczniejszymi pozdrowieniami dla wszystkich moich fanów z Singapuru i okolic.


Poza tym przez przypadek bezboleśnie zrealizowałam kolejne zadanie czelendżu:




Wracałam do domu między polami kwitnącego rzepaku, fotografowanego przez tak brudne szyby pociągu, że nie chcecie wiedzieć.





A na liczniku dziś mam 32337 kroków, ilekolwiek to jest.

1190.