niedziela, 25 stycznia 2026

nie przestaje mnie zadziwiać

 że można mówić o niedzieli biblijnej, modlić się o docenienie Słowa, nawet powiedzieć płomienne kazanie w oparciu o dłuższą formę ewangelii - a przeczytać wersję krótką. Która do kazania ma się potem tak sobie. No ale można. Niestety, Słowo u nas ciągle ustępuje przed gadaniem. 

Poza tym moje miasteczko znowu opanowały gawrony.



Nie tylko na dachu, na wszystkich, absolutnie wszystkich okolicznych drzewach:




Jak wtedy na gawronowym polu. 

Prawdopodobnie to kolejne wielkie stado na przelocie, tylko pojęcia nie mam, w którą stronę leciały. To, że w mieście kierowały się akurat na wschód, może być zupełnym przypadkiem. Ale jeśli istotnie leciały na wschód, to wiosna idzie. 

Prowiant na drogę w każdym razie zabrany, kto wie, jak na tym wschodzie będzie z jedzeniem.


A wiosnę chyba zwiastuje także ta zięba


i ten paszkot


Dzięcioł raczej jest tutejszy całoroczny


a myszołów w mieście, tu ganiany przez kawkę, to raczej zjawisko zimowe.



Więc kto ich tam wie, jak to tam z tą wiosną.

Na razie herbatka żurawiowo-malinowa z Vitaxu, ostatnia. Nawet ok, ale mogłaby być mocniej żurawinowa. 

W ogóle mocniejsza by mogła być, bo akurat mnie trochę w gardle drapie. Pewnie odzwierciedla to mój entuzjazm do podjęcia kolejnego tygodnia pracy, bo w perspektywie rady, zebrania, stawianie stopni, papiry, czyli to, co ogólnie rzecz biorąc nie ma sensu, a kosztuje masę czasu, energii i nerwów. Więc popijam herbatkę fervexem i idę spać. 

sobota, 24 stycznia 2026

ja nie wiem

 co się dzieje z tym czasem i dlaczego od razu jest południe, a potem za chwilę wieczór i noc. Może zacznę wierzyć w śmiałe teorie spiskowe o globalnym skróceniu sekundy? :P Bo kiedyś żeby odmierzyć jedną sekundę kazali mi liczyć, szybko bo szybko: sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa, sto dwadzieścia trzy - i to miała być jedna sekunda. Teraz, jak sądzę, sekunda mija przy "sto dwadzieścia". I może dlatego czasu zrobiło się trzy razy za mało.

A dziś ostatnia herbatka z Irvinga, biała śliwkowo-melonowa. Smaczna, naprawdę śliwkowo-melonowa (ok, może śliwkowo-jabłkowo-brzoskwiniowa, ale w przyjemny sposób). 


Do końca stycznia została mi jeszcze jakaś jedna herbatka z Vitaxu, kilka z Teekanne i jeszcze jakieś, których dotąd nie próbowałam. Jak na razie najbardziej zauroczyły mnie herbatki z EnglishTeaShop. I to chyba będzie ostateczny wniosek z tegorocznego (i trochę zeszłorocznego) herbatkowania. 

piątek, 23 stycznia 2026

zajawka

 na wearing purple (zakładka na górze strony) pokazały się zdjęcia z drugiego kalejdoskopu styczniowego.


Zapraszam. 

Herbatka dziś biała z brzoskwinią i mango, nieco nudna w smaku, jak brzoskwiniowa icetea.


Jutro kończę Irvinga - generalnie smaczne herbatki, niektóre trochę przekombinowane, ale ciekawe doświadczenie poznawcze w sumie. Raz jeszcze dziękuję za prezent :ukłon:. 

A w temacie dnia pabiedy ;) - nie wiem, może dzień zwycięstwa kogoś jednego po prostu musi być okupiony tym, że paruset padnie po drodze i nigdzie nie dojdzie. Może po prostu tak jest.

czwartek, 22 stycznia 2026

z fotopułapki

 



Czyli mam głównie bogatki (i kosa). 


Czasem zajrzy jaki mazurek.


