sobota, 13 września 2025

z wrześniowego ogrodu

 

Wysokość słoneczników wymaga zachowania odpowiedniej skali :).












A wrzosy już przekwitają...

Wpadłam na ogród jak po ogień, wyplewiłam maliny i uciekłam, marząc o przyszłym wrześniu i wizualizując, jak pięknie mój ogród będzie wtedy wyplewiony. Na razie musi się zmieścić między zakupami, sprzątaniem, gotowaniem obiadu, pracą, popołudniami słabości :P przespanymi na kanapie i milionem innych spraw i zajęć. I nie bardzo się mieści. 

1323.

piątek, 12 września 2025

wczoraj i dziś

 





Wczoraj deszcz i tęcza, dziś dzięcioł - a oprócz tego praca, praca, praca. Dziś po południu wypiłam kawę i zasnęłam. 

I że to młode pokolenie, znaczy milenialsi i młodsi, zupełnie nie potrafią dbać o oszczędność, nie szanują rzeczy, pozwalając im się psuć i wyrzucają je bez mrugnięcia okiem. Nie potrafią wykonywać potrzebnych prac sposobem gospodarczym i wywalają ogromną kasę na głupoty, które naprawdę można za darmo zrobić samemu. No ale. Mi może się nie podobać taki świat, ale  nic z tym nie zrobię...

1322.

środa, 10 września 2025

żyję, żyję.

 Ale w ogóle nie mam siły na nic. Na dole batalia z planem, na górze ataki ruskich dronów, do tego nieustające gorąco i susza, ciągle nie mogę dozdrowieć po ostatnim przytruciu - i tak mijają kolejne dni. I tia, widzę - najbardziej rzeczywiście boli mnie, kiedy mam najlepsze intencje, a spotykam się z oskarżeniami i potępieniem. No ale chyba tak już w życiu musi być i tyle. 

Dopiero dziś zauważyłam, że w niedzielę z małym łosiem była mama.



Widać?

Chciałabym móc się schować jak ta mama łosia, żeby wszyscy dali mi św. Spokój - na jakiejś odległej planecie albo na takim zadupiu, że nawet drony zawracają. Nie musieć tłumaczyć się, że żyję, ani za to przepraszać. Ani z tego/za to, że nie jestem wielbłądem. 

Ani, niestety, łosiem.

1320. Ten odcinek sponsorował Łokietek Władysław.

poniedziałek, 8 września 2025

zimowity

 





i kwiatowy czelendż:



To schody do mojego ogrodowego domku.

Musiałam dziś iść podlać ogród, bo liczenie na deszcze się przeliczyło. I na skutek podlewania właśnie teraz skończyłam przygotowywanie jutrzejszych lekcji. A atrakcje związane z planem nieustannie w toku.

1318.

niedziela, 7 września 2025

horror początku roku

 w trakcie. Godziny spędzane nad układaniem planu, w przerwach ogarnianie lekcji, robienie przetworów, wczoraj jeden krótki spacerek o zachodzie słońca. Do tego miniony tydzień przeokropnie upalny i u nas nadal suchy. A zatem donoszę, że żyję, ale blog to luksus, na który ostatnio nie mogę sobie za bardzo pozwolić.

edit wieczorem: tego obywatela przedstawiam na ważce.



Ile to? 1317.

środa, 3 września 2025

na przekór

 nawałowi wszelakich spraw szkolnych dziś będzie o wrzosowisku.








o zimowitach



i o słonecznikach.





Pracuję, biegam, załatwiam miliony spraw, w tym tysiące spraw zaległych z powodu ostatniego wypadniętego z życiorysu łikendu. 

1313.

poniedziałek, 1 września 2025

obiecałam pokazać

 torbę. Patentu nie zastrzegłam, kto ma ochotę, niech powiela.

Z jednej strony torba ma kieszonki na uczniowskie telefony (numery odwrotnie, bo zdjęcie w lustrze). Z drugiej strony są dwie wielkie kieszenie: górna na laptopa (oryginalny pokrowiec kupiony z laptopem przyszyty do odwrotnej strony kieszonek na telefony), dolna szara na nauczycielski kapownik, piórnik, chustki do nosa, głośnik blutufowy, ładowarkę i co się tam jeszcze zmieści. Wszystko na jednej taśmie na ramię. I tym sposobem może chociaż przez ostatni rok pracy nie będę kilka razy wracać do sali bo nie zabrałam się ze wszystkim, co powinnam do sali zabrać. :P



(Z tego co wiem największa moja klasa w tym roku liczy 7 osób.) (Nie macie mi co zazdrościć, bo większość to dzieci specjalnych potrzeb edukacyjnych.)

A oprócz rozpoczęcia ostatniego daj Boże roku szkolnego odwiedziłam dziś rodzinny cmentarz


podlałam ogród



(Marcinki pozdrawiają Magdę)

i spotkałam Sebastiana.



Sebastian zasiada na wieży o zmroku i wątpię, czy zrobię mu kiedyś jakieś porządne, ostre zdjęcie.

1311.