Wysokość słoneczników wymaga zachowania odpowiedniej skali :).
Wysokość słoneczników wymaga zachowania odpowiedniej skali :).
Ale w ogóle nie mam siły na nic. Na dole batalia z planem, na górze ataki ruskich dronów, do tego nieustające gorąco i susza, ciągle nie mogę dozdrowieć po ostatnim przytruciu - i tak mijają kolejne dni. I tia, widzę - najbardziej rzeczywiście boli mnie, kiedy mam najlepsze intencje, a spotykam się z oskarżeniami i potępieniem. No ale chyba tak już w życiu musi być i tyle.
Dopiero dziś zauważyłam, że w niedzielę z małym łosiem była mama.
Widać?
Chciałabym móc się schować jak ta mama łosia, żeby wszyscy dali mi św. Spokój - na jakiejś odległej planecie albo na takim zadupiu, że nawet drony zawracają. Nie musieć tłumaczyć się, że żyję, ani za to przepraszać. Ani z tego/za to, że nie jestem wielbłądem.
Ani, niestety, łosiem.
1320. Ten odcinek sponsorował Łokietek Władysław.
w trakcie. Godziny spędzane nad układaniem planu, w przerwach ogarnianie lekcji, robienie przetworów, wczoraj jeden krótki spacerek o zachodzie słońca. Do tego miniony tydzień przeokropnie upalny i u nas nadal suchy. A zatem donoszę, że żyję, ale blog to luksus, na który ostatnio nie mogę sobie za bardzo pozwolić.
edit wieczorem: tego obywatela przedstawiam na ważce.
Ile to? 1317.
nawałowi wszelakich spraw szkolnych dziś będzie o wrzosowisku.
o zimowitach
i o słonecznikach.
Pracuję, biegam, załatwiam miliony spraw, w tym tysiące spraw zaległych z powodu ostatniego wypadniętego z życiorysu łikendu.
1313.
torbę. Patentu nie zastrzegłam, kto ma ochotę, niech powiela.
Z jednej strony torba ma kieszonki na uczniowskie telefony (numery odwrotnie, bo zdjęcie w lustrze). Z drugiej strony są dwie wielkie kieszenie: górna na laptopa (oryginalny pokrowiec kupiony z laptopem przyszyty do odwrotnej strony kieszonek na telefony), dolna szara na nauczycielski kapownik, piórnik, chustki do nosa, głośnik blutufowy, ładowarkę i co się tam jeszcze zmieści. Wszystko na jednej taśmie na ramię. I tym sposobem może chociaż przez ostatni rok pracy nie będę kilka razy wracać do sali bo nie zabrałam się ze wszystkim, co powinnam do sali zabrać. :P
(Z tego co wiem największa moja klasa w tym roku liczy 7 osób.) (Nie macie mi co zazdrościć, bo większość to dzieci specjalnych potrzeb edukacyjnych.)
A oprócz rozpoczęcia ostatniego daj Boże roku szkolnego odwiedziłam dziś rodzinny cmentarz
podlałam ogród
(Marcinki pozdrawiają Magdę)
i spotkałam Sebastiana.
Sebastian zasiada na wieży o zmroku i wątpię, czy zrobię mu kiedyś jakieś porządne, ostre zdjęcie.
1311.