Pozostaję z nadzieją, że kiedyś zajrzy do mnie jakiś bardziej egzotyczny ptak. OK, modraszka też może być:


Szpaki nadal latają, głównie rano i wieczorem, ale na karmnik nie skusił się jeszcze żaden. Gołębie dalej przylatują, kawki też, ale pokonać klatki i zasłonki  nie potrafią. 

A poza tym szkoła i jak zwykle kolekcja różnych mało przyjemnych wydarzeń okołosemestralnych. 

A herbatka dziś pomarańczowo-limonkowa z Irvinga. Bardzo dobra, z nutką piernikowych przypraw. 



środa, 21 stycznia 2026

gdyby ktoś twierdził

 że śnieg nie jest niebieski:


Polecam oglądanie zdjęcia w powiększeniu i zapraszam na ważkę po więcej.

A herbatka dziś earlgrey podobno z pomarańczą. Herbatka dobra, earlgrey przyjemny, a pomarańcza hm podobno była. 

wtorek, 20 stycznia 2026

mróz

 Podobno gdzieś tam w Polsce ostatniej nocy widzieli zorze polarne. U nas tylko było zimno.



Poza tym jest strasznie ślisko - nie wiem, czy jest jakiś zakaz używania piachu, czy wysypali już wszystkie piachowe zasoby przewidziane na tą zimę, ale mamy na chodnikach czysty lód. Co trochę spowalnia tempo życia. I co byłoby całkiem ok, gdyby nie to, że spieszysz się do sklepu czy do pracy. 

Bawię się malowaniem po numerach.


Szaleńcze są te kolory i gdyby nie to, że mają na celu ożywienie mojej monotonnej kuchni, pewnie by mi się nie podobały. A herbatka dziś taka:


Powiem tyle, że ani granatu, ani agrestu - za to wyraźny smak ananasa. :P Ale dobra.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

to są szpaki

 



Zdjęcia bardzo takie sobie, bo robione po szesnastej, czyli o zmroku:

I właśnie wtedy latają mi pod oknem całe stada tego czegoś. Zdybałam dwa na zaokiennych drzewach -no szpaki. Nie mam pojęcia, co robią w środku stycznia przy minus kilkanaście i paru centymetrach śniegu. Powinny być odleciane i wrócić na dzień kobiet. A one latają pod moim oknem i tylko czekam, aż zameldują się przy karmniku. 

Nie ma za to zimowych gości. Nie przyleciał ani jeden gil, o jemiołuszkach w ogóle szkoda gadać, czeczotek też nie widziałam. Nawet dzwońców, czyżyków, kwiczołów i szczygłów nie ma, widuje się jakieś pojedyncze sztuki i niezwykle rzadko. Co więcej, sikorki też pokazują się pojedynczo, nie ma tych zimowych dużych stadek. Nie wiem, wiosna idzie czy co. Na wszelki wypadek już zamawiam akcesoria do hodowania kiełków. A póki co, zanim nie nadejdą - dopijam spokojnie zimowe herbatki. Dziś czarna waniliowo-poziomkowa z Irvinga.


Smak jak na herbatę niezwykle zaskakujący. Gdyby ktoś mi to dał na łyżeczce do spróbowania i kazał zamknąć oczy, byłabym pewna, że to roztopione lody waniliowe z mieszanymi owocami, całkiem niezłe. Bo Irving oczywiście nie poprzestał na wanilii i poziomkach, napchał tam chyba z tuzin różnych owoców wszelakich, które stworzyły trochę owocową kakofonię. No i nieco dziwnie to w sumie wyszło. Nie że niesmacznie, ale jakoś nie na miejscu. :P

OK, pewnie zapyziała tradycjonalistka przeze mnie przemawia. 

I - no właśnie. Bo ja się zdecydowanie czuję starym bukłakiem i wolę stare, dobre wino. Niech se ci młodzi zmieniają świat, niech młode wino szumi w najlepsze - byleby gdzie indziej. :P Odpowiednio daleko ode mnie. Ja się już na żadne młode wino nie dam nabrać. Nie chcieli pić, porozlewali, trochę podziurawili i bukłak. I jest jak jest. Pozsychało się, zabliźniło, nie cieknie. 

A może po prostu nic już w środku nie ma.