Czuję się zmotywowana do napisania czegoś, ok. Oto wskazania termometru z ostatnich poranków:
Za to chodzę spać długo po zachodzie słońca. Tu miało wyjść głównie słońce poboczne, po lewej od normalnego, widać?
Pod nogami lód, w powietrzu lód.
Widziałam pierwszego tej zimy gila, ale nie pozwolił się zdjąć. Więc zdjęłam gawrony.
A to jeszcze a propos lodu.
Lutniki znowu mają pąki. Może nawet będą marczykami?
A poza tym nie wyrabiam na zakrętach życiowych, mój organizm ma wkodowane, że ferie zimowe powinny być w pierwszej połowie lutego - a tu trzeba biegać czasem i trzy razy tam i z powrotem na kilkunastostopniowym mrozie. Mam znowu całą twarz w syfach i już przestałam się z tym kłócić, prawdopodobnie będę tak mieć do śmierci, a trumnie może zapudrują. :P Na blog często zwyczajnie nie starcza czasu i sił, i uprzedzam lojalnie, że tutaj wpisy będą się pojawiać jakoś raz na tydzień, bez specjalnej regularności, z tendencją do rozrzedzania. Coraz częściej za to zamierzam pojawiać się na wearing purple i z dniem przejścia na emeryturę zamknę zupełnie ten blog - no ale go nie zniknę, bez obaw. A co mi wyjdzie z tego pojawiania się, hm, zobaczymy.
Na razie od tygodnia mam jakieś tam zaległości, których wcale nie chce mi się nadrabiać - i niedługo będą już miesięcznymi zaległościami, a potem okaże się, że albo mam totalnie przechlapane, bo czegoś nie zrobiłam, albo nikomu w sumie nie zależy, żeby to w ogóle robić. :P No ale ta druga opcja, niestety, rzadko się wydarza...







U nas rano było -19. W ramach protestu ścięłam kilka gałązek forsycji i wsadziłam do wazonu. Może za tydzień ukażą się kwiaty.
OdpowiedzUsuńjeśli jest -19, to za trzy tygodnie. :)
UsuńHmm.... nic Ci to życia nie ułatwi ale naprawdę Ci współczuję. Bardzo.
OdpowiedzUsuńIwona
taka typowa kołomyja semestralna.
UsuńZimno. Ale nie aż tak. Kupiłam sobie żonkilki. Na pociechę.
OdpowiedzUsuńŻonkilki by nie przeżyły drogi ze sklepu do domu. Na pociechę kupiłam sobie dekoracje na drzwi, będę systematycznie pokazywać.
Usuń